Sukces napędza motywację
Nie ulega wątpliwości, że trwająca już od ponad dwóch tygodni operacja na terenie rosyjskiego obwodu kurskiego to duże osiągnięcie Ukrainy. A jak sukces Kijowa, to równocześnie sromotna porażka Moskwy.
Nie ulega wątpliwości, że trwająca już od ponad dwóch tygodni operacja na terenie rosyjskiego obwodu kurskiego to duże osiągnięcie Ukrainy. A jak sukces Kijowa, to równocześnie sromotna porażka Moskwy.
Jeden z moich znajomych, przedsiębiorca, opowiadając o wakacjach, wspomniał, że był z rodziną „na Mazurach”, ale przy bliższych szczegółach okazało się, że mianem „Mazury” określał zupełnie gdzie indziej położone polskie pojezierze.
Przewija się masa spekulacji, analiz i nieoficjalnych doniesień w sprawie wkroczenia ukraińskich wojsk na teren obwodu kurskiego i prawdopodobnie także biełgorodzkiego. Ale o to właśnie chodzi władzom w Kijowie. Szum informacyjny ma osłabić reakcję zaskoczonych obrotem kontrofensywy Rosjan.
Kiedy śnięte ryby zaczęły wypływać z Odry dwa lata temu, uruchomiono takie pokłady histerii i żółtych pasków w mainstreamowych mediach, że niezorientowany w polityce odbiorca mógł żyć w przekonaniu, że polskie państwo i jego instytucje sypią się jak domek z kart, a PiS bezczelnie zatruwało rzekę. Gdy po dwóch latach te same ryby już się nie uśmiechają, a z wód wyławia się ich ponad 100 ton, Donald Tusk bohatersko milczy, natomiast jego minister opowiada, że „katastrofa jest pod kontrolą”. Gdzie ta rtęć? Gdzie celowe zatruwanie rzek? Dlaczego poza informowaniem te same media nie biją na alarm? Co zostało im z tej propagandy?
W latach 2005–2007 część obserwatorów życzliwych Prawu i Sprawiedliwości martwiła się, że partia ta skazana jest na utratę władzy, ponieważ otwiera zbyt wiele frontów równocześnie.
Państwo na odcinek walki ze złotą algą wysłało najlepszych ludzi, jakich ma: Urszulę Zielińską i Paulinę Hennig-Kloskę. Te dwie osoby determinują to, jak wygląda opowieść o katastrofie na jeziorze Dzierżno. Zamiast o konkretach ciągle słyszymy polityczną melodię.
Stosowanie na szeroką skalę sztucznej inteligencji (AI) pokazuje nam, w jak kosmicznym tempie rozwija się otaczająca nas technologia. Techniki AI są wykorzystywane m.in. przy tworzeniu tzw. deepfake’ów, czyli łączenia obrazu, najczęściej ludzkiej twarzy, z dźwiękiem.
Kiedy trzy lata temu w Krakowie spadł deszcz tak wielki, jakiego nie pamiętano od dawna, miejska jednostka Klimat-Energia-Gospodarka Wodna (szumnie przedstawiana jako „pierwsza w Polsce wyspecjalizowana jednostka samorządowa powołana do tego, by adaptować miasto do zmian klimatu”) przekonywała mieszkańców, że rzecz jest wyjątkowa, bo takie opady ostatni raz miały miejsce 265 lat wcześniej.
Wakacje i sezon ogórkowy nie dotyczyły amerykańskiej polityki, bo jeśli ze starań o reelekcję wycofuje się urzędujący prezydent, to jest to wydarzenie o znaczeniu ogólnoświatowym i historycznym. Gdyby brać pod uwagę to, co jest dla ludzi najważniejsze, czyli gospodarkę, demokraci nie powinni mieć szans. Jednak w kampanii to nie o stan gospodarki chodzi, bo ten nie jest wcale zły, lecz ogólne odczucia ludzi wobec wysokich cen towarów i usług. A te w ostatnich latach naprawdę dały o sobie znać w przykry sposób i powodów do optymizmu nie ma.
Mamy już potwierdzenie, że uwolnienie cen energii przełożyło się znacznie na skok inflacji i wzrost cen żywności o ponad 4 proc. Warto zwrócić uwagę, że lewicowo-liberalne media i fanatyczny protuskowy lumpenkomentariat w social mediach nie tłumaczą już nam, że to wina polityków.
Równo 24 lata temu, w pierwszych miesiącach prezydentury, Władimir Putin zderzył się z pierwszym poważnym kryzysem swoich rządów, który mógł zniweczyć jego dyktatorską karierę. Zatonął okręt podwodny „Kursk” ze 118 marynarzami na pokładzie, co stało się podczas największych manewrów od czasów ZSRS.
Centralne Biuro Antykorupcyjne powinno prześwietlić interesy nieruchomościowe i majątek wiceministra aktywów państwowych Roberta Kropiwnickiego. W ubiegłym roku – jak ujawniliśmy w Republice – stał się właścicielem dwóch mieszkań wartych 712 tys. zł (w sumie ma ich 12).
Koalicja 13 grudnia uśmiecha się do wielu, ale najszerzej do środowiska anty-PiS. Najnowszy przykład to działacz „antyrasistowski” i „ekologiczny” Piotr Rachwalski, który zasłynął swego czasu paradowaniem w koszulce z hasłem „Je...ć PiS”.
Dopiero po 1989 roku powstańcy warszawscy odzyskali należne im, w procesie wychowawczym kolejnych pokoleń, miejsce.
Igrzyska olimpijskie w Paryżu, pomimo kilku pięknych momentów, zostaną zapamiętane jako impreza straconych szans, w której Biało-Czerwoni zaprezentowali się mizernie. Dopiero 42. miejsce w klasyfikacji medalowej to wynik wstydliwy. Kibice liczyli na więcej. Płomień olimpijski nie przestał się jeszcze palić, gdy rozpoczęła się ogólnonarodowa dyskusja o przyczynach mizernego występu Polaków. Jak to zwykle bywa przy porażkach, rozpoczęło się też pilne poszukiwanie winnych z polityczną sieczką w tle.
Nie od dziś nie mogę zrozumieć ścieżki myślowej, którą podąża Donald Tusk w podejmowaniu swoich ruchów.
Uwolnienie Marcina Romanowskiego wydawało się największą jak dotąd kompromitacją resortu i quasi-prokuratorów Adama Bodnara. Okazuje się, nie pierwszy zresztą raz, że ludzie ci nie chcą i nie potrafią się zatrzymać.
Zamiast pokazu siły Zachodu igrzyska olimpijskie, mimo pochwał progresywnych mediów, okazały się raczej pokazem francuskiej prowincjonalności i jałowości naszych zachodnich sporów politycznych.