„Najbardziej zdumiewającą rzeczą w Zmartwychwstaniu jest to, że nikt nie wierzył, iż Chrystus powstanie z martwych. To dlatego w Niedzielę Wielkanocną kobiety przyniosły rano wonności, by namaścić i zabalsamować martwe ciało, a nie powitać Zmartwychwstałego” – dzieli się z nami swym zadziwieniem arcybiskup Fulton Sheen. Dla arcybiskupa bowiem (i dla nas) Zmartwychwstanie Pana Naszego Jezusa Chrystusa jest rzeczą niewątpliwie cudowną i nadprzyrodzoną, lecz jednocześnie oczywistą, bardziej oczywistą niż dla Marii Magdaleny czy dla wielu z Jego uczniów. My przecież od wieków znamy dobrą nowinę – czyli po grecku „ewangelię” – i wiemy, że po to Jezus przyszedł na świat, aby wydobyć nas z ciemności i abyśmy chodzili w świetle.
Gdy kończyła się wielka wojna i zwycięzcy alianci na nowo wykreślali granice w Europie, o polskiej granicy wschodniej nikt wolał się nie wypowiadać. Alianci nie mogli się zdecydować, jakie stanowisko zająć wobec rządu bolszewickiego: czy z nim walczyć, czy nawiązywać stosunki handlowe. Poza tym cały czas liczyli, że rewolucja bolszewicka ostatecznie przegra, do władzy powrócą demokraci i odrodzi się dawna sojusznicza Rosja. Z takiego obrotu sprawy zadowolony był Józef Piłsudski. Wiedział, że Polska nie może pozwolić na wytyczenie tej granicy w zaciszu dyplomatycznych gabinetów, że o jej przebiegu nie może zdecydować żaden plebiscyt. Wojna z Rosją o granice i niepodległość Polski była nieunikniona. Polski niepodległej nie chciała bowiem ani Rosja czerwona, ani biała.
W lesie na terenie Wyspy Sobieszewskiej poszukiwacze z Fundacji Latebra natrafili na szczątki prawdopodobnie niemieckiego żołnierza. W ustach zmarłego znajdował się różaniec wykonany ze szklanych paciorków. Fundacja zajmuje się legalnymi poszukiwaniami reliktów historii.