Jeden z okupacyjnych dowcipów warszawskich: „Na Placu Trzech Krzyży zorganizowano polowy punkt sanitarny, na który karetki, jedna po drugiej, zwożą rannych na froncie wschodnim Niemców. Tłum ciekawskich warszawiaków przygląda się temu, głośno i z satysfakcją komentuje. – Cicho – syczy jakaś paniusia – no, cicho! – Dlaczego cicho?! – obrusza się ktoś. – Bo nie słyszę, jak jęczą”. Latem 1944 roku wreszcie przyszedł czas, gdy miłe warszawskiemu uchu jęki Niemców były tak głośne, że nie trzeba było nikogo uciszać, by je usłyszeć.
Myśmy się nie bali śmierci. Baliśmy się sposobu, w jaki umrzemy – tego typu zdanie niejednokrotnie pojawiało się w relacjach osób, które przeżyły rzeź wołyńską. Dziś mija 81 lat od tzw. krwawej niedzieli, czyli punktu kulminacyjnego ludobójstwa dokonanego na Polakach. W związku z tym w wielu miejscach Polski organizowane są uroczystości upamiętniające ofiary tamtych wydarzeń.