Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Za wolność, całość, niepodległość. Wybuch insurekcji kościuszkowskiej

„Przy wszystkich swych brakach konstytucja ta widnieje na tle rosyjsko-prusko-austriackiej barbarii jako jedyne dzieło wolnościowe, które kiedykolwiek Europa Wschodnia samodzielnie stworzyła. I wyszła ona wyłącznie z klasy uprzywilejowanej, ze szlachty. Historia świata nie zna żadnego innego przykładu podobnej szlachetności szlachty”. Z takim zachwytem o „Ustawie Rządowej” uchwalonej przez Sejm Wielki w dniu 3 maja 1791 roku pisał… Karol Marks. Rychło okazało się, że choć stworzenie i przyjęcie konstytucji nie było zadaniem łatwym, to jeszcze trudniejszym będzie jej obrona. Zwłaszcza że gdy naród przystąpił do walki z ogromnym zapałem, to króla i elity polityczne ogarnęły zwątpienie i strach. A w tle krążyły miliony wypłacane przez Katarzynę II.

insurekcja kościuszkowska
Wikipedia - Wikipedia

Wokół polskich prób wydobycia się z otchłani upadku, w której potężna niegdyś Rzeczpospolita pogrążała się od końca XVII wieku, rozwinęła się międzynarodowa i krajowa gra polityczna. Chociaż może lepiej byłoby powiedzieć, że stała się Polska przedmiotem intryg ludzi bez honoru, podobniejszych bardziej do pospolitych rabusiów obdzierających podróżnych na gościńcach, niż do koronowanych głów i dyplomatów. Nie była już Rzeczpospolita państwem, o względy którego zabiegały najpotężniejsze dwory europejskie. Wykaz błędów i wad społeczeństwa szlacheckiego przypominał katalog grzechów śmiertelnych i ciężkich – od pychy począwszy, przez egoizm stanowy oraz pogardę dla słabszych i uboższych, po zwykłą chciwość. Wyraźnie zepsucie polskiej „elity” politycznej widział Stanisław Staszic, a swe refleksje zawarł w dziele „Przestrogi dla Polski”, wydanym w czasie obrad Sejmu Czteroletniego. Żyła jednak wciąż w Polakach jedna cnota, która w drugiej połowie osiemnastego stulecia dawała nadzieję na odrodzenie jednostkowe i społeczne – umiłowanie wolności i ukochanie Ojczyzny, która tej wolności stworzyła niespotykane w Europie warunki rozkwitu. 

Witaj, jutrzenko swobody, zbawienia za tobą słońce…

Gdy w 1820 roku Adam Mickiewicz pisał „Odę do młodości”, żyło jeszcze pokolenie, które witało Konstytucję 3 maja jako zapowiedź odzyskiwanej swobody państwowej, jako pierwszy krok postawiony przez naród polski na drodze zbawienia. I jeśli sądzić po zapale okazywanym przez Polaków w 1791, a zwłaszcza w 1792 roku – a pisząc „Polaków”, mam na myśli ludzi wszelkich stanów – to wiara w zbawienie Ojczyzny była powszechna i silna, silniejsza niż strach przed niepokonanymi ponoć armiami cesarskimi i carskimi. Gdy Katarzyna okazała niezadowolenie z powodu uchwalenia konstytucji i zwołała do Petersburga zaprzańców i sprzedawczyków, każąc im ustawę majową obalić, Rzewuski, Branicki i Potocki powołali do życia konfederację nazwaną targowicką. Mijał rok od chwili, gdy rozentuzjazmowany lud Warszawy niósł na ramionach marszałka Małachowskiego trzymającego w dłoniach dokument sejmowy. Był maj 1792 roku, w granice Rzeczypospolitej wkraczały moskiewskie korpusy, a wiarołomny król pruski nie tylko oznajmiał Polakom, że antymoskiewski układ sojuszniczy z 1790 roku już nie obowiązuje, lecz także potajemnie targował się z Katarzyną o kolejną część łupu.

Polacy stanęli do wojny, a kampanią obronną dowodził, wielce w sztuce wojennej utalentowany, bratanek królewski, książę Józef Poniatowski, mając do pomocy grono zdolnych młodych generałów, absolwentów pierwszej polskiej szkoły wojennej, założonej przez króla Stanisława Poniatowskiego w 1765 roku, Szkoły Rycerskiej. Oprócz zdolności militarnych ludzi tych wyróżniało szczere umiłowanie Ojczyzny, poczucie honoru oraz wiara w ludzką moralność.

Z naszym duchem i orężem Polak ziemię oswobodzi

Mając mniej armat, mniej żołnierzy, mniej doświadczenia wojennego od moskiewskich weteranów, prowadził książę Józef przemyślaną i przemyślną wojnę na czas. Cofając się w głąb Rzeczypospolitej, szarpał Rosjan w bitwach i potyczkach: oni tracili ludzi, on się wzmacniał napływającymi ochotnikami, oni rozciągali swe linie zaopatrzeniowe, on skracał. Za plecami wojsk polskich pracowały fabryki broni i amunicji, spływały pieniądze i zaopatrzenie. I kto wie, jak przebiegłaby walna bitwa na przedpolach Warszawy, może koło Radzymina stoczona, gdyby nie tchórzostwo króla. Objął on wcześniej dowództwo naczelne i, nie mając pojęcia o sztuce wojennej, tylko przeszkadzał księciu Józefowi. Drżał król o własne bezpieczeństwo, większym przerażeniem napełniał go gniew dawnej kochanki, a najbardziej bał się, że ujawni ona wykaz dotacji, które mu wypłacała, i że odmówi spłaty jego niebotycznych długów. Ponoć próbował się targować Poniatowski z posłem moskiewskim Bułhakowem co do losów kraju, ale Moskal oznajmił mu, że zdanie się na łaskę imperatorowej ma być bezwarunkowe i całkowite. Ze strachu zatem postanowił przystąpić do konfederacji targowickiej wbrew woli narodu, który chciał walczyć. Był – nomen omen – 22 lipca 1792 roku. Kapitalnie nastroje senatorów i tchórzliwego, małostkowego monarchy oddaje fragment narady z 23 lipca. Mówił król:

„Eo ipso (a zatem) może mię nie uznać (caryca) królem. – Naród uznaje WKMość królem – rzekł poważnie podskarbi Ostrowski. – A konfederacja targowicka czy się także nie mieni być narodem? – zagadał książę prymas (Michał Poniatowski). – Buntownicy nie należą do narodu – wzgardliwie dorzucił Sapieha, marszałek konfederacji litewskiej”.

Na wieść o kapitulacji króla, który chciał wybrać mniejsze zło, a wybrał to najgorsze, Warszawę ogarnęły zamieszki, a oficerowie księcia Józefa obozujący pod Kurowem powzięli plan porwania króla i zmuszenia go do kontynuowania wojny. Wśród tych oficerów był generał-lejtnant Tadeusz Kościuszko. 

Kto powiedział, że Moskale cnymi braćmi są Lechitów…

Urodzony w 1746 roku Kościuszko był wówczas żołnierzem opromienionym sławą zdobytą w wojnie o niepodległość kolonii angielskich w Ameryce Północnej. Trafił tam w 1776 roku po ukończeniu Szkoły Rycerskiej, pięcioletnich studiach artystycznych w Paryżu i ciężkim zawodzie miłosnym – kochał Ludwikę Sosnowską, córkę hetmana polnego litewskiego, który wzgardliwie odmówił zgody na ślub słowami: „Synogarlice nie dla wróbli, a córki magnackie nie dla drobnych szlachetków”. Jako inżynier wojskowy fortyfikował Filadelfię i West Point, cieszył się przyjaźnią Washingtona i Jeffersona.

Ten drugi jeszcze po latach zapraszał go, by powrócił do wolnych już Stanów Zjednoczonych, zamieszkał wśród przyjaciół, a na koniec spoczął obok niego na cmentarzu.  

Czyny z wojny 1792 roku przyniosły Kościuszce sławę wśród rodaków i uznanie u towarzyszy broni. Gdy zatem po rządach targowiczan przyszedł drugi rozbiór Polski, ci, którzy nie zamierzali złożyć broni, właśnie w Kościuszce upatrywali przywódcę. Resztką Polski rządził moskiewski gen. Igelström, wysługiwali mu się targowiczanie: Ożarowski, bracia Kossakowscy, Zabiełło, Ankwicz, Moszyński. Naród, któremu odebrano wolność, który ochotnie zgłaszał się na wojnę w obronie konstytucji, czekał sygnału do walki ostatecznej. Albowiem – jak pisał Władysław Konopczyński – „jeżeli rok 1772 pozbawił Polskę dostępu do morza, przez co podciął jej siłę rozwoju, ale poza tym okaleczył jej członki zewnętrzne, to rok 1793 pozostawił z niej już tylko krwawiący tułów z głową i sercem, całkiem do życia niezdolny”. Żyć już Polska nie mogła, mogła umrzeć z honorem.

Spiski się rozwijały, spiskowcy czekali jeszcze na wyniki misji zagranicznych. Lecz świat cały interesował się tylko Francją i jej rewolucją, z obojętnością przechodząc obok upadku Rzeczypospolitej.  

Twego miecza nam potrzeba, by Ojczyznę oswobodzić

Kościuszko powróciwszy z Paryża, stwierdził, że ruch powszechny jeszcze nie jest do walki gotowy, ale dłużej czekać nie można było, bowiem Rosjanie rozbrajali kolejne oddziały armii konstytucyjnej, a tajni agenci moskiewscy i targowiccy wiedzieli coraz więcej o spiskowcach. Późną jesienią aresztowany został gen. Ignacy Józef Działyński, który wprawdzie zaprzysiągł konfederację targowicką, ale potajemnie szykował swój pułk do walki z Moskalami. Podobnie czynił Antoni Madaliński. Ten konfederata barski i gorący zwolennik konstytucji dowodził 1. Wielkopolską Brygadą Kawalerii Narodowej stacjonującą wówczas w Ostrołęce. O poważaniu, jakim się cieszył, świadczy to, że spiskowcy w nim upatrywali „rezerwowego” przywódcę insurekcji – gdyby Kościuszko nie zdążył wrócić do kraju. To właśnie w sztabie brygady Madalińskiego, wobec groźby rozbrojenia oddziału, zapadła decyzja o rozpoczęciu wojny: 8 marca Madaliński zerwał rozmowy o rozbrojeniu i cztery dni później ruszył w stronę Krakowa na spotkanie z gen. Józefem Wodzickim.

Ruszyli na „buntowników” Moskale, z Krakowa w pogoń wymaszerował okupacyjny garnizon Łykoszyna. Wykorzystał to Tadeusz Kościuszko. 

Wolność droga w białej szacie złotem skrzydłem w górę leci

24 marca na krakowskim Rynku, w asystencji batalionu strzelców Wodzickiego i w obecności tłumu krakowian, pojawił się generał Kościuszko. Ogłosił plan zbawienia Ojczyzny. Plan kompletny, od mobilizacji narodu – ale całego, nie tylko szlacheckiego – po powołanie rządu i administracji. Sam Kościuszko obejmował władzę dyktatorską, obiecując „…w obliczu Boga całemu Narodowi Polskiemu, iż powierzonej mi władzy na niczyj prywatny ucisk nie użyję, lecz jedynie jej dla obrony całości granic, odzyskania samowładności Narodu i ugruntowania powszechnej wolności używać będę”.

Insurekcja przegrała, bo wobec przewagi trzech zaborców przegrać musiała. Mimo woli walki, pragnienia zwycięstwa i determinacji w boju, czego żywym symbolem stał się Bartosz, jeden z tysięcy kosynierów, ten co własną czapką zagasił lont u moskiewskiej armaty. 

Tuż przed ostatecznym – jak się wówczas wielu wydawało – upadkiem Polski, Stanisław Staszic miał ponoć rzec: „Jeśli mają nas połknąć, uczyńmyż się takimi, by nas strawić nie mogli”. Legenda insurekcji i Naczelnika, legenda chłopskich kosynierów idących na Moskali, dały Polakom siłę oporu przeciwko straszliwemu „trawieniu” podzielonej Polski przez zaborców. Józef Pawlikowski wydał w 1800 roku rozprawę pod tytułem „Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość?”. Autorstwo książki przez sto lat przypisywano Kościuszce. Nie bez przyczyny, odnajdujemy w niej bowiem ideę, którą Naczelnik państwa urzeczywistniał swym czynem:

„Naród żądający niepodległości potrzeba koniecznie, aby ufał w swoje siły. Jeżeli nie ma tego uczucia, jeśli do utrzymania bytu swego nie idzie przez własne usiłowania, ale przez obce wsparcie lub łaskę, można śmiało przepowiedzieć, iż nie dojdzie ani szczęścia, ani cnoty, ani sławy (…). Naród szesnastomilionowy, kwitnący przedtem, nikomu w Europie nie ustępujący w żwawości i męstwie, z najobfitszą ziemią w znanym świecie, nie miałby być wolnym, skoroby zechciał?”.

 



Źródło: Gazeta Polska

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Tomasz Panfil
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo