Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

Wodecki, winyl i jazz

Spotkanie Zbigniewa Wodeckiego z niepokorną, awangardową załogą Mitch& Mitch orkiestra i ich wspólny sukces pokazuje, że w świecie kultury masowej najważniejsza jest opowieść i radość gran

Spotkanie Zbigniewa Wodeckiego z niepokorną, awangardową załogą Mitch& Mitch orkiestra i ich wspólny sukces pokazuje, że w świecie kultury masowej najważniejsza jest opowieść i radość grania.   

Jak to możliwe, że uchodzący za szaleńców eksperymentatorzy, kojarzeni z teatrem jazzowego absurdu, zapałali naturalną miłością do muzyki odnalezionej na starej winylowej płycie? Co sprawiło, że artysta o ugruntowanej pozycji w świecie pop, zaufał dziwnym młodziakom?

Ta historia przypomina trochę scenariusz filmu. Młody muzyk, skrzypek z klasycznym wykształceniem, zostaje namówiony do nagrania płyty wokalnej. Komponuje piosenki i nagrywa swoją debiutancki album. Płyta okazuje się rynkową porażką. Wszyscy o niej zapominają. Po 37 latach, na starociach, kupuje ją poszukiwacz modnych brzmień, kolekcjoner winylowych płyt, aranżer i kompozytor, Macio Moretti. Okazuje się, że w jego ocenie, stary, winylowy album zatytułowany po prostu „Zbigniew Wodecki” zawiera świetny muzyczny materiał. Macio skrzykuje zespół i postanawia odtworzyć dźwięk po dźwięku tamto brzmienie sprzed lat. Nie robi tego, jak obawiał się autor płyty, dla zgrywy, ale zupełnie serio. Płyta, która przed laty okazała się klapą, teraz w oczach (właściwie w uszach) współczesnych jazzmenów brzmi inspirująco. Dlaczego wtedy nie odniosła sukcesu?

- Czterdzieści lat temu miałem we łbie muzykę Burta Bacharacha i Earth, Wind & Fire. I to kręciło może jeszcze parę osób z branży. Szerszej publiczności raczej nie interesowało - mówił Zbigniew Wodecki. - Dzięki Bogu, mimo tamtej klapy jakoś mi się udało. W dużej mierze przypadkiem. Miałem fart, bo mnie wyrzucili z liceum muzycznego. Gdyby nie to, byłbym teraz koncertmistrzem w filharmonii. (...). Przyszedł do mnie pewnego razu chłopaczek w szarym płaszczyku i spytał, czy bym nie mógł zagrać, bo mają studencki zespół i szukają wiolonczelisty i skrzypka. Chłopaczek ten nazywał się Grechuta. Od niego wszystko się zaczęło - wspominał na łamach Dwutygodnik.com artysta.

Muzycy wykonali program tej płyty na Off Festiwalu w Katowicach, a teraz, w studiu Polskiego Radia im. Lutosławskiego, zarejestrowali koncert na DVD. Gdy pojawiła się informacja o koncercie, w godzinę sprzedano wszystkie bilety, więc natychmiast zorganizowano drugi. Soliście towarzyszył duży zespół jazzowy, który przyjął nazwę Mitch & Mitch, a dołączyli do nich muzycy Orkiestry Radiowej pod dyrekcją jednego z Mitchów - Cannibala. Oczywiście młodzi artyści nie poprzestali tylko na rekonstrukcji dawnych dźwięków, ale ich autorski „wsad” był raczej radosnym uzupełnieniem. „Ekumeniczna” publiczność, złożona z fanów zarówno Zbigniewa Wodeckiego, jak i słuchaczy alternatywnego jazzu, zgotowała artystom stojące owacje. Współorganizatorem koncertu był Program II Polskiego Radia, a nagranie albumu z koncertu umożliwił Narodowy Instytut Audiowizualny. Zbigniewowi Wodeckiemu, który dziś kończy 64 lata, życzymy jeszcze wielu tak spektakularnych sukcesów.

Źródło: niezalezna.pl,Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane