Wolność słowa jest dla wszystkich
Dowiedziałem się, że wolność słowa zależy od tego, czy TVN będzie miał inne prawa niż telewizje w całej Europie.
Pomysłodawca i redaktor naczelny Gazety Polskiej, współzałożyciel i redaktor naczelny Gazety Polskiej Codziennie, Współzałożyciel i pełniący obowiązki redaktora naczelnego Telewizji Republika, pomysłodawca i prezes spółki wydającej portal Niezalezna.pl, Albicla i miesięcznik Nowe Państwo, założyciel ruchu klubów Gazety Polskiej. Autor kilku ksiazek politycznych oraz bajek i opowiadań pisanych dla czwórki swoich dzieci. W czasach komunistycznych zaangażowany w podziemie niepodległościowe, między innymi NZS i prasę drugiego obiegu. Animator w ruchu Oazowym - Światło i Życie i szef jednej ze wspólnot ruchu Muminkowego dla ludzi z upośledzeniem umysłowym - Wiara i Światło.
Dowiedziałem się, że wolność słowa zależy od tego, czy TVN będzie miał inne prawa niż telewizje w całej Europie.
Od kiedy Alexis de Tocqueville napisał „O demokracji w Ameryce”, często porównujemy zjawiska, które dzieją się za oceanem, z tym, co dzieje się u nas. Słusznie Departament Stanu nawołuje, by wartości w państwach NATO były takie same. Problem w tym, że Amerykanie nie zauważyli, iż prawa obecnie w Polsce wprowadzane, chodzi o ustawę medialną, obowiązują w znacznej części krajów NATO.
Donald Tusk przyjechał do Polski, żeby jak najszybciej dokonać tu politycznego przewrotu. Chodzi o ukrócenie polskich aspiracji, szczególnie prowadzonej obecnie polityki niezależnej od Berlina, oraz o zatrzymanie niebezpiecznych dla Niemiec, ale korzystnych dla Polski projektów infrastrukturalnych: budowy dróg wodnych włącznie z przekopem mierzei czy szlaków północ–południe konkurujących z niemieckimi portami i drogami.
Instytucje unijne poprosiły nas, byśmy wyrzekli się znacznej części polskiej niepodległości. Jeżeli Polska tej prośby nie wysłucha, mają na nas spaść istne plagi egipskie. Tak wygląda narracja, którą przedstawia opozycja, ale też coraz bardziej przyjmuje ekipa rządząca.
Ten weekend zapowiada się niezwykle. 31 lipca o godz. 12 pod Trybunałem Konstytucyjnym kluby „Gazety Polskiej” organizują manifestację w obronie suwerenności Polski. Zapraszamy każdego, kto kocha Polskę. To nasz głos w sprawie przyszłości Ojczyzny i całej Europy. To głos za niepodległością, uznaniem demokratycznej woli narodów, ale także głos w sprawie tego, czym powinna być Unia Europejska.
Mamy dzisiaj dosyć klarowny wybór: istnienie Polski demokratycznej i niepodległej albo powolne tracenie suwerenności. Zakusy na naszą nieodległość były od początku istnienia UE i są one emanacją imperialnej polityki najsilniejszych państw, szczególnie Niemiec, oraz lewackich wizjonerów chcących likwidować państwa narodowe.
W tej chwili toczy się decydujący bój o to, czy Polska będzie krajem niepodległym i demokratycznym, państwem suwerennym w swych decyzjach i stanowiącym o sobie. Jest to negowane przez część opozycji, szczególnie przez Donalda Tuska, a także przez wszystkie kraje o nastawieniu proberlińskim, które uważają, że to Niemcy powinny rządzić Europą, a reszta powinna się do nich dostosować, bez względu na demokratyczną wolę społeczeństw.
Dokument, który 12 lipca bieżącego roku ogłosił prezydent Rosji Władimir Putin, nie tylko neguje suwerenność Ukrainy i prawo tego narodu do samostanowienia, lecz także jest wyrazem bardzo agresywnej postawy wobec Polski. Można dyskutować, czy jest to testament odchodzącego watażki, czy uzasadnienie imperialnej polityki na ostatnie lata jego rządów. Nie zmienia to jednak faktu, że musimy mieć się na baczności, zbroić armię i trzymać się jedynego realnego sojuszu z USA, nawet jeżeli ten układ bywa czasem bardzo trudny ze względu na arogancję amerykańskich polityków. Amerykanie, jeżeli myślą o realnych wpływach w tej części świata, też powinni trzymać z Polską, ale jak to bywa w przypadku superimperiów – stać ich na poważne błędy.
W najbliższych tygodniach i miesiącach będziemy musieli zdecydować, czy jesteśmy państwem niepodległym i czy ostatecznym suwerenem w Polsce jest polski naród.
Medal od Węgrów dostałem dziewięć lat po naszym pierwszym zbiorowym wyjeździe na ich święto powstania narodowego. Ma być ukoronowaniem tego, co przez ten czas wydarzyło się w naszych relacjach.
Pamiętam, jak w 2012 r. organizowaliśmy pierwszy wyjazd Polaków na Węgry. W sumie do Budapesztu dotarło ok. 10 tys. osób – pociągiem, dziesiątkami autokarów, setkami samochodów osobowych.
Wielkie wrażenie na polskiej polityce zrobił powrót Donalda Tuska, byłego przewodniczącego KLD, PO, premiera, szefa Rady Europejskiej i jeszcze – ale już chyba krótko – Europejskiej Partii Ludowej. Po co był potrzebny PO? Wiadomo. Przy sondażach 11–17 proc. może być już tylko lepiej. Ciekawsze pytanie: do czego PO potrzebne Tuskowi? I to takie jasne nie jest. Na prezydenta startować nie chciał, bo miał lepszą fuchę w EPL.
Wraz z powrotem Lecha Kołakowskiego PiS ma 230 posłów, czyli wystarczającą liczbę, by nie dało się zmienić rządu i odwołać ministrów. W praktyce to też wystarczy, by przegłosowywać ustawy, zwłaszcza że faktycznie tych posłów jest sporo więcej – jest porozumienie programowe z Kukiz’15, jest też kilku posłów, którzy w tej chwili prowadzą z PiS rozmowy.
Źle jest łączyć sport z polityką. Niestety takie powiązania, powstałe jeszcze za komuny, trwają do dziś. Dawne układy esbecko-partyjne w erze kapitalizmu zamieniono na mafijno-finansowe. Niszczą one sport i prowadzą do tego, że nawet bardzo dobrzy zawodnicy nie mają warunków do normalnej gry. To, co widzieliśmy na Euro, jest tego najlepszym przykładem.
Upadek Afganistanu jest pewną konsekwencją sekwencji zdarzeń w Europie Zachodniej, która może mieć wpływ i na pozostałą część świata – komentuje redaktor naczelny "Gazety Polskiej" i "Gazety Polskiej Codziennie" Tomasz Sakiewicz.