Każdy ma swojego diabła
Czy prawa strona ma też swojego „diabła”, którego Rosjanie używają do rozbijania spójności społeczeństwa? Bez wątpienia obecnie jest nim ruch antyszczepionkowy.
Pomysłodawca i redaktor naczelny Gazety Polskiej, współzałożyciel i redaktor naczelny Gazety Polskiej Codziennie, Współzałożyciel i pełniący obowiązki redaktora naczelnego Telewizji Republika, pomysłodawca i prezes spółki wydającej portal Niezalezna.pl, Albicla i miesięcznik Nowe Państwo, założyciel ruchu klubów Gazety Polskiej. Autor kilku ksiazek politycznych oraz bajek i opowiadań pisanych dla czwórki swoich dzieci. W czasach komunistycznych zaangażowany w podziemie niepodległościowe, między innymi NZS i prasę drugiego obiegu. Animator w ruchu Oazowym - Światło i Życie i szef jednej ze wspólnot ruchu Muminkowego dla ludzi z upośledzeniem umysłowym - Wiara i Światło.
Czy prawa strona ma też swojego „diabła”, którego Rosjanie używają do rozbijania spójności społeczeństwa? Bez wątpienia obecnie jest nim ruch antyszczepionkowy.
Chyba nikogo nie zaskoczyło to, że prezydent zgodził się na wprowadzenie stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym na wschodzie kraju. Mam wrażenie, że doba oczekiwania na tę decyzję wiązała się z symboliką dat i chodziło o to, żeby uniknąć podjęcia jej 1 września.
Nie wykluczam, że chaos na granicach NATO to preludium do ataku na Ukrainę.
Moskwa postępuje według swojej stałej strategii: dezinformacja, zamieszanie, a następnie atak, często w zupełnie innym miejscu, niż można było się spodziewać. Mieliśmy atak cybernetyczny na polski rząd, mamy próbę wywołania ogromnego zamieszania poprzez przerwanie polskiej granicy, ale też granicy NATO, a potem nastąpi atak. Najpewniej nie na państwa NATO; być może chodzi o Ukrainę, może inne cele. Postępowanie Moskwy mogłoby być zaskakujące, gdyby nie doświadczenie historyczne.
Upadek wielkich imperiów często wiązał się z wędrówkami ludów, czyli tym, co dziś nazywamy migracją. I dzisiaj kultura obca, często wroga chrześcijańskiej, szturmuje bramy postchrześcijańskiej Europy i zdominowanej przez lewicę, przynajmniej we władzach, Ameryki.
Dowiedziałem się, że wolność słowa zależy od tego, czy TVN będzie miał inne prawa niż telewizje w całej Europie.
Od kiedy Alexis de Tocqueville napisał „O demokracji w Ameryce”, często porównujemy zjawiska, które dzieją się za oceanem, z tym, co dzieje się u nas. Słusznie Departament Stanu nawołuje, by wartości w państwach NATO były takie same. Problem w tym, że Amerykanie nie zauważyli, iż prawa obecnie w Polsce wprowadzane, chodzi o ustawę medialną, obowiązują w znacznej części krajów NATO.
Donald Tusk przyjechał do Polski, żeby jak najszybciej dokonać tu politycznego przewrotu. Chodzi o ukrócenie polskich aspiracji, szczególnie prowadzonej obecnie polityki niezależnej od Berlina, oraz o zatrzymanie niebezpiecznych dla Niemiec, ale korzystnych dla Polski projektów infrastrukturalnych: budowy dróg wodnych włącznie z przekopem mierzei czy szlaków północ–południe konkurujących z niemieckimi portami i drogami.
Instytucje unijne poprosiły nas, byśmy wyrzekli się znacznej części polskiej niepodległości. Jeżeli Polska tej prośby nie wysłucha, mają na nas spaść istne plagi egipskie. Tak wygląda narracja, którą przedstawia opozycja, ale też coraz bardziej przyjmuje ekipa rządząca.
Ten weekend zapowiada się niezwykle. 31 lipca o godz. 12 pod Trybunałem Konstytucyjnym kluby „Gazety Polskiej” organizują manifestację w obronie suwerenności Polski. Zapraszamy każdego, kto kocha Polskę. To nasz głos w sprawie przyszłości Ojczyzny i całej Europy. To głos za niepodległością, uznaniem demokratycznej woli narodów, ale także głos w sprawie tego, czym powinna być Unia Europejska.
Mamy dzisiaj dosyć klarowny wybór: istnienie Polski demokratycznej i niepodległej albo powolne tracenie suwerenności. Zakusy na naszą nieodległość były od początku istnienia UE i są one emanacją imperialnej polityki najsilniejszych państw, szczególnie Niemiec, oraz lewackich wizjonerów chcących likwidować państwa narodowe.
W tej chwili toczy się decydujący bój o to, czy Polska będzie krajem niepodległym i demokratycznym, państwem suwerennym w swych decyzjach i stanowiącym o sobie. Jest to negowane przez część opozycji, szczególnie przez Donalda Tuska, a także przez wszystkie kraje o nastawieniu proberlińskim, które uważają, że to Niemcy powinny rządzić Europą, a reszta powinna się do nich dostosować, bez względu na demokratyczną wolę społeczeństw.
Dokument, który 12 lipca bieżącego roku ogłosił prezydent Rosji Władimir Putin, nie tylko neguje suwerenność Ukrainy i prawo tego narodu do samostanowienia, lecz także jest wyrazem bardzo agresywnej postawy wobec Polski. Można dyskutować, czy jest to testament odchodzącego watażki, czy uzasadnienie imperialnej polityki na ostatnie lata jego rządów. Nie zmienia to jednak faktu, że musimy mieć się na baczności, zbroić armię i trzymać się jedynego realnego sojuszu z USA, nawet jeżeli ten układ bywa czasem bardzo trudny ze względu na arogancję amerykańskich polityków. Amerykanie, jeżeli myślą o realnych wpływach w tej części świata, też powinni trzymać z Polską, ale jak to bywa w przypadku superimperiów – stać ich na poważne błędy.
W najbliższych tygodniach i miesiącach będziemy musieli zdecydować, czy jesteśmy państwem niepodległym i czy ostatecznym suwerenem w Polsce jest polski naród.
Medal od Węgrów dostałem dziewięć lat po naszym pierwszym zbiorowym wyjeździe na ich święto powstania narodowego. Ma być ukoronowaniem tego, co przez ten czas wydarzyło się w naszych relacjach.
Pamiętam, jak w 2012 r. organizowaliśmy pierwszy wyjazd Polaków na Węgry. W sumie do Budapesztu dotarło ok. 10 tys. osób – pociągiem, dziesiątkami autokarów, setkami samochodów osobowych.
"Wyraźnie widać, że niewielka część polityków Porozumienia wprost zmierzała do obalenia rządu. Inni nie chcieli w tym uczestniczyć, więc pozostali w Zjednoczonej Prawicy. Ci posłowie kierują się rozsądkiem i dobrem Polski, a inni osobistymi ambicjami. Nie mam na to dowodów, ale mówi się w sejmowych kuluarach, że Jarosław Gowin chciał być marszałkiem Sejmu, premierem, a może nawet prezydentem. Na to ostatnie wskazywało jego zachowanie przed wyborami prezydenckimi. Oczywiście jego zwycięstwo w wyborach prezydenckich byłoby całkowicie nierealne, ale ambicje często są oparte na mrzonkach" - mówi Marek Suski, poseł sprawozdawca ustawy medialnej, w rozmowie z redaktorem naczelnym "Gazety Polskiej" Tomaszem Sakiewiczem.