Obrona terytorialna
Bez działań ministra Macierewicza nie byłoby tak znakomicie sprawdzającego się WOT-u ani pola do działania dla organizacji proobronnych, w takim wymiarze jak obecnie.
Bez działań ministra Macierewicza nie byłoby tak znakomicie sprawdzającego się WOT-u ani pola do działania dla organizacji proobronnych, w takim wymiarze jak obecnie.
Objawienia fatimskie, których doświadczyła w 1917 r. trójka małych pastuszków z Portugalii, lokują się zarówno w obszarze wiary, modlitwy i pokuty, jak i spojrzenia na historię z perspektywy, w której Rosja odgrywa szczególną rolę. Wyjątkowo mocno ich treść wybrzmiewa w tym roku, kiedy ów kraj wspomniany przez Matkę Bożą pokazuje na Ukrainie, po raz kolejny, okrutną, bestialską twarz.
W słynnym swego czasu telewizyjnym show amerykańskim „What’s my line”, z lipca 1955 roku, zgromadzeni w studio eksperci, z oczami zasłoniętymi specjalnymi maskami, musieli zgadywać kto jest specjalnym gościem Johna Daly’ego. Zadawali kolejne pytania. Odkryli najpierw, że chodzi o gwiazdę filmową. Potem zaś, krok po kroku, zbliżali się do prawdy.
Tak jak był „mały sabotaż” za okupacji, tak może być „mała zdrada”: wpis na koncie internetowym, uderzenie w to, co najważniejsze dla interesu Polski.
Polska jest teraz jednym z kluczowych sojuszników USA, a już za kilka lat staniemy się w NATO jedną z największych sił w Europie.
Z jednej strony piękne Beverly Hills, a z drugiej – przerażające doświadczanie kontaktu z ludźmi, którzy ulegli całkowitej degradacji, są zniszczeni, i niestety agresywni.
Zasadnicza federacyjna myśl Marszałka Piłsudskiego była i jest jedyną słuszną. Jedyną realistyczną.
Tydzień temu pisałem o tym, jak w sieci zaczynają działać samorzutni „agenci Moskwy”. Nie wiedziałem wtedy, że to tylko wstęp. Obecnie media społecznościowe są pełne prorosyjskich treści. Nie można zatem przegapić ważnych momentów w wojnie informacyjnej.
Massimo Giannini z włoskiej „La Stampy” uważa, że następuje właśnie zjawisko „wietnamizacji” wojny na Ukrainie. Innymi słowy, że zachodnia opinia publiczna, początkowo wstrząśnięta makabrycznymi doniesieniami z terytorium naszego wschodniego sąsiada, powoli zaczyna się przyzwyczajać do przekazów wojennych. I że empatia oraz zrozumienie dla dalszej potrzeby walki Ukraińców będą spadały.
- Sytuacja, w której Unia Europejska zostawia nas de facto na lodzie w kwestii przyjmowania uchodźców, po raz kolejny, niestety, wskazuje, że jesteśmy tam traktowani jako państwo „drugiej kategorii”. Nie wyobrażam sobie, żeby Francja, Hiszpania czy Włochy, po przyjęciu w ciągu dwóch miesięcy ponad 2 mln uchodźców nie dostały specjalnego unijnego wsparcia finansowego. I to liczonego w miliardach euro. Oraz przekazanego jako odrębna pomoc, a nie wskazanie z której „szufladki unijnej” kasę wyjąć, aby przełożyć do drugiej - pisze w komentarzu dla portalu niezalezna.pl publicysta Tomasz Łysiak.