Ławka na placu Biskupim
„W zaciszu placyku, gdzie dobra biskupie, / usiadł raz sobie krakowiak na d…”.
„W zaciszu placyku, gdzie dobra biskupie, / usiadł raz sobie krakowiak na d…”.
Film, który właśnie wszedł na polskie ekrany, stanowiący hagiograficzno-gloryfikującą, popkulturową wersję „żywota Gierka”, to jedynie objaw choroby, która toczy świadomość Polaków już od trzech dekad.
Wszystko to, o czym mówiliśmy i pisaliśmy w tygodniku „Gazeta Polska” (i w mediach Strefy Wolnego Słowa), dziesiątki tekstów, artykułów i esejów, wszystkie te ostrzeżenia, analizy i opisy agresywnej od wieków Rosji, okazało się właśnie, na naszych oczach… prawdą. Jednak nie satysfakcję proroka, którego słowa się spełniają, czuje się w chwili, w której Rosja bombarduje ukraińskie miasta i zabija ludzi. Czuje się żal i złość. Czemuście nas nie słuchali? – chce się aż wykrzyczeć w stronę tych wszystkich, i w kraju i zagranicą, którzy twierdzili, że Rosja się zmieniła i że należy budować z nią dobre relacje oraz jej zaufać. A także w stronę tych, którzy budowali te relacje z wielu powodów, w tym handlowych, biznesowych czy politycznych. Teraz nagle robią tacy „antyrosyjscy”.
W tekście Manifestu Styczniowego, napisanego przez poetkę Marię Ilnicką, najprawdopodobniej przy współudziale jej brata Jana Majkowskiego, znaleźć można nie tylko odniesienia do branki do wojska rosyjskiego, ale też wielu innych prześladowań, okrucieństw i morderstw dokonanych przez Moskali na Polakach. Gdyby chcieć streścić ów Manifest, gdyby chcieć zamknąć jednym słowem to, co przyświecało naszym rodakom, gdy chwytali za broń, to dałoby się to uczynić korzystając z jednego, prostego słowa: „Nie”. Ma ono wielką siłę.
Kiedyś się mówiło o „wciskaniu kitu”. Jednak, że współcześnie już coraz więcej młodych osób kitu nawet na oczy nie widziało, więc może inaczej – powiedzmy o skandowaniu pięknie brzmiących haseł, które przy próbie choćby chwilowej analizy, nawet nie jakoś specjalnie głębokiej, okazują się być zwykłymi głupotami. Logicznie sprzeczne dezyderaty opozycji w sprawie kryzysu migracyjnego wymagają może po prostu zadania bardzo konkretnych pytań?