Nie ma serwisów streamingowych, nie ma YouTube, są kasety i płyty winylowe. Przede wszystkim jednak jest radio, w radiu – Trójka, a w Trójce – Lista Przebojów Programu Trzeciego. A Ty siedzisz przy swoim radiu Jowita albo Dana i zapisujesz do zeszytu każde notowanie i każdy ruch na liście. Sam niedawno znalazłem w domu podobne zeszyty. Tak się złożyło, że akurat wtedy, gdy powróciła sprawa manipulowania wynikami głosowań przez prowadzącego. I jak teraz masz się z tym czuć, gdy nie dość, że ktoś zakpił sobie z Twojego dziecięco-nastoletniego przeżywania każdego awansu i spadku ulubionego kawałka, to jeszcze rok temu dałbyś się za „pana Marka” pokroić, bo przecież padł tylko ofiarą politycznej czystki i cenzury nadgorliwego kierownictwa stacji. Najlepiej oczywiście trzymać się tamtej wersji wbrew ujawnionej korespondencji, w której widać nie tyle ślady manipulacji, co po prostu ręczne sterowanie w formie polecenia dla współpracownika. I tak sprawa polityczna stała się zwykłym, choć dla wielu bardzo bolesnym oszustwem. Bolesnym, bo w polityce, wiadomo, każdy kłamie, a muzyka czy lista to odskocznia. Nic z tego, polityka wjechała tu z całą mocą i nagle okazało się coś przecież oczywistego, że i prowadzący listę przebojów ma swoją politykę, i nie ważne, kto głosuje, tylko kto liczy głosy. A obrona wolnych mediów okazuje się być obroną już nie tylko towarzystwa wzajemnej adoracji, ale i zwykłego oszukiwania słuchacza (oczywiście dla jego dobra!). Ciekawe, ile naszych głosowań tacy panowie Markowie policzyli i jeszcze policzą.
Pan Marek liczy głosy
Pomyśl sobie, że jest rok, powiedzmy 1985. Jeśli jesteś trochę młodszy, masz mniej więcej tyle lat, co ja, niech będzie, że 1990. O internecie nikt tu nawet nie słyszał, muzyczne telewizje tyle, że wiesz, że są, ale Ty do dyspozycji masz co najwyżej skromna ofertę Telewizji Polskiej.