Tak działa polityka w Niemczech, gdzie często spoiwem koalicji na różnych szczeblach jest potrzeba blokowania AfD. Być może podobnie stanie się w Polsce, jeśli po kolejnych wyborach PiS nie zdobędzie 231 mandatów. Rząd koalicyjno-opozycyjny, gdzie jedna z partii staje się krytycznym recenzentem kolegów, w ważnych głosowaniach zapowiadając wspólne stanowisko z opozycją, to chyba polski wynalazek. Nobla z tego nie będzie, ale może przynajmniej prof. Gowin wróci z honorami do redakcji „Więzi”?