Zarys pytań referendalnych przedstawionych przez prezydenta zdaje się jedynie potwierdzać tezę, że pomysł uczynienia z tego tematu centrum jego aktywności politycznej był strzałem dramatycznie nietrafionym. Po miesiącach pracy koncepcyjnej, spotkań, konsultacji okazało się, że nie ma pomysłu na to przedsięwzięcie – być może wymyślone bez głębszego rozmysłu – i chyba nie ma nawet planu, jak się z niego z głową wycofać. Na razie wiemy tyle: prezydent myśli o 15 pytaniach, ale na dziś ani ich ostateczna liczba, ani brzmienie nie są znane. Co gorsza, zdaje się, iż nawet samemu Andrzejowi Dudzie. Spójrzmy zatem na to, co zostało zaprezentowane przez prezydenckiego stratega, ministra Muchę.
Jest temat obecności Polski w NATO i Unii Europejskiej, jest 500 plus, wiek emerytalny czy władza prezydenta. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że nawet w najbliższym otoczeniu głowy państwa projekt referendum, a szczególnie zakres pytań, nie wzbudził entuzjazmu. Prawo i Sprawiedliwość ma zatem nie lada orzech do zgryzienia – jak nie dopuścić do blamażu, nieuchronnie obciążającego także ekipę rządzącą, i jak wyprowadzić Andrzeja Dudę z ambarasu, który sam sobie zgotował, a dodatkowo nie do końca wyczuwa jego żenadę albo uważa, że nawet mimo to musi trzymać się swojej koncepcji, bo rezygnacja będzie oznaczała stratę wizerunkową. Warto jednak spojrzeć na zaprezentowaną koncepcję referendum w perspektywie założonego celu, czyli drogowskazu dla nowej konstytucji. Jak się ma do tego pytanie o wpisanie do ustawy zasadniczej obecności Polski w Pakcie Północnoatlantyckim? Nie ma wątpliwości, co przytłaczająca większość obywateli sądzi o tej sprawie. Sojusz jest postrzegany w naszym kraju jako najważniejszy gwarant bezpieczeństwa. Można sobie jednak wyobrazić sytuację, w której małe zainteresowanie referendum, a tym samym niewielkie poparcie gwarancji konstytucyjnych dla obecności w NATO, zostanie wykorzystane przez rosyjską propagandę dla rozpowszechnienia wykrzywionego obrazu przywiązania Polaków do Paktu. I np. z 90 proc. poparcia dla tego pomysłu uzyskanego w referendum zrobi się kolportowana po świecie informacja, że TYLKO 9 proc. Polaków jest za Sojuszem. W czasach wojny informacyjnej również takie aspekty działań politycznych muszą być brane pod uwagę. Za brak wyobraźni przychodzi słono płacić. Doskonałym przykładem politycznej nieprzezorności i braku refleksji nad konsekwencjami jest nowelizacja ustawy o IPN, która nie przyniosła nam żadnych korzyści, a przysporzyła gigantycznych kłopotów – także dla budowania bezpieczeństwa państwa.