Zakończył się wideoczat z podkomisją smoleńską. Naukowcy pod przewodnictwem prof. Wacława Berczyńskiego odpowiadali na pytania skierowane do nich przez naszych czytelników. Dyskusja jest szeroko komentowana, m.in. na Twitterze. Oglądał ją nawet Maciej Lasek!

Awarie w ostatnich sekundach lotu, rozlokowanie szczątków wraku, specyficzny charakter obrażeń ciał każą potraktować możliwość wystąpienia eksplozji całkiem realnie - podała w poniedziałek podkomisja do ponownego zbadania przyczyny katastrofy samolotu Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku.

Według podkomisji w wyniku przeprowadzonych eksperymentów można powiedzieć, że najbardziej prawdopodobną przyczyną eksplozji był ładunek termobaryczny inicjujący silną falę uderzeniową.

Padały pytania bardzo ciekawe: o to, dlaczego rejestratory dźwięku nie nagrały wybuchu, jakie ślady pozostawia wybuch termobaryczny, skąd w "pancernej brzozie" wzięły się kawałki samolotu.

Dyskusję prowadziły rzecznik MON Anna Pęzioł-Wójtowicz oraz red. Magdalena Piejko ("Gazeta Polska", niezalezna.pl).



- Nikt nie mógł przeżyć katastrofy po ewentualnym wybuchu bomby termobarycznej - stwierdzili członkowie komisji. Wyjaśnili, że bomba taka to zazwyczaj mieszkania paliwa z powietrzem. Najczęściej jako zapalniki stosowane są heksogen, oktogen, ale może to być także trotyl. 

Na pytanie dotyczące próby odejścia na drugi krąg, prof. Nowaczyk odpowiedział, że pilot tupolewa podjął taką decyzję 100 metrów nad ziemią. - Jego działanie nie było jednak skuteczne. Ta sprawa jest wciąż badana - dodał naukowiec. 

Padło także pytanie dotyczące remontu tupolewa kilka miesięcy przed katastrofą. "Czy dokumentacja poremontowa tupolewa w zakładach Aviakor wskazuje na możliwość niedopatrzeń przy przeglądzie wspomnianych w filmie psujących się systemów samolotu?" - brzmiało pytanie. Podczas zaprezentowanego po południu przez podkomisję filmu relacjonującego jej dotychczasowe ustalenia wskazano m.in., że prawdopodobnym powodem niemożności natychmiastowego odejścia na drugi krąg seria awarii, która rozpoczęła się w odległości około 2,5 km od lotniska.

"Nie mamy zaufania do rzetelności wykonania remontu. Wiemy na pewno, że remont był wykonany bez właściwego nadzoru" - odpowiedział Berczyński. Z kolei wiceszef podkomisji Kazimierz Nowaczyk dodał, iż "wiadomo, że samolot nadzorował i pilnował jeden oficer z polskich służb przez 24 godziny siedem dni w tygodniu".

Jeden z internautów zapytał zaś, czy "do zrobienia bomby termobarycznej można użyć trotylu". "Moim zdaniem nie" - odpowiedział Berczyński. Inny z członków podkomisji dodał zaś, że najczęściej stosowanym "materiałem pośrednim" są heksogen i oktogen, ale trotyl też "może być stosowany". 

Jedno z pytań dotyczyło stanu foteli tupolewa, który uległ katastrofie w Smoleńsku.

Wszystkie one były zniszczone. Niemożliwa była identyfikacja niektórych z nich. Rozpad foteli dotyczył konstrukcji, ale też stelaża

- mówili członkowie komisji 

Dodali, że w czasie katastrof lotniczych fotele, które spadły z wysokości 10 km, były odnajdywane w lepszym stanie. 

Fakt, że urządzenia rejestrujące nie zapisały wybuchu w maszynie mógł - zdaniem członków komisji - wynikać z tego, że fala dźwięku była późniejsza w stosunku do fali uderzeniowej.

Nasz wideoczat oglądał też... Maciej Lasek:


Były szef propagandowego zespołu smoleńskiego Tuska aktywnie komentował na Twitterze wypowiedzi ekspertów podkomisji. Tymczasem podkomisja na naszym wideoczacie zaprezentowała zdjęcia wykonywane przez członków komisji Millera na miejscu katastrofy. Okazuje się, że rządowi "specjaliści" robili tam sobie fotografie... pamiątkowe:



"Nie mieliśmy możliwości jechać na miejsce katastrofy, które zostało całkowicie zmienione" - przyznał dr Berczyński podczas wideoczatu. "Będziemy chcieli tam jechać" - dodał.

Odpowiadając na pytania internautów, Berczyński mówił, że większość foteli z reguły wytrzymuje uderzenie samolotu o ziemię, a ich zniszczenia są "relatywnie nieznaczne". "W tym wypadku ani jeden fotel nie był niezniszczony. To jest bardzo charakterystyczne dla wybuchu" - dodał.

Na pytanie, czemu przy wybuchu na zewnątrz nie wypadły okna Tu-154M, Berczyński odpowiedział, że okna samolotu są umieszczone inaczej niż normalne - znajdują się w uszczelkach i wypadają dopiero wtedy, gdy rama okna ulegnie zniszczeniu.

Według prof. Ewy Anny Gruszczyńskiej-Ziółkowskiej, urządzenia nagrywające nie zdążyły nagrać odgłosu wybuchu, bo "fala dźwięku jest późniejsza od siły wybuchu".