Polka Joanna Jóźwik w biegu na 800 metrów podczas igrzysk w Rio de Janeiro zajęła piąte miejsce. Na podium stanęły trzy zawodniczki z Afryki, które mają podobny do męskiego, bardzo wysoki poziom testosteronu. Przez wiele lat złota medalistka Caster Semenyi z RPA miała tak wysoki poziom tego hormonu, że można było ją porównać do jej kolegów z reprezentacji. Do tego tematu nawiązała Jóźwik. I wywołała burzę wśród lewaków. Byli wściekli. „Takie rasistowskie, seksistowskie teksty powinny dyskwalifikować” – napisał na Twitterze rozjuszony homoseksualista.

W biegu na 800 m Joanna Jóźwik uzyskała czas 1.57,37. Na podium zaś stanęły przedstawicielki krajów afrykańskich. Trzecie miejsce zajęła Nyairera Wambui z Kenii (1.56,89), drugie – Francine Niyonsaba z Burundi (1.56,49), zaś pierwsze – Caster Semenya z RPA. (1.55,28).
 
Jolanta Jóźwik po zakończeniu zawodów przyznała, że i tak czuje się srebrną (medalistką - red.) Dlaczego? Wszystkie trzy zawodniczki z Afryki, które stanęły na podium, mają podobny do męskiego, bardzo wysoki poziom testosteronu.

Koleżanki mają bardzo wysoki poziom testosteronu, zbliżony do męskiego, stąd ich wygląd i wyniki. Semenya jest w tym sezonie nie do pobicia i jeżeli władze światowej federacji lekkoatletycznej nic z tym nie zrobią, nie przywrócą dopuszczalnego limitu testosteronu we krwi, to wciąż będzie nie do pokonania (…) W drodze na stadion przede mną szła Wambui, która jest trzy razy większa ode mnie. Jak ja mam się czuć? Ona ma wielką łydkę, wielką stopę, zrobi jeden krok, a ja trzy. (…) Widziałam Kanadyjkę Melissę Bishop, która była czwarta i była bardzo zawiedziona. Poprawiła rekord życiowy i była za podium. To bardzo przykre. Uważam, że to powinna być złota medalistka. Ja też się czuję jak wicemistrzyni olimpijska. Bardzo się też z tego powodu cieszę, że jestem pierwszą Europejką. A zawodniczki, które stanęły na podium, to trochę inna liga. Semenya już w zupełności

– mówiła po wyścigu Jóźwik.
 
Jej wypowiedź stała się pożywką dla lewaków. Homoseksualista Patryk Chilewicz poczuł się urażony.



Czy miał czym? Fakty dotyczące kontrowersyjnych biegaczek, o których mówiła Jóźwik, rzucają na całą sprawę zupełnie nowe światło.

Semenya fantastyczne wyniki zaczęła osiągać w 2009 roku. Wtedy sekretarz generalny IAAF (International Association of Athletics Federations - Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych) Pierre Weiss przyznał, że zawodniczka nie jest w 100 proc. kobietą.
 

Ona jest kobietą, może nie stuprocentową, ale kobietą

– powiedział.

Dopiero wtedy wyszło na jaw, że u zawodniczki z RPA zdiagnozowano hiperandrogenizm - nadmierne wydzielanie androgenów przekładający się na poziom testosteronu w organizmie, o wiele wyższy niż u przeciętnej kobiety.
 
Odsunięto ją na jakiś czas od biegania. Władze IAAF w 2011 roku wprowadziły regulacje dotyczące poziomu testosteronu w organizmie zawodniczek. Jeśli jakaś kobieta miała go więcej niż 10 nanomoli na litr krwi – jest to dolna granica u mężczyzn – musiała poddać się terapii hormonalnej.

Nie wiadomo, czy Semenya poddała się kuracji. W 2012 roku sięgnęła po srebro na igrzyskach w Londynie. Jej wyniki były coraz gorsze, w 2013 nie awansowała nawet na mistrzostwa świata. Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie w 2013 roku zawiesił zapisy IAAF dotyczące ilości testosteronu we krwi.

I tak po tej decyzji Semenya wróciła do robienia świetnych wyników.

Chilewiczowi wtórowali inni:




Chilewicz postanowił przeprosić.

CZYTAJ WIĘCEJ: Lewak przeprasza polską zawodniczkę. Pisał pod wpływem „hejtu” i „frustracji”