– Zamierzam otworzyć Bundeswehrę na uchodźców – zapowiedziała w niedzielę, w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen. Imigranci mają dostać zatrudnienie w armii i przejść szkolenie. Po fali oburzenia, wywołaną po tej zapowiedzi niemieckie władze zadeklarowały, że imigranci przechodziliby jedynie szkolenie w zawodach cywilnych i nie dostawaliby broni.

– Pracujemy nad projektem pilotowym przewidującym wyszkolenie stu uchodźców w cywilnych zawodach – powiedziała von der Leyen.


Jak wynika z zapowiedzi program nie obejmuje szkolenia wojskowego, lecz pracę w służbach technicznych, medycznych oraz rzemieślniczych.

Oferta skierowana jest głównie do Syryjczyków.

-Idea polega na tym, że któregoś dnia wrócą do Syrii i pomogą ją odbudować - powiedziała minister obrony.


Obecnie w Niemczech w schroniskach dla uchodźców przebywa setki tysięcy młodych ludzi, którzy czują się niepotrzebni i sfrustrowani. Niektórzy stają się agresywni.

Nie jest tajemnicą, że Bundeswehra ma obecnie spore problemy z rekrutacją ochotników, ponieważ obowiązkowa służba wojskowa została zniesiona.

Pomysł wywołał falę krytyki. Wielu niemieckich ekspertów ds. wojskowości podkreśla, że służba wojskowa, nawet w przypadku jednostek cywilnych nie jest tradycyjnym zawodem, ani regularną ścieżką kariery. W dużej mierze opiera się ona na tożsamości narodowej i historycznej, związanej z danym krajem. W przypadku wcielania do wojska imigrantów właśnie brak tej tożsamości może stanowić największy problem.

Pomysły, aby imigranci mogli służyć w niemieckiej armii pojawiają się coraz częściej wśród niemieckich polityków jako recepta na kryzys imigracyjny. Jednym z nich jest plan stworzenia wspólnej brygady, która mogłaby pomóc w zarządzaniu nowo przybyłymi imigrantami, jak również później, kiedy zdecydują się wrócić już do swojej ojczyzny by pomóc w jej odbudowie.