Około godziny czternastej kierowca autobusu otrzymał informację o podejrzanym pakunku pozostawionym przez jednego z pasażerów. Tuż po wyniesieniu go na zewnątrz nastąpiła eksplozja, w wyniku której ranna została jedna osoba.

Akcja rozegrała się około godziny czternastej w autobusie linii 145, na rogu ul. Dworcowej i Kościuszki – tuż obok Dworca Głównego we Wrocławiu. Zaniepokojeni pasażerowie zwrócili uwagę kierowcy na podejrzany pakunek. Ten wyniósł go na zewnątrz, zaś chwilę potem nastąpił wybuch.

- Procedura jest taka, że kierowca powinien zjechać z trasy, wypuścić pasażerów i zawiadomić odpowiednie służby. To była jednak sytuacja ekstremalna, w której kierowca zareagował bardzo intuicyjnie – komentuje Agnieszka Korzeniowska, rzecznik MPK Wrocław. - Być może jego działanie uratowało życie pasażerom. Strach sobie wyobrazić, co by się stało gdyby wybuch nastąpił w środku zatłoczonego autobusu.

Tymczasem, dzięki szybkiej reakcji kierowcy, niewielkie obrażenia odniosła zaledwie jedna osoba. Jest nią starsza kobieta, która przypadkiem znalazła się w pobliżu ładunku. Według naszych informacji doznała ona niegroźnych obrażeń, a jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Co znajdowało się w ładunku, który do tego doprowadził?

- Ładunek będzie teraz poddany dokładnym analizom i badaniom. Na razie nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jak dokładnie został zrobiony – powiedział nam asp. szt. Łukasz Dutkowiak z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji. - Wygląda to jednak na domową, nieprofesjonalną konstrukcję. W foliowej reklamówce znajdował się garnek z ładunkiem wybuchowym i drobnymi, metalowymi elementami.

To właśnie jeden z takich odłamków najprawdopodobniej ranił jedyną ofiarę wybuchu. Otwartym pozostaje pytanie, kto stał za tym wydarzeniem. Policja wyklucza, aby eksplozja była zorganizowanym zamachem terrorystycznym. W lokalnych mediach pojawiły się za to głosy, że sprawcą mógł być jeden z uczestników starć policją, które miały miejsce we Wrocławiu parę dni wcześniej. Nastąpiły one w wyniku śmierci dwudziestopięcioletniego Igora, który zmarł po porażeniu paralizatorem przez jednego z policjantów:

- Absolutnie wykluczamy taką ewentualność – powiedział nam Łukasz Dutkowiak. - Mamy pewne ślady, prowadzone jest postępowanie w tej sprawie.

Te ślady to przede wszystkim nagrania z monitoringu znajdującego się wewnątrz autobusu. Ponadto, mężczyznę pospiesznie opuszczającego autobus na poprzednim przystanku, zapamiętali inni pasażerowie.

Dzisiejsza eksplozja to pierwszy taki przypadek w powojennej historii Wrocławia. Do tej pory sporadycznie zdarzały się jedynie fałszywe alarmy bombowe. Ostatnio – w zeszłym tygodniu, kiedy to po anonimowym telefonie ewakuowano dwie galerie w centrum miasta. Mężczyzna będący autorem dowcipu został namierzony zaledwie po paru godzinach. Okazał się nim trzydziestodwuletni mieszkaniec Kamiennej Góry. Teraz nie można jednak mówić o żartach, gdyż w wyniku prawdziwego wybuchu niemal doszło do tragedii.