Jak informowała w ubiegłym tygodniu „Codzienna”, według doniesień popularnego w Izraelu portalu Ynetnews, w najbliższych tygodniach Moskwa chce przeprowadzić interwencję militarną w Syrii. „Zdaniem zachodnich dyplomatów rosyjski korpus ekspedycyjny już wcześniej przybył do Syrii i utworzył niedaleko Damaszku swoją bazę operacyjną. W ciągu najbliższych tygodni mają do niej dotrzeć tysiące rosyjskich wojskowych. W tym doradcy, instruktorzy, personel techniczny i logistyczny, żołnierze artylerii przeciwlotniczej oraz piloci lotnictwa wojskowego” – pisał izraelski portal. Celem przyjazdu rosyjskich wojskowych ma być wsparcie sił lojalnych wobec syryjskiego dyktatora Baszara al-Asada w walkach przeciwko umiarkowanej opozycji, jak również przeciwko dżihadystom z Państwa Islamskiego. Zdaniem Ynetnews.com pełną wiedzę na temat działań Rosji na Bliskim Wschodzie mają Stany Zjednoczone.
Przez kilka dni Departament Stanu USA powstrzymywał się jednak od komentowania doniesień izraelskiego portalu. Dopiero wtedy, kiedy całą sprawą zainteresowały się amerykańskie media, m.in. dziennik „The New York Times”, sekretarz stanu USA John Kerry zdecydował się na rozmowę telefoniczną z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem. Z oficjalnego komunikatu Departamentu Stanu wynika, że podczas sobotniej rozmowy John Kerry wyraził głębokie zaniepokojenie działaniami Rosji na Bliskim Wschodzie. „Jeżeli doniesienia prasowe są prawdziwe, to obecność rosyjskich żołnierzy w Syrii może znacząco zaostrzyć panujący tam konflikt, przyczynić się do wzrostu liczby ofiar śmiertelnych oraz doprowadzić do konfrontacji z międzynarodową koalicją zwalczającą Państwo Islamskie (IS)” – czytamy w opublikowanym w sobotę komunikacie amerykańskich władz.
– Jest jeszcze za wcześnie, by mówić o pełnym zaangażowaniu Rosji w walkach przeciwko Państwu Islamskiemu w Syrii. Na razie skupiamy się na wsparciu władz w Damaszku, oferując im sprzęt wojskowy, uzbrojenie oraz system szkoleń – powiedział w piątek prezydent FR Władimir Putin.
Dowodem na to, że Putin mija się z prawdą, mówiąc, że obecnie działania Rosji w Syrii ograniczają się jedynie do dostaw sprzętu, jest nagranie wideo, opublikowane przez lojalną wobec Baszara al-Asada telewizję brygady Obrony Narodowej. W materiale przedstawiono kadry z walk pod koniec sierpnia br. wyżej wspomnianej brygady w pobliżu miasta Latakia, które stało się twierdzą popierającej al-Asada alawickiej mniejszości (odłam islamu). W kilku miejscach krótkiego filmiku słychać okrzyki w języku rosyjskim: „Dawaj!”, „Rzucaj!”, „Jeszcze raz! Jeszcze dawaj!”, „Pawiu, pawiu, wycofujemy się”. – Tak, to język rosyjski, zgadza się – potwierdził w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Times” Igor Sutiagin, ekspert ds. Rosji z think tanku Royal United Services Institute, zajmującego się kwestiami obrony. Sutiagin dodał, że rosyjscy doradcy już dawno udzielają konsultacji reżimowi prezydenta Syrii. Jednak dotychczas nigdy nie brali bezpośredniego udziału w operacjach wojskowych. Sutiagin nie potrafił jednoznacznie stwierdzić, czy na nagraniu widać żołnierzy regularnej armii Rosji, czy rosyjskich najemników.
Obejrzyj nagranie

„Dawaj!” (min. 2:03), „Rzucaj!” (min. 2:06), „Jeszcze raz! Jeszcze dawaj!” (min. 2:10), „Pawiu, pawiu, wycofujemy się” (min. 2:30).
Jednocześnie w sieciach społecznościowych zaczęły się pojawiać zdjęcia rosyjskich wojskowych, zrobionych w Syrii.

fot.: vkontakte.com - Tartus, Syria

fot.: vkontakte.com - Tartus, Syria

fot.: vkontakte.com - Hims, Syria

fot.: vkontakte.com - Latakia, Syria