Kandydatka Platformy Obywatelskiej na nowego marszałka Sejmu, Małgorzata Kidawa-Błońska szykowana jest na "jedynkę" listy wyborczej PO w Warszawie. Jak ustalił portal niezalezna.pl, za takim rozwiązaniem jest Donald Tusk. Oficjalnie niezwiązany z partią przewodniczący Rady Europejskiej naciska na Ewę Kopacz, by to właśnie Kidawa-Błońska była liderem warszawskiej listy do Sejmu.

- Pomysł by Kidawa była marszałkiem Sejmu jest podyktowany kampanią wyborczą. Przez cztery miesiące ma się prezentować jako nowa, bardziej koncyliacyjna niż Radosław Sikorski, twarz Platformy i stać się twarzą warszawskiej listy PO - mówi informator niezalezna.pl z władz Platformy, dodając, że za takim rozwiązaniem stoi osobiście Donald Tusk. To właśnie były przewodniczący PO miał Ewie Kopacz wskazać kandydatkę na marszałka Sejmu. Polecenia w tej sprawie miał wydać Kopacz 10 czerwca - w dniu ogłoszenia dymisji ministrów i marszałka Sikorskiego.

Cztery lata temu "jedynką" w Warszawie był lider PO, Donald Tusk. W tym roku Ewa Kopacz nie chce startować z Warszawy, skłaniając się do startu ze swojego okręgu nr 17 (Radom), gdzie w 2011 r. zdobyła 62 proc. głosów oddanych na tamtejszą listę PO (dokładnie 41 554 głosów).

Powody są dwa. Pierwszy to strach przed uzyskaniem słabszego wyniku niż Jarosław Kaczyński, który w jesiennych wyborach najprawdopodobniej będzie liderem warszawskiej listy Prawa i Sprawiedliwości. Drugim powodem jest ryzyko uzyskania wyniku gorszego niż inni kandydaci PO na tej samej liście.

Małgorzata Kidawa-Błońska w 2011 r. z okręgu warszawskiego startowała z drugiego miejsca, uzyskując po Donaldzie Tusku najlepszy wynik spośród pozostałych kandydatów PO w stolicy (45 027 głosów). W sytuacji branego poważnie pod uwagę pomysłu by wykreślić Jacka Rostowskiego (cztery lata temu będąc trzeci na warszawskiej liście zdobył 10 743 głosów), wynik Kidawy-Błońskiej na "jedynce" może się okazać dla partii rządzącej kluczowy.

- Kidawa-Błońska zawsze była lojalna Tuskowi, nie dziwne, że chce ją nagrodzić. Kopacz co prawda obawia się, że wyrośnie jej kolejna wewnętrzna konkurencja, ale i tak dla niej rok 2015 to być albo nie być w partii, a może i w polityce - zauważa nasz rozmówca.