"Monika Olejnik przeczytała mój wywiad z prezydentem Andrzejem Dudą w "Gazecie Polskiej". Bardzo mi miło. Jako wzór niepokorności i rzetelności dziennikarskiej, zamiast odnieść się do treści, postanowiła wypisać listę pytań, które powinienem zadać i całość okrasiła kilkoma złośliwościami. Pani Olejnik, ja jestem młodym człowiekiem, ale starsi koledzy mówią mi, że kiedyś była Pani dobrą dziennikarką. Niestety, sam tego nie pamiętam" - Samuel Pereira odpowiada Monice Olejnik.

"O co niepokorny nie zapytał prezydenta elekta" - w tekście pod takim tytułem Monika Olejnik wymienia listę pytań, jakich nie zadałem Andrzejowi Dudzie. Mógłbym powiedzieć, że daleko mi do niepokorności pani redaktor i "Gazety Wyborczej", w której swój tekst publikuje, by w ogóle jej odpowiadać. Red. Olejnik może nie kojarzyć, że ani w "Gazecie Polskiej", ani w "Gazecie Polskiej Codziennie" gdzie piszę, nikt nie kazał całej redakcji zbiorowo popierać jakiegoś kandydata w wyborach. "Wyborcza" owszem, i to na pierwszej stronie przedstawiła agitację za Komorowskim, jako "stanowisko" całej redakcji".

Mógłbym również napisać, że cnotą katolików, których pani redaktor tak intensywnie zwalcza, jest "pokora", a nie "niepokorność". Mógłbym w końcu napisać, że listę pytań, jakie chciałaby zadać mojemu rozmówcy powinna wysłać przed wywiadem, nie po nim. Mógłbym również ad personam przypomnieć, że gdy dwukrotnie miała okazję pytać Andrzeja Dudę w telewizji, przed milionami widzów - mówiąc delikatnie - wypadła najgorzej spośród wszystkich pytających z TVN. Monika Olejnik krytykowana przez dziennikarzy po debacie. „Pytała rozwlekle, sprzyjała Komorowskiemu” - to tytuł tekstu branżowego portalu wirtualnemedia, opublikowanego po ostatniej debacie przed drugą turą wyborów.


CZYTAJ WIĘCEJ: Prezydent Andrzej Duda dla „GP” o zmianach w ustawie o TK: Tak wygląda psucie państwa

Co ciekawe, w tej debacie, zadała dokładnie te same pytania (finansowanie in-vitro, wrak tupolewa, komisję sejmową badającą przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem), które dziś sufluje mi, jako te pytania, których nie zadanie źle o mnie świadczy. Jaki sens byłoby powtarzać pytania po Monice Olejnik? Tego pani redaktor nie wyjaśnia. Tak się zastanawiam nad listą sugerowanych przez Olejnik pytań i przypominam sobie, o co ja pytałem. W swoim wywiadzie pytałem nowego prezydenta m.in. o media publiczne, ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, jego przeżywanie wiary, relacje prezydent-rząd, o to jak zbuduje relacje z wyborcami, którzy go nie poparli, o metody rozwoju, które proponuje, o NowoczesnaPL, o dorobek 25 lat transformacji, o politykę historyczną, o relacje z Niemcami, o politykę zagraniczną w regionie, o rozwój nauki, o nowe spojrzenie i ambicje ludzi młodych. Ma wrażenie, że po nich czytelnik może, tak jak ja, lepiej poznać nowego prezydenta. O to chodziło.

Co jest tak naprawdę w wywiadzie najważniejsze?


Jednak Olejnik ma mi np. za złe, że pytam prezydenta Andrzeja Dudę o jego obecność na Jasnej Górze i przywiązanie do wiary, bo uznaje, że to było dla Andrzeja Dudy pytanie wygodne. Zabawne, że akurat za te pytania spotkał mnie zarzut również z drugiej strony - że zmuszając prezydenta elekta do szczerego zadeklarowania takich faktów jak modlenie się codziennie - szkodzę mu politycznie. Umyka w jej liście z pytaniami drobny fakt: czy są one ciekawe, czy odpowiedź na nie pozwala lepiej poznać głowę naszego państwa. Nie wywiaduję Giertychów, Niesiołowskich, czy Palikotów, by być uznanym dziennikarzem III RP, który ma prawo innych pouczać. Chciałbym jednak skromnie zauważyć, że przeprowadzając wywiady myślę nad pytaniami po prostu ciekawymi. Jeśli przez całą kampanię dziennikarze z tej samej opcji co Monika Olejnik wałkowali temat in-vitro, Smoleńska, JOW-ów, Pawła Kukiza etc., to dlaczego miałbym te same pytania zadawać? Pani redaktor, to czytelnik jest moim Panem, nie Pani. To on ma otrzymać wywiad po prostu ciekawy, a nie ostry w jedną, albo w drugą stronę. 

"Niepokorny nie pyta prezydenta elekta o to, czy ujawni aneks o WSI" - pisze niepokorna redaktorka. Cóż, akurat pytanie o to zadałem jeszcze w czasie, gdy Duda był kandydatem na prezydenta. Odpowiedział wtedy w sumie oczywisty sposób, że najpierw musi się z nim zapoznać, by podjąć decyzję. "Niestety, Samuel Pereira nie dociekał, czy nieobecność Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza pomogła prezydentowi elektowi w zwycięstwie" - kontynuuje Olejnik. Tak pani redaktor, tak samo jak pani nie pytała Bronisława Komorowskiego o nieobecność Marka Dukaczewskiego w trakcie kampanii. To mogłoby być bardzo ciekawe pytanie, w końcu chyba ostatni szef WSI wypada dużo gorzej w roli patrona kandydata, niż założyciel KOR Macierewicz, czy członek podziemnego Komitetu Helsińskiego w Polsce Kaczyński.

 
CZYTAJ WIĘCEJ: Prezydent Duda dla "GP" o nowej partii: Balcerowicz nie jest „nową twarzą” w polityce

"Z lekkich pytań można było zadać te o los tchórzofretki i o to, czy elekt zgodzi się, żeby jego córka wzięła udział w "Tańcu z gwiazdami" - taką radą starsza koleżanka kończy swój artykuł. Cóż mogę na to odpowiedzieć? Od lat intensywnie starałem się o wywiad z ustępującym prezydentem Bronisławem Komorowskim. Może jestem dziwny, ale nie zadałbym mu pytania o podobnym ciężarze merytorycznym.

Aha, jeszcze jedno. Patrząc na wszystkie wywiady, w tym ten dla stacji RMF, Polsatu, czy "Rzeczpospolitej", jakie po wyborze na prezydenta udzielił Andrzej Duda - można spokojnie powiedzieć, że usłyszał już więcej trudnych pytań, niż Bronisław Komorowski przez 5 lat swojego urzędowania. W tym kontekście Olejnik pisząc, że "jak prezydenta elekta będą otaczać wazeliniarze, to wiele się nie dowiemy" bardzo celnie opisała jedną z kluczowych przyczyn porażki Bronisława Komorowskiego. Ustępującego prezydenta pogrążyło właśnie otaczanie się wazeliniarzami, czy zapraszanie na wywiady jedynie osoby tak "niepokorne" jak Monika Olejnik. Dwór bał się to powiedzieć, a okazało się, że "cesarz jest nagi".