Także w tym przejściowym okresie, gdy jestem prezydentem elektem, mam obowiązki wobec narodu. Uważam, że obecnie nie jest wskazane, by podejmowane były jakieś radykalne zmiany o charakterze prawno‑ustrojowym. Chciałbym, żeby moja prośba została uszanowana. To też jest kwestia pewnej uczciwości w polityce – mówi prezydent Andrzej Duda w rozmowie z Samuelem Pereirą.

Gdy otrzymał Pan oficjalny akt wyboru na prezydenta, zwrócił się Pan z prośbą do rządu i rządzącej w Sejmie koalicji PO-PSL o wstrzymanie się z „poważnymi zmianami ustrojowymi” w okresie przejściowym między odejściem prezydenta Bronisława Komorowskiego a oficjalnym objęciem przez Pana tego urzędu. Szef klubu PO Rafał Grupiński uznał pańską prośbę za ingerencję w prace Sejmu. Zwiastun trudnych relacji na linii prezydent–rząd?

Jestem człowiekiem otwartym na dialog i to stąd moja grzeczna prośba. Mandat prezydencki 24 maja przeszedł w moje ręce decyzją narodu, Polaków. Obywatele oczekują ode mnie troski o ich interesy i prawa. Także w tym przejściowym okresie, gdy jestem prezydentem elektem mam taki obowiązek. Uważam, że obecnie nie jest wskazane, by podejmowane były jakieś radykalne zmiany o charakterze prawno‑ustrojowym. Żeby była jasność, absolutnie nie chodzi mi o bieżące prace parlamentu czy rządu. Chodzi o decyzje, które mogą ingerować zasadniczo w ustrojowe formy działania instytucji państwa – jak np. pospieszne zmiany, jeśli chodzi o Trybunał Konstytucyjny. Trudno nie odnieść wrażenia, że działania w tej kwestii zostały dziwnie przyspieszone po przegranych przez PO i Bronisława Komorowskiego wyborach.


(...)

W zeszłą środę koalicja rządząca uchwaliła nową ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, zabezpieczającą przychylną dla siebie większość w tej instytucji na wypadek przegranej w wyborach parlamentarnych. W skrócie PO i PSL same sobie zagwarantowały wybór całego składu TK jeszcze za tej kadencji, która kończy się na jesieni. Jak Pan ocenia ten ruch?

Sprawa tej ustawy jest ewidentna. Tak wygląda psucie państwa. W ten sposób Platforma z Trybunału czyni instytucję polityczną. Z instytucji, która powinna stać na straży konstytucji – w ostatniej chwili przed wyborami parlamentarnymi – czyni się urząd polityczny. Niestety trzeba być naiwnym jak dziecko, by nie zauważyć, że chodzi tutaj wyłącznie o zachowanie politycznych wpływów, nawet w sytuacji utraty władzy.


Cały wywiad można będzie przeczytać w jutrzejszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.