Redaktor naczelny tygodnika, który prześwietlając Andrzeja Dudę, wypomniał mu żydowskie pochodzenie jego teścia, znowu w akcji. Tym razem Tomasz Lis, komentując rzekomą aferę Dudy i SKOK-ów, skrytykował sztab Bronisława Komorowskiego za... zbyt łagodne traktowanie kandydata PiS. I użył do tego słów, które w innych okolicznościach politycznie poprawnie media uznałyby za tzw. mowę nienawiści.
Lis powiedział mianowicie: - W prawdziwej kampanii po publikacjach o SKOK-ach ludzie Komorowskiego byliby już na etapie domordowywania politycznego Dudy. A to prezydent jest w defensywie. Świadczy to o daleko idącej amatorszczyźnie.
W jaki sposób ludzie Komorowskiego mieliby "domordować" Dudę i który z ludzi miałby to zrobić? Czyżby Lisowi chodziło o dawnych znajomych prezydenta Komorowskiego z WSI? Tego już naczelny "Newsweeka" nie powiedział, choć sprawa zabójstwa działacza PiS Marka Rosiaka świadczy o tym, że z "domordowywaniem" (albo "dorzynaniem watahy") Prawa i Sprawiedliwości mieliśmy już w III RP do czynienia.
