"Wprost" najpierw opisał historię dziennikarki komercyjnej telewizji, molestowanej seksualnie przez szefa. Wówczas nie podano żadnego nazwiska. – Sprawa dotyczy mojego byłego szefa, bardzo popularnej twarzy telewizyjnej, szefa zespołu w jednej ze stacji. W telewizji podlega mu spora grupa dziennikarzy. Moje kłopoty z nim zaczęły się od tego, jak powiedziałam mu „nie”. Któregoś dnia podszedł do mnie z tekstem: „Widzę, że nie masz majtek pod dżinsami. Jedziemy do mnie?” Rzucił też, niby w żartach: „Oprzesz się, suko, o ścianę, a ja wejdę od tyłu” - opowiedziała tygodnikowi "Wprost" dziennikarka.
Z kolei dzisiaj „Wprost” opublikowało tekst, w którym ujawnia dane dziennikarza. "Dziś, po kilku tygodniach badania sprawy, możemy już napisać, że przypadków molestowania i mobbingu dopuszczał się Kamil Durczok, szef „Faktów" - napisali autorzy artykułu.
Kilka dni temu w TVN pojawili się inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy zaalarmowani medialnymi informacjami o molestowaniu i mobbingu. Działa też wewnętrznej komisja TVN.
Czy dzisiejsza publikacja "Wprost" zakończy się sądowym procesem? Durczok już wcześniej zapowiedział, że pozwie blogera Marka Kurka, który jako pierwszy użył nazwiska gwiazdy TVN opisując aferę.
Kamil Durczok zabrał głos w sprawie skandalu na antenie TOK FM w rozmowie z Dominiką Wielowieyską. Zaprzeczył zarzutom, zapewnił, że nikogo nie molestował, ale w związku z pracą komisji, która weryfikuje czy w osoby pracujące w TVN były ofiarami mobbingu lub molestowania, poszedł na urlop. - Z całą stanowczością mogę powiedzieć, że nigdy nie molestowałem żadnej kobiety – oświadczył wówczas Durczok.