Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Przemysław Dakowicz,
27.07.2014 08:23

Panteon zrekonstruowany (1)

W październiku i listopadzie 1832 r.

W październiku i listopadzie 1832 r. Adam Mickiewicz wygłosił w paryskiej siedzibie Towarzystwa Litewskiego i Ziem Ruskich szereg krótkich odczytów związanych z obecną sytuacją polskiej emigracji politycznej oraz odezw zachęcających do gromadzenia i upowszechniania relacji z wydarzeń, jakie w trakcie niedawnego powstania rozegrały się w granicach dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Teksty rzeczonych wystąpień opatrzone są w zbiorowych wydaniach dzieł Mickiewicza następującymi tytułami: „O duchu narodowym”, „Wezwanie do ziomków od Towarzystwa Litewskiego i Ziem Ruskich w przedmiocie spisywania pamiętników z czasów ostatniej rewolucji”, „Do Towarzystwa Literackiego Polskiego w Paryżu”. Z pozoru są to jedynie antykwaryczne dokumenty epoki, świadectwa polskiej myśli emigracyjnej pierwszej połowy XIX w. Jeśli jednak wczytać się w nie uważniej, objawiają swoje drugie dno, uświadamiając czytelnikowi, że wiele z uwarunkowań tamtego czasu pozostaje aktualnych do dziś. Słowem, Mickiewicz wciąż ma nam coś istotnego do powiedzenia — i to nie tylko poprzez swoje największe dzieła, kształtujące zbiorową wyobraźnię od niemal dwóch wieków, ale także poprzez teksty ulotne, wystąpienia okazjonalne, refleksje czynione naprędce w gorącej atmosferze popowstańczych lat.

Biografia powszechna polska

W odezwie „Do Towarzystwa Literackiego Polskiego w Paryżu” sformułowany został postulat stworzenia „biografii powszechnej polskiej”, publikacji — zapewne wielotomowej — zawierającej możliwie kompletny zbiór biogramów „wszystkich Polaków, którzy przez cały ciąg wojny o niepodległość, tj. od konfederacji barskiej aż do końca ostatniej rewolucji, za sprawę narodową męczeństwo ponieśli”. Wszyscy, którzy doświadczyli lub doświadczają jakiegokolwiek cierpienia, zasługują na pamięć i szacunek, ale ze szczególną dbałością traktować trzeba świadectwa odnoszące się do losów „takich ludzi, którzy w działaniu swoim okazali indywidualną chęć i siłę, czy to w wojsku dowodząc, czyli tworząc powstanie, czy też osobiście odważając się na niebezpieczne wyprawy, czy też służąc sprawie narodowej słowem, piórem i radą”. Autor „Dziadów” postulował, by autorów projektowanej „biografii Polaków” cechowała dokumentacyjna sumienność i dbałość o prawdę. Dzieło miało zostać napisane „stylem ile możności popularnym”, tak by mogło dotrzeć do jak największej liczby odbiorców i wywołać należyty rezonans: „Uwieczniając pamiątkę męczenników ojczyzny, ukrzepimy wiarę w jej nieśmiertelność; piękny przykład ożywi ducha poświęcenia się i utwierdzi wytrwałość, na koniec za pomocą podobnego dzieła rozszerzy się, upowszechni znajomość historii polskiej, ściśle połączonej z historią politycznych prześladowań”.

W „Wezwaniu do ziomków...”, które było zachętą do spisywania wspomnień powstańczych, stwierdzał Mickiewicz, że pierwszorzędne znaczenie dla utrwalenia rzeczywistego obrazu narodowego zrywu mają ścisłość i rzetelność relacji — „pamięć dzieł, które [powstańcy] albo sami wykonali, albo które przed oczyma ich dokonano”. Uczestnik insurekcji powinien „z prawdą i szczerością” opowiedzieć „wszystko, co zdziałał i czego był świadkiem”. Przy tym za mniej istotne uznawał poeta informacje związane z wojenną taktyką i strategią, większą wagę przywiązywał zaś do szczegółów z pogranicza społeczno-obyczajowo-geograficznego: „O ile np. życie nasze domowe usposabiało młodzież do wojny; jakie w tym życiu zwyczaje zachowywać nadal i rozszerzać należy; jaka klasa ludzi okazała się najzdolniejszą do broni, i do jakiego rodzaju broni? O ile położenie naszych dworów i wiosek było sposobne do utworzenia powstań, jakie z tego położenia wypływały trudności i jak im na przyszłość zaradzić? O ile rząd rosyjski i jakimi drogami najmocniej powstanie paraliżował, i jakimi sposobami powstańcy, podstępem lub bronią, środki rządu niweczyli?”. Historię zbiorowości doradzał Mickiewicz opowiadać z perspektywy jednostki, „jak swoją własną, przechodząc zdarzenia w porządku, w jakim się jedne z drugich wywijały, mieszając szczegóły i anegdoty”.

Gdzie szukać ducha

Pierwotny tytuł odczytu wzmiankowanego w „Pielgrzymie Polskim” 20 listopada 1832 r. brzmiał następująco: „O duchu narodu polskiego, gdzie tego ducha i jaką drogą szukać należy”. Nie wiem, dlaczego Mickiewicz uznał ów tytuł za niedostatecznie dobry (w autografie jest on przekreślony) — mnie bardzo się on podoba, zawiera bowiem wszystko, co dziś zaprząta moją uwagę.

Po pierwsze więc, „duch narodu polskiego”. Czy istnieje coś takiego — jakiś byt, cecha narodowej wspólnoty, jej entelechia? Jeśli tak, gdzie się ukrywa? Co decyduje o żywotności „ducha narodu”? Mickiewicz twierdzi, że ukrywa się on i żyje w przeszłości wspólnoty, w zwyczajach przekazywanych przez przodków: „Owóż łatwo dowieść, że główną i jedyną nauką narodową były dla nas mniemania i uczucia dawnej Polski, żyjące dotąd w pamięci rodziców, krewnych i przyjaciół, objawiane w ich rozmowach, zebrane w różnych maksymach moralnych i politycznych, kierujące sądami pospólstwa o ludziach i wypadkach, rozdzielające jednym pochwałę, drugim naganę. Ta wewnętrzna domowa tradycja składa się z resztki mniemań i uczuć, które ożywiały naszych przodków, ta tradycja po upadku, rozerwaniu i przytłumieniu opinii publicznej schroniła się w domach szlachty i pospólstwa. Jak w chorym i osłabionym ciele krew i siła żywota zgromadza się około serca — tam jej szukać, tam ją ożywiać, stamtąd ją na całe ciało znowu rozprowadzać należy. Z tych tradycji musi wywinąć się i niepodległość kraju, i przyszła forma jego rządu”.

Poprzez porównanie narodu do pojedynczego człowieka dochodzi poeta do odpowiedzi na pytanie, co zapewnia wspólnocie długie trwanie i jakie działania mogą doprowadzić do jej unicestwienia: „Jak w człowieku indywidualnym wszystkich jego działań, czy politycznych, czy literackich, jest zasadą pewne czucie, które lud wyraża ogólnym znakiem, nazywając jednego poczciwym, drugiego chciwym, trzeciego dumnym etc., i z tego nazwiska, jeśli jest słusznie nadane, można najlepiej wszystkie działania człowieka tłumaczyć — tak i potrzeb, i dążeń narodowych jest zasadą pewna myśl, pewne powszechne uczucie. Póki trwa ta myśl, to uczucie póki wszystkich ożywia, póty narody żyją i rosną; z jej osłabieniem chorują, z jej zniszczeniem umierają”.

Postkomunistyczna schizofrenia

Wszystkie te długie fragmenty z przemówień Mickiewicza przytaczam po to, by uzmysłowić sobie i czytelnikom, jak podobna jest nasza sytuacja do sytuacji Polaków z pierwszej połowy XIX w. Oczywiście, formalnie mamy własne państwo, jest ono reprezentowane w polityce międzynarodowej, posiada mniej lub bardziej samodzielny byt polityczny. Odnoszę jednak wrażenie, że jest to twór o niejednoznacznym statusie ontologicznym, w pewnym sensie — struktura schizofreniczna, wewnętrznie sprzeczna, niezdolna do prowadzenia działań skoordynowanych, niepewna własnego istnienia, potrzebująca nieustannego potwierdzania swojej podmiotowości przez byty wobec niej zewnętrzne.

Dlaczego tak się dzieje? Dlatego że, jak sądzę, w ubiegłym stuleciu utraciliśmy tę zasadę organizującą życie zbiorowe, którą autor „Konrada Wallenroda” nazywa „powszechnym uczuciem”. Zresztą, powiedzieć, że to wina Polaków, byłoby nadużyciem, takie postawienie sprawy kierowałoby naszą uwagę w niewłaściwą stronę. Owo „powszechne uczucie” zostało nam bowiem odebrane; ci, którzy sprawowali tu rządy w epoce powojennej, usilnie pracowali nad tym, byśmy nasz zmysł orientacji zagubili, byśmy stali się zbiorowością o przetrąconym kręgosłupie, labilną psychicznie, niezdolną do samodzielnego decydowania o sobie, a to znaczy: ubezwłasnowolnioną, skazaną na nieustanny dozór zewnętrzny, pozostającą pod czujną obserwacją „opiekunów”.

Ciąg dalszy za tydzień.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane