Na początku idą nowe przeboje, a zaraz potem stare hity. Jeszcze niedawno dyktator przekonywał o chęci poprawy stosunków z szeroko pojętym Zachodem, jego otoczenie chwaliło przebieg rozmów ze Stanami Zjednoczonymi, których efektem było uwolnienie ponad 120 więźniów politycznych i zniesienie amerykańskich sankcji na nawozy potasowe. Minęło jednak kilka tygodni i wszystko wróciło do starej retoryki. Łukaszenka już grzmi, że „wariant wenezuelski”, czyli pojmanie przez USA dyktatora Nicolása Maduro, udał się dlatego, że Waszyngton przekupił ludzi z otoczenia dyktatora, zademonstrował siłę wobec „bezbronnego”, a tak naprawdę chodziło wyłącznie o ropę. Prawa ręka Łukaszenki, gen. Wiktar Chrenin, minister obrony, stwierdził w tym tygodniu, że Amerykanie ćwiczą w krajach sojuszniczych atak na Białoruś. Oczywiście chodziło o Polskę i państwa bałtyckie. Nawiązał też do pocisków manewrujących rozmieszczonych w naszym kraju oraz „bezprecedensowej” militaryzacji regionu. Widać, że reżim Łukaszenki wodzi Stany Zjednoczone za nos i gra pod swoje interesy. Na szczęście w Waszyngtonie już dawno się na tym poznali i nie dadzą się rozegrać tak jak niektórzy w Europie.
Gra pozorów
U Alaksandra Łukaszenki na Białorusi niczym na koncercie rockowym.