Sporą część dzisiejszej audycji Jacka Żakowskiego na antenie TOK FM poświęcono najnowszej książce Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza pt. „Resortowe dzieci”. Zaproszeni do programu goście przypuścili ostry atak na autorów książki, a Tomasz Lis zastanawiał się nawet, czy... jej publikacja nie powinna spotkać się z reakcją Kościoła.
 
Temat wywołał prof. Wiesław Władyka z „Polityki”, który zwrócił uwagę Żakowskiemu i Lisowi, że znaleźli się na okładce „Resortowych dzieci” jako negatywni bohaterowie „akcji dziennikarskiej”.
 
- Kolejne granice które są przekraczane i chamówy robione przez prasę, która uważa się za odważną, niepokorną, szlachetną, tą która nadaje ton i broni dekalogu i etyki mediów. Brakuje mi słów i przykro mi, że mówię to w tym momencie, ale wczytałem się w artykuły, które temu towarzyszą. Forma tych artykułów, prymitywizm tego, zła wola która temu towarzyszy, nadużycia, które tam występują, są to rzeczy skandaliczne wprost
– oświadczył Władyka.
 
Po chwili stwierdził on również, że obecnie opinia publiczna jest „szantażowana przez prawą stronę”, a dziennikarze, którzy się tym zajmują, „nie potrafią wyzwolić się z tego złego ducha”.
 
- Jeśli piekło istnieje to będą się w tym piekle smażyć – wtórował prof. Władyce redaktor Tomasz Wołek.  
 
Nie trzeba było długo czekać, aby do ataku na autorów książki dołączył także Tomasz Lis.
 
- W tym sensie mówiłem, że Polska będąc krajem katolickim często mi się takim nie wydaje, bo ci którzy często maja „bozię”, Polskę, naród i powstanie na ustach non stop, z ich buź wylewa się często głównie jad. Skala brutalnej nienawiści, skala nikczemności i złej woli jest przepotworna. Jak się wczyta w komentarze internetowe do tych wstrętnych łajdackich paszkwili, to widać, że w narodzie znajduje to odzew. Duch Jedwabnego wiecznie żywy - oświadczył Tomasz Lis.
 
Po chwili redaktor naczelny „Newsweeka” przeszedł do ataków ad personam spod adresem autorów książki „Resortowe dzieci” i sugerował, że sprawą powinien zająć się Kościół.
 
- Najbardziej bawi mnie przezabawna hipokryzja. Jeden z autorów tej książki gdyby został prześwietlony według kryteriów tej książki zostałby całkowicie zmasakrowany ze względu na powiązania rodzinno-ojcowskie. Autorka tej książki podpada zdaje się pod kodeks karny. W normalnym kraju ktoś taki się chowa pod stół, znika bo nie ma odwagi spojrzeć nikomu w oczy. W nienormalnym kraju, którym Polska oczywiście jest, w nienormalnym kraju ktoś taki rozdaje cenzurki moralności. Czy jakiś ksiądz zabrał głos w tej sprawie? Czy dalej się zajmują szatanem genderyzmu? Przepraszam bardzo, powiem teraz głośno. Czy opluwanie kilkunastu, a może kilkudziesięciu dziennikarzy opluwanie, obrzygiwanie ich w ohydnym stylu jest czymś co zasługuje na jakąkolwiek reakcję jakiegokolwiek kapłana w tym kraju, czy jest to coś, co jakikolwiek kapłan w tym kraju z radością przeczyta ugruntowując swoje wyobrażenie o świecie, Polsce i mediach – zastanawiał się Lis.