Tomasz Łysiak dla Niezalezna.pl: Granat w fortepianie

Moskale się wycofali. Ukraińska rodzina wróciła do Buczy. Weszła do swojego, opuszczonego wcześniej, mieszkania. Czy ktoś w nim był? Zostały jakieś ślady, więc musieli tu stacjonować Rosjanie. Córka, zachwycona powrotem do domu już miała siadać do pianina, by zagrać swój ulubiony utwór, gdy nagle powstrzymała ją matka. Coś ją tknęło. Nagrody, które zdobyło dziecko, były ustawione na instrumencie inaczej niż zwykle. Ale po co Moskale przestawialiby te trofea? Kobieta zdjęła je ostrożnie i delikatnie uchyliła wieko. W środku, między strunami i młoteczkami zobaczyła leżący granat. Gdyby nie zwróciła uwagi na szczegół w ustawieniu statuetek, dziewczynka zaczęłaby grać i…

pixabay.com/Pexels

Ach, tyle mówiono i pisano o rosyjskiej sztuce – o tym, że artystów winno się zostawić w spokoju, „nie mieszać ich do polityki”, że przecież Czajkowski, Czechow, Puszkin, Turgieniew i Dostojewski… A tu proszę, „artysta” sam się pojawił…

Bo ja myślę, że musiał to być prawdziwy „Artysta”, przez „duże Z” – gdy tylko zobaczył nagrody dziecięce na fortepianie, uruchomił wyobraźnię i jej oczami ujrzał dziewczynkę, która siada przed instrumentem i unosi delikatne dłonie, by coś zagrać.

Musiał najpierw to zobaczyć, a potem obmyślić plan. Po kolei zdjął z górnej pokrywy trofea i nagrody, jedna za drugą. Gdy usunął wszystkie, zajrzał do wnętrza i pomyślał trochę – musiał być ostrożny, po wyjęciu zawleczki trzeba przecież granat wcisnąć tak między struny, by dopiero rozpoczęcie gry spowodowało, że śmiercionośne narzędzie wybuchnie, a fortepian rozleci się, jak ten Szopena rzucony przez Moskali na bruk w 1863 roku. Arcymistrz zadawania bólu i śmierci dzieciom ukraińskim, po zamontowaniu granatu, musiał zamknąć wieko i pracowicie poustawiać z powrotem nagrody. Na nich, tuszę, musiało być napisane dla kogo i za co – łatwo było więc Moskalowi przewidzieć kto siądzie za instrumentem, gdy już Rosjanie się wycofają, a do mieszkania wróci rodzina właścicieli: to musiała być przecież wymieniona na tabliczkach dziewczynka. 

Pomimo tego Arcymistrz w zielonym mundurze z białą opaską na ramieniu dalej realizował plan. Pomylił się tylko w jednym – nie zapamiętał w jakiej kolejności były ustawione trofea. I tylko dzięki temu dziecko przeżyło. 

Ale plan pozostał. A teraz i my mogliśmy go poznać i podziwiać. Tę swoistą partyturę sadyzmu. Sonatę barbarzyństwa. Koncert fortepianowy na granat i dziecko.

 


Źródło: niezalezna.pl,

Tomasz Łysiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo