Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Zmowa milczenia, bo "gdzieś się trzeba leczyć"? Nowe fakty w sprawie Lenza i głośnego zabiegu

- Mogę potwierdzić, że są dwie przychodnie, które sprzedano z zasobów szpitala powiatowego i te przychodnie prowadzi m.in. pan lekarz, o którym pani mówi, wspólnie z żoną - oświadczył prezes Powiatowego Szpitala w Aleksandrowie Kujawskim Mariusz Trojanowski, pytany o to, czy mieszkańcy Aleksandrowa Kujawskiego mogą obawiać się Lotfiego Mansoura po głośnym zbiegu, do którego doszło w miejskiej placówce w atmosferze skandalu.

15 marca w Powiatowym Szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim doszło do nieprawidłowości przy organizacji zabiegu medycznego u syna senatora Tomasza Lenza. Około godziny 15, Lenz wraz z bliskim weszli do szpitala i - pomijając izbę przyjęć - od razu skierowali się do pokoju zabiegowego na oddziale chirurgii.

Niedługo potem do lecznicy, parkując na podjeździe dla karetek, przybył honorowy konsul Republiki Tunezji w Polsce, Lotfi Mansour. To również członek Koalicji Obywatelskiej, prywatnie lekarz. Senator i jego krewny szpital opuścili około 19, tego samego dnia. W szpitalu powołano komisję wewnętrzną do wyjaśnienia sprawy, a także rozpoczęła się kontrola Narodowego Fundusz Zdrowia.

W poniedziałek prezes placówki Mariusz Trojanowski na antenie Telewizji Republika, odnosząc się do sprawy, po raz kolejny zapewnił, że w szpitalu nie ma właściwej dokumentacji z zabiegu, która pozwoliłaby na rozliczenie go z NFZ. 

Warto zaznaczyć, iż wcześniej w oświadczeniu Lenz przekonywał, iż powstały stosowne dokumenty. Wówczas zapowiedział również zawiadomienie do prokuratury na Trojanowskiego.

Mimo że w obronie Lenza szybko stanęli jego partyjni koledzy, to Trojanowski, również członek KO, na antenie Republiki przekazał, że nikt z partii nie chciał poznać jego zdania na ten temat. Podkreślił przy tym, że jest prezesem szpitala i w całej sprawie po prostu "wykonuje swoje obowiązki".

Podczas rozmowy w studiu pokazano wpis jednej z dziennikarek, która zajmowała się sprawą. Z jej relacji wynika, że po publikacji otrzymała anonimowe groźby. Trojanowski przyznał, że on, jego rodzina oraz pracownicy również mają obawy.

Red. Borkowska dopytywała, czy w Aleksandrowie Kujawskim panuje w tej sprawie zmowa milczenia Jak przekazała, nieoficjalnie kilkukrotnie słyszała od tamtejszych parlamentarzystów, że sprawa nie należycie badana, gdyż "gdzieś się trzeba leczyć". Zapytała więc Trojanowskiego, czy ludzie mogą obawiać się nie senatora, a... Mansoura. Wówczas prezes placówki oświadczył:

"Mogę potwierdzić, że są dwie przychodnie, które sprzedano z zasobów szpitala powiatowego i te przychodnie prowadzi m.in. pan lekarz, o którym pani mówi, wspólnie z żoną"

 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej