NASZA RELACJA Z KIJOWA! „Jest nerwowo, jednak oznak paniki nie widać” – mówi reporter Niezalezna.pl

Ludzie z miasta wyjeżdżają, są potężne korki. Cywile jadą na swoje punkty spotkań mobilizacyjnych i jest dość nerwowa atmosfera – mówi reporter Niezalezna.pl Konrad Falęcki, który przebywa obecnie na Ukrainie. Przyznaje, że „jest nerwowo, jednak oznak paniki nie widać”.

Fot. Konrad Falecki/Gazeta Polska

Jak donosiły media, w piątek nad ranem Kijów miał znaleźć się pod ciężkim ostrzałem rakietowym prowadzonym przez Rosjan. Władze miasta ogłosiły alarm przeciwlotniczy i wezwały mieszkańców do udania się do najbliższych schronów.

Sztab generalny sił zbrojnych informował o zaciętych walkach w okolicach miejscowości Dymer i Iwanków na północny-zachód od Kijowa. By odciąć drogę rosyjskiej kolumnie Ukraińcy wysadzili most na rzece Teretew. Według ukraińskiego wywiadu, Putin będzie chciał szantażem zmusić ukraińskie władze do podpisania porozumień na rosyjskich warunkach, po opanowaniu stolicy.

Nasz reporter, który przebywa w Kijowie, potwierdza, że Ukraińcy wysadzili co najmniej jeden most pod Kijowem. - Jednak nie wiem, gdzie dokładnie - mówi.

- Ja już jestem poza ścisłym centrum. Jestem na obrzeżach Kijowa. Ludzie z miasta wyjeżdżają, są potężne korki. Cywile jadą na swoje punkty spotkań mobilizacyjnych i jest dość nerwowa atmosfera. Tak to wygląda

- relacjonuje Konrad Falęcki.

Na pytanie, czy widać jakieś przejawy paniki, przyznaje, że „jest nerwowo”, jednak paniki nie widać. - Jak chciałem zrobić zdjęcia trasy wyjazdowej z Kijowa, gdzie jest ten korek, to cywile z bronią kazali mi spieprzać. „Nie nada, nie nada” - krzyczeli. Jedno zdjęcie udało mi się zrobić - opowiada dziennikarz.

Przyznaje, że widać wielu ludzi z żółtymi opaskami na lewym ramieniu, a niektórzy z nich mają broń. - Wiem, że jadą właśnie do wyznaczonych punktów spotkań. Jeden z takich punktów, które widziałem był w szkole. Tam się zbierają i otrzymują broń - wyjaśnia nasz reporter.

- Nie ma tu na razie żadnych huków, wystrzałów itd. Mówi się, że ofensywa rosyjska idzie od zachodu i od północy. Ścisłe centrum, w którym byłem godzinę temu jest wyludnione i spokojne. Przejeżdżając na obrzeża Kijowa, widać, że też są wyludnione. Widać tylko ludzi z bronią, cywili, pod punktami mobilizacyjnymi

- relacjonuje.

Jak twierdzi, „regularnej armii w Kijowie prawie nie widać”. - Wozy bojowe stoją jedynie przy dzielnicy rządowej - dodaje.

Przyznaje, że obecnie przemieszcza się w okolice Kijowa, gdzie spróbuje sobie „ogarnąć jakiś bezpiecznym pobyt”, ale Ukrainy na razie nie zamierza opuszczać - Zostaje i stąd będę w zależności od sytuacji reagować i podejmować kolejne kroki – zapewnia Konrad Falęcki.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo