Piotr Bujak dla Niezalezna.pl: Gdyby nie działania rządu, inflacja wzrosłaby nawet do 10 procent!

- Do grudnia inflacja będzie rosła i według naszych prognoz wyniesie nieco poniżej 8 proc. i gdyby nie te działania wzrosłaby bardziej, może nawet do 10 proc. Dzięki ogłoszonym dziś działaniom tego wzrostu nie będzie - ocenił w rozmowie z Niezalezna.pl Piotr Bujak główny ekonomista i dyrektor departamentu analiz ekonomicznych PKO BP, komentując ogłoszone dzisiaj przez premiera Mateusza Morawieckiego założenia „tarczy antyinflacyjnej”.

Piotr Bujak
fot. PKO BP

Premier Mateusz Morawiecki i wicepremier Jacek Sasin zaprezentowali dzisiaj najistotniejsze założenia pakietu rozwiązań, których celem będzie przeciwdziałanie inflacji i złagodzenie jej skutków. Morawiecki wskazał, że inflacja jako efekt pandemii, jest wspomagana m.in. poprzez manipulacje Gazpromu cenami gazu (co wpływa na ceny nawozów i odbija się na cenach żywności) oraz decyzje UE, które skutkują rekordowym poziomem cen uprawnień do emisji CO2.

Morawiecki przypomniał, że inflacja jest w wielu krajach najwyższa od kilkudziesięciu lat i zadeklarował konkretne rozwiązania kompensujące to niepokojące zjawisko. - Aby złagodzić ten wzrost inflacji, robimy to, co w naszej mocy, by ludziom łatwiej było przejść przez ten okres najbliższych miesięcy, może kwartałów - mówił.

Wicepremier Jacek Sasin zwrócił uwagę na korelacje pomiędzy poziomem bezrobocia a inflacją. - Nie jest przypadkiem, że w tych krajach, gdzie jest najwyższe bezrobocie, jest najniższa inflacja. Te kraje nie zastosowały takich mechanizmów, jakie my zastosowaliśmy. (…) Myślę, że nie chcielibyśmy być na miejscu tych krajów, które mają co prawda nieco niższą inflację od Polski, ale za to mają bezrobocie przekraczające 10% czy na poziomie kilkunastu procent – zaznaczył szef MAP.

Podstawowe założenia „tarczy antyinflacyjnej” opierają się na czasowej obniżce podatku VAT i akcyzy dla nośników energii i paliw, oszczędnościach w administracji publicznej oraz na działaniach osłonowych dla gospodarstw domowych z niskimi dochodami.

Czy działania zapowiedziane dzisiaj przez rząd zdołają powstrzymać rosnącą inflację, czy też jedynie jej wzrost w jakimś stopniu zrekompensują? Z tym pytaniem zwróciliśmy się do eksperta, głównego ekonomisty i dyrektora departamentu analiz ekonomicznych PKO BP Piotra Bujaka.

Nasz rozmówca wskazując na zawieszenie akcyzy i podatku VAT na niektóre towary przyznał, że zadeklarowane dziś działania „częściowo będą ograniczać wzrost cen”.  – Według naszych szacunków, dzięki temu, szczyt inflacji będzie na poziomie poniżej 8 proc. w grudniu tego roku a nie jak się spodziewaliśmy na poziomie 9 proc. (może nawet więcej) w styczniu i lutym 2022 – powiedział, zaznaczając, że z taką właśnie sytuacją moglibyśmy mieć do czynienia, gdyby rząd nie podjął działań w postaci „tarczy antyinflacyjnej”. - Te działania wejdą w życie 20 grudnia, więc będą miały wpływ na inflację w kolejnych miesiącach, na początku przyszłego roku – dodał.

- Do grudnia inflacja będzie rosła i wg naszych prognoz wyniesie nieco poniżej 8 procent i gdyby nie te działania wzrosłaby bardziej, może nawet do 10 procent. Dzięki ogłoszonym dziś działaniom tego wzrostu nie będzie 

- tłumaczył ekspert.

Odpowiadając na pytanie, czy na spodziewany grudniowy szczyt inflacji będzie miał wpływ rosnący w okresie przedświątecznym popyt konsumpcyjny, Bujak zaprzeczył. – Nie, nie spodziewamy się tego. Mamy bardzo dobrą sytuację na polskim rynku pracy, najlepszą w historii sytuację gospodarstw domowych i to oczywiście wywiera presję na wzrost cen. Widać to we wskaźnikach inflacji, ale trudno z tym walczyć. Nie jest też tak, że w okresie przedświątecznym wpływ mocnego popytu konsumpcyjnego będzie inny niż w poprzednim roku. To są roczne dynamiki i zawsze się je porównuje z analogicznym okresem ubiegłego roku, czyli z wydatkami świątecznymi ponoszonymi też rok wcześniej. Sezonowość trzeba tu więc wyeliminować a święta nie mają tu znaczenia. W ubiegłym roku też były święta a inflacja jest liczona w ujęciu rocznym grudzień do grudnia – wyjaśniał Piotr Bujak.

Pytany czy zadeklarowany dziś kilkumiesięczny okres obniżki podatków, wobec stale rosnących cen energii (m.in. poprzez ceny praw do emisji CO2) wystarczy, aby wygasić rosnący trend inflacyjny, ekspert wyraził opinię, że istnieje tu „duża niepewność”, ponieważ wiąże się to z „czynnikami geopolitycznymi, które są absolutnie nieprzewidywalne”. 

– Nie da się ze stuprocentową pewnością powiedzieć, jak będzie, ale najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że ceny nośników energii nie będą już rosły w takim tempie jak ostatnio. Pozostaną być może na takim podwyższonym poziomie jak teraz, ale nie będą rosły 

– ocenił.

Jak zaznaczył, taki scenariusz może oznaczać, że inflacja będzie się zmniejszać. - Najprawdopodobniej w trakcie 2022 r. dojdzie więc do stabilizacji, a może nawet lekkiego spadku cen nośników energii – prognozował nasz rozmówca. Przyznał jednocześnie, że co do tego jak będzie faktycznie, istnieje „duża niepewność”, a tym samym być może będzie konieczne przedłużenie zainicjowanych dziś przez rząd działań.

- Jedna grupa czynników polega na ograniczaniu inflacji tak, jak to możliwe, czyli podniesieniu stóp procentowych przez bank centralny, żeby troszkę schłodzić popyt, wprowadzeniu przez rząd działań mogących obniżyć ceny nośników energii i paliw. Jednak z częścią inflacji, z częścią wzrostu cen nic nie jesteśmy w stanie zrobić, bo to jest związane z globalnym szokiem inflacyjnym, odczuwanym wszędzie na świecie

- wyjaśniał.

- Wskaźniki inflacji są w wielu krajach większe niż w Polsce. W Niemczech, czy w USA inflacja jest na najwyższych poziomach od 30-40-50 lat, a nie od 20 - jak w Polsce. To jest globalny szok, którego nie da się w pełni zwalczyć. W tej sytuacji można rekompensować najsłabszym skutki tej inflacji 

– dodał, wskazując na zapowiedziane dziś dopłaty dla gorzej sytuowanych gospodarstw domowych, „po to, żeby oni z tą (najprawdopodobniej) przejściowo podwyższoną inflacją mogli sobie poradzić”.

Spytaliśmy też Piotra Bujaka, czy w związku z dzisiejszymi zapowiedziami rządu nie obawia się skutków uszczuplenia wpływów podatkowych, a także wydatków na dopłaty rekompensacyjne dla ok. 5 mln gospodarstw domowych. - Jaki to będzie miało wpływ na budżetu państwa w dłuższej perspektywie i czy będzie to dla nas wszystkich po prosu opłacalne? 

Ekonomista podkreślił, że sytuacja w finansach publicznych „jest dobra” i Polska jego zdaniem „dobrze sobie poradziła z pandemią gospodarczą” na rynku pracy, a także w zakresie finansów publicznych. 

– Nasze szacunki wskazują, że w tym roku deficyt całego sektora finansów publicznych będzie już poniżej unijnego progu 3 proc. PKB, co niewielu państwom UE się uda. W przyszłym roku sytuacja powinna być również dobra, więc jest miejsce, żeby takie działania podjąć 

– ocenił.

Podkreślił, że „w pewnym zakresie” sektor finansów publicznych jest beneficjentem podwyższonej inflacji i wskazał w tym kontekście na działanie podatków pośrednich. – VAT jest kwotą naliczaną procentowo od wartości sprzedawanych towarów, a inflacja podnosi nominalną wartość tych towarów, więc podwyższa wpływy z VAT. Ten element tworzy więc miejsce na to, żeby taką kosztowną „tarczę antyinflacyjną” skonstruować i wesprzeć tym samym gospodarstwa domowe – przekonywał nasz rozmówca.

Wskazał też na zapowiedziane dziś oszczędności w wydatkach administracji publicznej. 

– To wszystko oznacza, że ta „tarcza antyinflacyjna” nie będzie niebezpieczna dla stabilności finansów publicznych w średnim i długim terminie i nie rodzi konieczności podwyższania obciążeń podatkowych w przyszłości. Naszym zdaniem można być spokojnym o skutki fiskalne tych działań 

– podsumował główny ekonomista i dyrektor departamentu analiz ekonomicznych PKO BP.

 

Źródło: niezalezna.pl

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo