Komu przeszkadza kopalnia w Turowie? "To nieprawda, że Czechom brakuje wody. Sami to mówią"

Mieszkańcy Bogatyni są zgodni, że temat zamykania kopalni węgla brunatnego Turów to sprawa polityczna. Według jednego z mieszkańców, Pawła Hadasza, to nieprawda, że Czechom brakuje wody z powodu pracy kopalni. - Sami nam to mówią, gdy ich o to pytamy - przyznał. Wiele osób nie kryje zaskoczenia tym, że ktoś tak łatwo może zdecydować o zamknięciu kopalni.

Autorstwa Anna Uciechowska - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1157585

Trybunał Sprawiedliwości UE postanowił w poniedziałek, że Polska ma płacić Komisji Europejskiej 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środków tymczasowych i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów.

Pod koniec lutego Czechy wniosły skargę przeciwko Polsce ws. rozbudowy kopalni węgla brunatnego Turów do TSUE wraz z wnioskiem o zastosowanie środków tymczasowych, czyli o nakaz wstrzymania wydobycia.

W maju TSUE nakazał Polsce wstrzymać wydobycie do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy. Gdy Polska nie zastosowała się do decyzji, Czechy wystąpiły o nałożenie na nią kary. Domagały się 5 mln euro kary dziennie.

To nieprawda, że Czesi nie mają wody

W Bogatyni na Dolnym Śląsku, w mieście gdzie znajduje się kopalnia i elektrownia Turów produkująca kilka procent energii elektrycznej do krajowego systemu energetycznego (zasila ok. 3 mln odbiorców), mieszkańcy miasta chętnie wyrażają swe poglądy w tej sprawie.

Paweł Hadasz powiedział, że kilkanaście lat pracował w Czechach razem z mieszkańcami tych okolic, gdzie podobno teraz brakuje wody z powodu wydobycia węgla w kopalni Turów.

„To nieprawda, że oni nie mają wody, że brakuje jej przez naszą kopalnię. Sami nam to mówią, gdy się o to pyta. Twierdzą, że to wielka polityka. Ja też tak uważam. Jakoś tyle lat nikomu nie przeszkadzała nie tylko kopalnia Turów, ale też i te pobliskie w Czechach i w Niemczech, a teraz nagle nasza ma być zamknięta. To absurd”

- powiedział Hadasz.

Dodał, że można się zastanawiać, czy kopalnia powinna pracować aż do 2044 r. (o taką koncesję się stara), ale na pewno jeszcze kilkanaście lat można i trzeba z niej wydobywać węgiel brunatny.

Chodzi o... polskich pracowników?

Jego zdaniem w tej rozgrywce chodzi o rynek pracy, a dokładniej o polskich pracowników, którzy - w jego ocenie – są lepsi, zdolniejsi i bardziej wydajni.

„Pracowałem w Czechach i widziałem, że są różnice. Polak tam pracuje naprawdę, a Czech stoi z rękami w kieszeni. Taka jest prawda. Mój kolega właśnie zwolnił się z kopalni po 7 latach i z żoną zatrudnili się w Niemczech. Zarabiają wspólnie 14 tys. zł. Po kilku latach zarobią na nowy dom”

- powiedział Hadasz.

Ocenił, że pracujący za granicą tracą czas na dojazdy, ale generalnie się to opłaca finansowo i jest to w zasięgu wielu osób, by się przestawić na takie zatrudnienie.

„Po niemieckiej stronie zostali sami emeryci, młodzi wyjechali w głąb Niemiec dawno, więc nasi sąsiedzi są zainteresowani, by to Polacy tam pracowali. Czesi też chcą polskich pracowników. Dlatego próbują robić bałagan u nas”

- powiedział.

Mieszkańcy nie kryją zaskoczenia

Podobnego zdania jest pan Artur, który w Bogatyni prowadzi szkołę jazdy i przygotowuje do egzaminów na prawo jazdy.

Jeżdżę dużo do Czech i Niemiec w ramach lekcji, spotykamy się z Czechami i nikt z nich nie powie, że brakuje im wody, że to nasza kopalnia jest winna temu. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o politykę i to wielką. Na wysokim szczeblu”

- uważa.

Mężczyzna nie kryje zaskoczenia, że ktokolwiek tak łatwo i nagle może ocenić i zdecydować, że kopalnia ma być zamknięta, a jak nie dojdzie do tego, to państwo musi płacić kary.

„Wątpię czy ta kobieta z Hiszpanii w ogóle wie, rozumie, co to jest kopalnia. Warto byłoby jej wytłumaczyć, pokazać naszą kopalnię. Powinna tu przyjechać, sprawdzić najpierw, jak to wygląda”

- powiedział.

Pani Andżelika jest bardziej poirytowana informacjami o zamykaniu kopalni, bo uważa, że bez niej i bez elektrowni Bogatynia stanie się wymarłym miastem, które teraz się rozwija.

„Trudno zrozumieć tych Czechów, bo oni przecież na tym korzystają, że tutaj u nas robią tańsze zakupy, mają tańsze paliwo. Jak nie będzie kopalni to wszystko podupadnie, nie będzie sklepów, z których oni potrafią wywozić tony towarów”

- powiedziała.

Paweł Hadasz ocenił, że zamieszanie z kopalnią nie ma żadnego wpływu na relacje transgraniczne i dobrosąsiedzkie.

„Nadal się lubimy z Czechami. Oni też są dla nas grzeczni, mili, nie tylko tutaj w Polsce, ale gdy my pojedziemy do nich. Pod tym względem nic się nie zmieniło”

- podsumował. 

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

#polska

bm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo