Gen. Polko o „rewelacjach” Onetu ws. karabinku Grot: „Coś tutaj jest nie tak z tymi ekspertami”

- Te testy są dla mnie wątpliwej jakości i podkreślam - coś tutaj jest nie tak z tymi ekspertami. (...) Tego typu wypowiedzi, pozostawiają wiele znaków zapytania co do intencji, bo krytyka jest potrzebna pod warunkiem, że zdąża w pozytywnym kierunku, a nie na zasadzie rozpętania burzy, która dyskredytuje polski przemysł zbrojeniowy - ocenił w rozmowie z Niezalezna.pl były dowódca jednostki specjalnej GROM gen. Roman Polko, komentując rewelacje Onetu dot. polskiego karabinku Grot.

gen. Roman Polko
archiwum prywatne/Afganistan

Wczoraj onet.pl opublikował materiał dotyczący rzekomych wad karabinka Grot, który ma być wyposażeniem Wojsk Obrony Terytorialnej. Według raportu na który powołali się autorzy, po testach okazało się, że karabinek "jest tak zły, że zagraża żołnierzom". - Flagowy polski karabinek Grot rdzewieje, przegrzewa się, zapiaszczony zacina się, kolba pęka przy uderzeniu, niektóre usterki uniemożliwiają strzelanie - czytamy w publikacji Onetu.

Wątpliwi eksperci

Karabinek za wadliwy uznali ponoć żołnierze z jednostki specjalnej GROM. Ma o tym świadczyć raport byłego oficera jednostki Pawła Mosznera (który od ponad dwudziestu lat jest w rezerwie) i jego zespołu - niestety anonimowego, bo nazwiska ekspertów w publikacji się nie pojawiają

MON, producent broni, a przede wszystkim dowództwo WOT zaprzeczają doniesieniom Onetu, a my spytaliśmy o zdanie w tej sprawie byłego dowódcę jednostki GROM, który uczestniczył w wielu misjach bojowych gen. Romana Polko. 

- Jeżeli mam do wyboru, to wolę wziąć pod uwagę głos oficerów w służbie czynnej, niż oficerów w rezerwie, czy w stanie spoczynku, którzy - co czasem się zdarza - są zaangażowani, czy mają jakieś powiązania z biznesem zbrojeniowym i tak naprawdę nie wiadomo czyje interesy reprezentują

- powiedział nasz rozmówca.

W armii są procedury

Podkreślił, że do WOT trafili specjalsi z bojowym doświadczeniem z Afganistanu. - To są ludzie, co do których kręgosłupa moralnego i wiarygodności nie mam żadnych uwag. Oni nigdy nie pozwoliliby, żeby ich podwładni dostawali broń, która jest niezdatna do użytku – mówił gen Polko.

- Niejednokrotnie to pokazali. Pamiętam, że na początku, kiedy pozyskiwali nowoczesne technologie, to było wiele głosów zawiści i złości ze strony innych dowódców, którzy zamiast sami też troszczyć się o swoich podwładnych, to jakoś kiepsko o to zabiegali

- ocenił Polko.

Przypomniał, że w armii, „jak i w każdej instytucji są określone procedury”. - Jeżeli żołnierz, któremu zależy na rodzimym przemyśle i bezpieczeństwie swoich młodszych kolegów dostrzega, że coś jest nie tak, to zgłasza to przełożonym, czy decydentom MON-owskim - wskazał.

- Można wysłać odpowiednią ekspertyzę do fabryki i kiedy nie spotyka się to z reakcją, to wówczas można jakiś sygnał medialny puścić, ale nie przypuszcza się takiej ofensywy, że od razu pojawia się kilka artykułów. Te głosy w większości są anonimowe, nie wiadomo kto w tej ekspertyzie brał udział i w ogóle nie widać żadnych śladów, żeby jakiekolwiek inne działania zostały podjęte, aby tę sytuację – jeśli miała miejsce – wyprostować

- przekonywał nasz rozmówca.

Brudna gra firm zbrojeniowych

Odnosząc się do publikacji w rosyjskich i ukraińskich mediach, m.in. W Sputniku, który napisał, że „polscy żołnierze z karabinkami Grot są bezbronni” i w Ukraińskim Portalu Wojskowym, który pisze o „skandalu z karabinami maszynowymi Grot”, gen Polko podkreślił, że „sprzedaż uzbrojenia i walka na rynku jest mocna, a firmy często nie cofają się przed niczym”. - Jednak nigdy nie spotkałem się z sytuacją, żeby żołnierz danego kraju uderzał we własny przemysł zbrojeniowy - zaznaczył były dowódca GROM-u.

- Mimo, że spotykałem nie raz wady chociażby amerykańskiej broni, którą użytkowałem w Stanach Zjednoczonych, czy nawet w Gromie, to nie spotkałem się z tym, żeby jakikolwiek amerykański żołnierz wypowiadał się negatywnie o tej broni w taki sposób oficjalny, medialny, tylko raczej to czynił za pośrednictwem tych kanałów, które są do takich rzeczy przewidziane

- tłumaczył. 

Niemiecki producent zyskuje

Na uwagę, że w tle publikacji onet.pl można dostrzec lukratywny kontrakt na wyposażenie ukraińskiej armii w broń strzelecką w standardzie NATO, o który oprócz polskiego Łucznika zabiega niemiecka firma Heckler & Koch, gen Polko stwierdził, że „sprawa nie pachnie najlepiej”. 

- Pamiętam, że reklamowałem też niemieckie Heckler & Koch, które miałem w GROMIE i nie nadawałem temu żadnego publicznego charakteru, że trafiły do mnie wadliwe egzemplarze. Nie ulega wątpliwości, że w tej chwili polski przemysł zbrojeniowy jest na zupełnie innych torach. Mamy nowoczesne linie technologiczne, produkujemy nowoczesny karabinek GROT w nowoczesnej technologii i być może jakieś tam drobne usterki czy niedomagania są, ale totalnym absurdem jest mówienie, że lufa się grzeje po wystrzeleniu trzydziestu magazynków jeden po drugim, czego żadna broń nie wytrzyma

- tłumaczył. 

Wiele znaków zapytania

Komentując kolejny zarzut ekspertów cytowanych przez onet.pl wg którego „karabinek Grot w piasku i pyle nie działa”, Polko wyjaśnił, że „nie ma takiej broni, której nie można by tak zapiaszczyć, żeby nie działała”.

- Te testy są dla mnie wątpliwej jakości i podkreślam - coś tutaj jest nie tak z tymi ekspertami. Niech wypowiadają się bezpośredni użytkownicy, którzy mają tę broń na wyposażeniu, a nie ludzie, którzy tak naprawdę czynną przeszłość wojskową mają za sobą

- ocenił Roman Polko.

- To co oni teraz robią, tego typu wypowiedzi, pozostawiają wiele znaków zapytania co do intencji, bo krytyka jest potrzebna pod warunkiem, że zdąża w pozytywnym kierunku, a nie na zasadzie rozpętania burzy, która dyskredytuje polski przemysł zbrojeniowy

- podsumował były dowódca jednostki GROM.

 

Źródło: niezalezna.pl

#karabinek GROT #WOT #Roman Polko

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo