Tuż przed wyborami pan Taco stworzył utwór „Polskie tango”, na końcu którego umieścił osiem gwiazdek, które oznaczać mają, jak powtarzają z ekscytacją - choć szeptem - podstarzałe ciotki rewolucji z KOD-u: „J…ć PiS”! Pan Filip jest chłopakiem córki Tomasza Lisa, o czym w kółko pisze Pudelek, dlatego w dniu wyborów Tomasz Lis umieścił te gwiazdki na swoim twitterze.

Kiedy kandydat Rafał Trzaskowski wybory przegrał, inni przeciwnicy PiS zaczęli pomstować na Lisa, że to przez jego chamstwo. Czemu? Bo jak bardzo Tomasz Lis nie starałby się nadać swojemu bluzgowi cech buntu i nonkonfomizmu, wulgaryzm w jego wykonaniu zawsze brzmi jak z nagrania w „Sowie i Przyjaciołach”. Ano.

Osiem gwiazdek, czyli HWDP w wersji Konstancina

O co w tym wszystkim chodzi? Większość ludzi nie wie, a ja akurat wiem aż za dobrze, więc w niniejszym tekście to wyjaśnię. Otóż pan Taco i pan Tomasz pretensjonalnie starają się skopiować estetykę polskiego hip-hopu z lat 90. A to w celu porwania młodzieży do walki z partią polityczną, której nie lubią. W tamtych latach popularne stało się antypolicyjne hasło HWDP (początkowo taka była jego pisownia). To oni też postanowili stworzyć jego odpowiednik, czyli wspomniane osiem gwiazdek.

Ale czemu Tomaszowi Lisowi w willi w Konstancinie przyszło do głowy, by grubo po 50-tce podrabiać hip-hop sprzed ćwierćwiecza, o którym zarówno wtedy miał, jak i dziś ma blade pojęcie? Ano wzięło się to stąd, że redaktor Lis hip-hopu się przestraszył. Gdy parę lat temu zobaczył, że młodzież w wielu polskich miasteczkach, na dzielnicach, osiedlach i stadionach nosi koszulki z Polską Walczącą i Żołnierzami Wyklętymi, wykrył że ta nigdy w Konstancinie nie słyszana muzyka jest jednym z nośników wrażej mody. Ki diabeł? Jak to się stało, że powstała jakaś popularna wśród młodzieży twórczość niezależna od nas?

Lis zaniepokoił się jeszcze bardziej, gdy przez ostatnie pięć lat nie wychodziła mu żadna próba zorganizowania młodzieżowego buntu przeciwko rządom PiS. Na manifestacje „studentów” przeciwko rządowi w wielkich miastach przychodziło po kilkadziesiąt osób. A na protestach KOD-u pojawiali się głównie emerytowani esbecy i jaki nie byłby ich temat, to Lis był ich najmłodszym ich uczestnikiem…

Dissy ćwiczone w Sowie i Przyjaciołach

Może było tak, że w wilii Lisa w Konstancinie zebrał się pewnego dnia sztab kryzysowy z udziałem Jakuba Wojewódzkiego i Zbigniewa Hołdysa? Gdzie Hołdys pożalił się, że stał się pośmiewiskiem młodzieży po protestach w sprawie ACTA, a Wojewódzki poskarżył się, że choć tuż przed wyborami zaprosił do swojego programu Bronka Komorowskiego, to młodzi tego nie łyknęli i głosowali na prawicę? A może sztab zebrał się gdzie indziej i w trochę innym składzie, ale też złożonym ze samych speców, co sprostytuowali już niejeden młodzieżowy bunt, od Jarocina począwszy?

W każdym razie zebrani postanowili się dowiedzieć się czegoś o tym rapie. No i Lis ucieszył się, że ten dziwny hip-hop nie jest specjalnie skomplikowany. Potem dowiedział się, że się w nim przeklina, czasem trochę po chamsku. O, to super, w chamstwie nikt nam nie dorówna! Ćwiczyliśmy w „Sowie i Przyjaciołach” solidnie. Że często się tam kogoś dissuje, czyli ostro atakuje. Świetnie, zrobimy diss na PiS – zarżał radośnie, zachwycony własnym poczuciem humoru. Że w Polsce rap narodził się w latach 90. To tak jak moja kariera, wszystko skumam – ucieszył się. Skrzywił się trochę, gdy dowiedział się, ze trzeba tam opowiadać o blokach, ale zaraz się ożywił: no to napiszemy dissa na tych prymitywów z bloków, że są głupi jak but.

Trochę zaniepokoiło go, że w rapie trzeba być szczerym, ale wzruszył ramionami. Zrobi się na Pudelku kilkaset tytułów o tym, że wyprodukowany przez nas raper jest najbardziej szczery, to wszelkie trendy i badania pokażą, że nie ma bardziej szczerego… Czy podczas tej rozmowy mówiono też o tym, że skoro największe hity tego hip-hopu lansuje się na YouTube, a fałszowanie liczby odsłon jest dziecinnie łatwe (do niedawna można było je po prostu dokupić), to otwiera to ogromne możliwości, tego nie wiem…

Rap o latach 90. w… Egipcie

W każdym razie gdy posłuchamy utworu stworzonego przez pana Taco, to wygląda on tak, jakby wszystkie wnioski ze zmyślonej przeze mnie narady w willi w Konstancinie zostały wprowadzone w życie.

Pokraczny utwór „Polskie tango” to po prostu publicystyka Tomasza Lisa przełożona nie tyle na język hip-hopowy, co na to, jakie jest wyobrażenie Lisa o tym języku. Początek utworu to opis lat 90. „myśmy byli w szoku - w sklepach tyle nowości, plastikowe zabawki, fajne nowe pornoski”. No i tu zaczyna się problem ze szczerością. Bo ów „raper”, inaczej niż inni, nie opowiada o czymś co przeżył, co pamięta z dzieciństwa, co przynajmniej widział na własne oczy. Pan Szcześniak urodził się w roku 1990 i to w Kairze gdzie jego ojciec pracował, jak piszą na Pudelku, w firmie „eksportowo-importowej”. I to w Egipcie i Chinach spędził całą pierwszą połowę lat 90. Nawija więc o tym, co na ówczesnych podwórkach skwitowano by niezbyt eleganckim „w d… byłeś, g… widziałeś”.

No i dalej jest o nieszczęsnych blokach, tyle że z perspektywy wilii w Konstancinie: „Mówi się >>szare bloki<<? Gdzie k… szare bloki? Tutaj wszystko pstrokate - baby, typy i yorki. Purpurowe siniaki”.

Komu najbardziej powinien przywalać raper z bloków według wizji Lisa? Oczywiście tym prymitywnym kibolom-patriotom! Jego „zięciowi” wychodzi to tak: „Bóg z nami, ch… z wami, trzy zdrowaśki, alleluja i do przodu - jazda z k…i”. To dopiero dowalił chamom w szalikach! Wprawdzie w latach 90., gdy do mojego ukochanego patologicznego Kotła Lecha Poznań chodzili Peja czy Fazi z Nagłego Ataku Spawacza, rap tworzyli kibole, ale co tam, napiszemy tę historię od nowa.

Dalej są „typowe” dla rapu tematy jak wyśmiewanie „nagonki na gender”, obrony polskiego węgla oraz antyszczepionkowców… Dla uwiarygodnienia się trochę zmieszane z tematami dla rapu faktycznie typowymi, jak policja i używki. No i najzabawniejsze: pożenienie rapu z lat 90 ze stwierdzeniami, że „w moim kraju ta oświata to jest ciemnota”. No więc szanowni panowie, zdradzę wam tajemnicę wielką, w rapie z lat 90. to widoczny był raczej konflikt raperów z instytucjami edukacji niż narzekanie, że w szkołach panuje ciemnota, bo nie ma w nich Karty LGBT…

Nie wierzę w Polskę jak w świętego Mikołaja

I na koniec najmocniejsze. Pan Filip rapuje: „Narodowe barwy mamy jak Santa Claus i to ma sens, bo przestałem wierzyć w Polskę dawno” oraz parodiuje wierszyk „Kto ty jesteś? Polak mały”. No więc takiego gówna nigdy w polskim rapie nie było. Jasne, bywała krytyka polskości w stylu „To my Polacy” 52 Dębiec, ale nie było chamskiego wyśmiewania się z symboli narodowych. Z polityków, nadużywających tych świętości, jak najbardziej, ale z samych świętości, za które pokolenia oddawały życie, nigdy…

Nie wątpię, że celem konstancińskiej szkoły rapu, jest wyprodukowanie, nie pierwszy raz w historii III RP, roczników młodzieży, które „przestały wierzyć w Polskę dawno”. Anulowanie wielkiej roboty, którą polski hip-hop zrobił głównie w ciągu ostatniego dziesięciolecia (tak, pamiętam i wcześniejsze pojedyncze utwory) by uczyć młodzież polskiej historii. By pan Taco był, jak powiedział jakiś czasie temu „głosem pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia”.

Bo kto przestanie wierzyć w Polskę, w wielowiekową historię wspólnoty, z której się wywodzi, ten może uwierzyć we wszystko. Nawet w to, że buntowniczy rap może powstawać w Konstancinie, a Platforma Obywatelska to rycerze walczący o naszą wolność.

„Raperzy nie są tak głupi, jak myślimy, tylko jeszcze głupsi”

I jeszcze jedno – z postawy Lisa i Szcześniaka przebija nieprawdopodobna wręcz pogarda dla dorobku polskiej kultury hip-hop, dla jej twórców i wartości. Wiara, że posługując się odpowiednimi socjotechnikami, można potraktować ją skrajnie instrumentalnie. Jednym słowem przebija z niej wyartykułowane niegdyś przez Lisa przekonanie, że ludzie (w tym przypadku raperzy i ich słuchacze) nie są tacy głupi, jak myślimy, tylko jeszcze głupsi. Że można słuchaczom rapu podać obleczone w tę samą formę przeciwne treści a „te barany” (Copyright Tomasz Lis) nic nie zauważą. Oczywiście Lis często gubi się, nie znając świata, który usiłuje naśladować i używa wulgarnego hasła akurat w dniu wyborów. Nie wcześniej, dla budowania wojowniczych nastrojów, a w chwili, gdy ważą się głosy niezdecydowanych.... Takie pomyłki to nie jego wina, ja też zgubiłbym się w czasie spaceru po Konstancinie.

„Mój kraj wyszedł z klatki, teraz się mota, moim krajem może rządzić byle miernota”.
- rapuje pan Taco.

No więc to nieprawda, pan z „teściem” nie będziecie tu rządzić już nigdy.

A poniżej moja rozmowa z Kaczmim z Nagłego Ataku Spawacza po początkach polskiego rapu na poznańskim Piątkowie: