Pod koniec listopada kandydatka Platformy na prezydenta, dopytywana, czy podpisałaby liberalizację ustawy dotyczącej możliwości wykonywania aborcji, powiedziała: "zastanowiłabym się, bo uważam, że sprawy związane z bezpieczeństwem i życiem kobiet są bardzo ważne i to nie jest tylko kwestia aborcji".

Oznajmiła wówczas również, że podpisałaby ustawę o związkach partnerskich, mimo, że jak sama zauważyła - "to, co jest małżeństwem, zapisane jest w konstytucji".

Z kolei zaledwie 4 dni temu (w czwartek) na spotkaniu z mieszkańcami Trzcianki, odpowiadając na pytanie o możliwość wprowadzenia aborcji na żądanie, powiedziała, że jej zdaniem "to kobieta powinna decydować o swoim życiu".

Dzisiaj Małgorzata Kidawa-Błońska odniosła się do "prezentu" Roberta Biedronia z okazji Dnia Kobiet, który wraz z posłankami Lewicy zaprezentował projekt liberalizujący przepisy dotyczące przerywania ciąży do 12. tygodnia. Biedroń zadeklarował, że taką ustawę jako prezydent podpisze.

Podczas konferencji prasowej, która odbyła się po spotkaniu z członkiniami gabinetu cieni Kongresu Kobiet, Małgorzata Kidawa-Błońska zganiła Biedronia, oceniając, że jego pomysł może być przeciwskteczny. 

- Od polityków wymagam doświadczenia i odpowiedzialności. Pan Robert Biedroń doskonale wie, jaki jest skład tego Sejmu i że taka ustawa nie znajdzie poparcia, natomiast może to spowodować, że znajdzie poparcie ustawa, która zaostrzy obowiązującą

- powiedziała. Jej zdaniem, to nie jest dobry ruch szczególnie w trakcie kampanii wyborczej. Jak dodała, "jest za tym, aby kobiety decydowały o swoim życiu".