I to nie tylko dlatego, że planszę zastąpiła gra wideo, a kolejne okrążenia dopisywane przez filmowców wyglądają jak doklejane na siłę tylko po to, by wycisnąć jeszcze trochę dolarów z tej cytryny sentymentów i wspomnień.

Reżyser Jake Kasdan w najnowszym filmie "Jumanji: Następny poziom" nie wychodzi ani o jotę poza schemat, który miłośnicy historii znają na wylot. Wiemy, jak to się zacznie, wiemy też, czym się skończy: drobne żonglerki scenariuszowe w postaci zamiany bohaterów (a może raczej ich awatarów) w alternatywnej rzeczywistości nieco komplikują cały przekaz, ale w gruncie rzeczy nie są niczym odświeżającym. Zadania i wyzwania, jakie stają przed bohaterami filmu są do bólu przewidywalne, traktowane zresztą jako pretekst do kolejnych scen, w których można pokazać coraz to bardziej wymyślne stwory stające na drodze młodzieży (tym razem wchodzącej już w dorosłość), która odkurza na strychu (w tej odsłonie w piwnicy) pamiętną grę.

Filmu nie ratują też kreacje aktorskie: i co prawda dobrze ogląda się Danny'ego De Vito, niemniej jednak całość sprawia wrażenie odcinania kuponów od dawnej chwały. Sądząc po wynikach frekwencyjnych (a przede wszystkim kasowych) kolejnych serii - zarówno z roku 2017, jak i tej najnowszej - sentyment do Jumanji jest wciąż olbrzymi. A że na emocjach i wspomnieniach całkiem nieźle robi się w kinie pieniądze, to i ta produkcja sukces zapewne osiągnie. Nie zmienia to jednak faktu, że "Następny poziom" nie jest przeznaczona do szerszego grona niż tylko pasjonaci i miłośnicy losów bohaterów zmieniających szarą i nudną codzienność na barwną przygodę, w której stają się kimś. 

Rzecz jasna można zauważyć i pozytywy: przy tak wielkim budżecie wszystkiego spartolić nie można: efekty specjalne pozwalają na momenty, w których można "Następny poziom" po prostu popodziwiać: ot, jak choćby w chwilach pościgu ze strusiami czy walk z dziwną odmianą małp, ale to jednak dużo za mało, by choćby w części zrównoważyć usterki i nudę, jaka płynie z ekranu. Również przemiany głównych bohaterów, które zachodzą jakby za sprawą przygody z Jumanji nie są wiarygodne: sztampa góruje nad królestwem Jumanji i w tym zakresie. I dlatego wszyscy ci, którym filmowa historia z Robinem Williamsem z roku 1995 kojarzy się bardzo dobrze i ciepło, powinni pielęgnować tamto wspomnienie, nie pozwalając na to, by zniszczyła je próba ich odtwarzania i rozszerzania w XXI wieku.  

Ocena: 3/10