Polański zekranizował powieść Roberta Harrisa o sprawie Alfreda Dreyfusa - historii francuskiego kapitana, który został niesłusznie oskarżony o zdradę stanu i skazany na dożywotnie więzienie. Nazwisko Dreyfusa i afery wokół jego przypadku do dziś jest punktem odniesienia w niezliczonych dyskusjach publicystycznych poświęconych prawom jednostki, lustracji i roli prawdy w codziennej polityce prowadzonej przez państwo. 

Filmu "Oficer i szpieg" nie da się jednak - a przynajmniej nie powinno, bo to mało uczciwa droga na skróty, prowadząca zresztą na manowce - zaszufladkować jako prosty głos w dyskusji. Produkcja, którą od kilku dni można zobaczyć na ekranach polskich kin, nie jest, wbrew obawom czy oczekiwaniom niektórych, jakąś wielką metaforą losów reżysera czy kolejną przegadaną połajanką przestrzegającą przed odrodzeniem antysemityzmu. Co prawda sam reżyser w wywiadach poświęconych filmowi mrugał okiem także i we wspomnianych wątkach, ale "Oficer i szpieg" jest historią o wiele szerszą, wręcz uniwersalną. To nie jest film o Polańskim, to nie jest film o antysemityzmie Francuzów, nie jest to też jakaś tania lekcja o tym, że polityka jest z natury zła i obarczona szeregiem moralnych kompromisów. Tak, wszystkie te sprawy Polański sygnalizuje, ale idzie dalej, nie zatrzymując się na prostych (by nie rzec: prostackich) polach analizy.

Przede wszystkim historia Alfreda Dreyfusa jest wielkim kawałem dobrego kina historycznego. Polański raz jeszcze udowadnia, że potrafi zadbać o klimat i szczegóły odtwarzanej przez siebie epoki. W "Oficerze i szpiegu" nie ma nawet krzty miejsca na przypadek czy nieprofesjonalizm. Efektowną troskę o detale widać niemal wszędzie: w strojach, przyciemnionych pokojach i gabinetach, w których odbywa się akcja filmu, elementach wojskowych rytuałów XIX-wiecznej Francji, wreszcie: w zhierarchizowanej do granic ówczesnej (czy tylko ówczesnej...?) polityce. 

To ostatnie pole widać doskonale w przypadku głównego bohatera, Georgesa Picquarta, którego świetnie gra Jean Dujardin. Po tym, gdy Picquart zostaje szefem francuskiego kontrwywiadu, zaczyna odkrywać kolejne piętra mniejszych i większych manipulacji przy sprawie Dreyfusa (w roli samego zainteresowanego Louis Garrel). Na marginesie tego procesu, Polański świetnie rekonstruuje ponadczasowe problemy ze zmianą zastanych zwyczajów i układów w ramach instytucji, korporacyjną obroną własnych interesów przez kolejne mniej lub bardziej wpływowe kasty, a przypadek Picquarta jest dla niego przesłanką do gorzkiej refleksji o tym, czy jeden człowiek w politycznej maszynie może skutecznie pójść pod prąd. Warto tutaj wyróżnić drugoplanowe, ale ważne i dobrze zagrane role majora Henry'ego (Grégory Gadebois) i kochanki Picquarta, Pauline Monnier (tutaj niebanalna rola Emmanuelle Seigner).

Przypadek Dreyfusa to w "Oficerze i szpiegu" jeszcze jeden powód do refleksji nad tym, jakie znaczenie mają prawda i lojalność wobec wartości, a nie przełożonych, w wielkim mechanizmie dużego państwa, armii, służb specjalnych, sądów, mediów i opinii publicznej. W kreślonej przez Polańskiego opowieści sędziowie są przekupni i gotowi bronić własnej korporacji, media gonią za pożywką (co z tego, że fałszywą) dla coraz głodniejszych czytelników, szefowie służb za wszelką cenę bronią swojej pozycji, a wojskowi dobrej opinii o armii. Czy naprawdę ponad sto lat później standardy są inne? Czy dobre imię niewinnego człowieka może coś znaczyć przy narzędziach, jakim dysponują silne państwa, wzmocnione podgrzewaczami emocji w mediach (w tym także społecznościowych)? Uniwersalizm opowieści Polańskiego jest największą siłą filmu "Oficer i szpieg". W tej historii zarówno antysemityzm Francuzów, jak i uprzedzenia części aparatu państwowego to ledwie przesłanka do szerszej refleksji, którą polski reżyser (pojawia się na filmowej scenie na kilka sekund) kreśli z artystycznym rozmachem i pełnym profesjonalizmem.

Co ważne, "Oficer i szpieg" nie jest też wyłącznie filmem skierowanym do pasjonatów historii czy nawet szerzej - polityki. To także kapitalnie skonstruowana opowieść, która wciąga widza na ponad dwie godziny pięknego seansu, który - last, but not least - jest również przesłaniem na poziomie moralnym, dającym widzom nadzieję na katharsis i na to, że polityka to nie tylko cyniczna gra o sumie zerowej. Mistrz Polański w dużej formie. 

Ocena: 8/10