"Solid Gold": ten film miał wstrząsnąć Polską. Tymczasem to zaledwie poprawnie odgrzany kotlet

Janusz Gajos w filmie "Solid Gold" / fot. mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

  

"Solid Gold", który trafił kilka dni temu na ekrany polskich kin to film co najwyżej poprawny (jeśli nie mierny...), do tego schematyczny i przewidywalny, niemniej jednak z pewnością znajdzie swoją niszę na naszym rodzimym rynku weekendowej rozrywki. W swoim głównym przekazie wybrzmiewa jako niemalże prawicowa agitka, skupiająca jak w soczewce niemal wszystkie obawy i intuicje krytyków III RP.

Zaskakujące? Być może, ale trudno nie zauważyć, że jedną z głównych myśli, jaką przekazuje Bromski, snując opowieść o Polsce za czasów afery Amber Gold (nawiązania są więcej niż jednoznaczne), jest ta potwierdzająca najgorsze przeczucia tropiących układy i układziki po roku 1989. Jak bowiem inaczej nie interpretować fabularnej historii o rosnącej z rozmachem piramidzie finansowej, którą pociągają za sznurki szemrani biznesmeni z politycznymi układami? Gdyby komuś było mało, to wspomniani macherzy i tak są tylko pionkami w grze... emerytowanych wojskowych oficerów (SB lub WSW) w charakterystycznych pulowerkach i prochowcach. 

W tej logice "Solid Gold" jest ewidentnym nawiązaniem, momentami wręcz kopiującym w skali 1:1 rozwiązania z takich filmów jak "Układ zamknięty" czy "Uwikłanie". Gdy esbecki generał (w niezłej roli Olgierda Łukaszewicza) rzuca do trzęsącego trójmiejskim półświatkiem Tadeusza Kaweckiego (Andrzej Seweryn): "Raz z nami, na zawsze z nami”, rzucając mimochodem, że "ci z listy najbogatszych Polaków zaczynali z nami", nawet najbardziej zagorzały zwolennik Komitetu Obrony Demokracji nie może mieć złudzeń, że wyjdzie z innym niż "pisowski" przekazem. Na tym tle niemal jeszcze większego smaku nabiera dyskusja wokół samego filmu i jego potencjalnego wpływu na wynik minionych wyborów parlamentarnych (w końcu to dlatego ostatecznie film trafił do kin w piątek, a nie jak pierwotnie planowano - 11 października). 

No dobrze, powie ktoś nie bez racji, przesłanie przesłaniem, ale co z filmem? Czy ukazanie macek ośmiornicy z pogranicza mafii, polityki, samorządu i służb specjalnych wystarczy, by stworzyć niezłe dzieło artystyczne? Niestety, tym razem nie idzie to z sobą w parze. Bromski poszedł na skróty, tworząc poprawny, ale w gruncie rzeczy niewybijający się niczym szczególnym obraz sensacyjny, jakich wiele na mapie polskiego kina. Scenariusz snutej opowieści jest przewidywalny, oparty o zgrane do bólu role (jak dobrego emerytowanego gliny - w tej roli Janusz Gajos), a drugoplanowe postaci są momentami wręcz absurdalnie nieautentyczne. Widać to zwłaszcza w kontraście - o ile stara gwardia (wspomniani Łukaszewicz, Gajos i Seweryn) dają radę, utrzymując film na dobrym artystycznym poziomie, o tyle młodsi koledzy wspomnianego tercetu (Piotr Stramowski, Mateusz Kościukiewicz) nakreśleni są w zasadzie kabaretowo, choć w założeniu mają straszyć widza. Kobiece role Marty Nieradkiewicz i Danuty Stenki są niezłe, ale i im brakuje czegoś do sforsowania bram przeciętnej poprawności. 

Momentami fabuła zakręca całkiem interesująco, by niestety za chwilę znów wrócić na nudnawe tory. Akcja jest zbyt przeciągnięta, szarpana, a szkicowane wątki nie tworzą spójnej całości. Symbolem niech będzie spotkanie rosyjskiej mafii, która próbuje wywierać presję na gdańskich gangsterów - nie jest ani straszne, ani nie wnosi przesadnie wiele do fabuły. Bromski wrzuca w ten sposób do filmowego barszczu szereg scenariuszowych grzybów, które od biedy można potraktować jako mrugnięcia okiem reżysera, ale jest tego zbyt dużo, a do tego w sposób przerysowany, a momentami przaśny. 

Opowieść o aferze Amber Gold to temat absolutnie filmowy - wie o tym każdy, kto choć na podstawowym poziomie zapoznał się z działalnością komisji śledczej kierowanej przez Małgorzatę Wassermann. Jacek Bromski nie skorzystał z tego dorobku, idąc na fabularne skróty, a przy tym okraszając swój przekaz poziomem artystycznym, który z wielką sympatią można nazwać ledwie umiarkowanym. Zawsze dobrze jest popatrzeć na jak zwykle świetnych Seweryna, Gajosa czy Łukaszewicza, sympatycy prawicy mogą zostać mile połechtani wizją Polski, jaką pokazuje "Solid Gold", ale jeśli to nie brzmi dla państwa zachęcająco, to dwie i pół godziny w kinie można chyba przeznaczyć na inny film. 

Ocena: 5/10

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Wicepremier zapewnia: rząd chce wzmacniać Wojska Obrony Terytorialnej. "Stawiamy na rozbudowę"

/ https://twitter.com/MAPGOVPL/status/1203672317370474502/photo/1

  

Wicepremier Jacek Sasin w Hrubieszowie (Lubelskie) podczas uroczystości złożenia przysięgi przez żołnierzy 2. Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej im. mjr. Hieronima Dekutowskiego podkreślił: stawiamy na rozbudowę polskich sił zbrojnych, zarówno wojsk zawodowych jak i wojsk obrony terytorialnej. Polska przeznacza każdego roku „potężne kwoty z budżetu państwa” na siły zbrojne, realizowany jest program ich modernizacji, kupowany jest nowoczesny sprzęt.

Wicepremier powiedział, że plan bezpieczeństwa i obrony Polski opiera się o mocne sojusze w ramach Paktu Północnoatlantyckiego i sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, ale jak podkreślił, również o własne, mocne i gotowe do obrony Rzeczypospolitej siły zbrojne.

Tylko tacy sojusznicy się liczą, którzy sami są silni i do tego sojuszu mogą wnosić wartość własnej siły i własnych możliwości obronnych. Dlatego tak mocno stawiamy na rozbudowę polskich sił zbrojnych

– zaznaczył Sasin.

Podkreślił, że Polska przeznacza każdego roku „potężne kwoty z budżetu państwa” na siły zbrojne, realizowany jest program ich modernizacji, kupowany jest nowoczesny sprzęt.

Sasin dodał, że wojska obrony terytorialnej jako pierwsze mają reagować na różnego rodzaju zagrożenia.

Chcemy wzmacniać te wojska. Cieszy mnie, że już 24 tys. żołnierzy dzisiaj służy w wojskach obrony terytorialnej. Będziemy rozwijać, nie tylko ilościowo, ale również jakościowo, te oddziały

– zadeklarował wicepremier.

Podkreślił, że WOT są już stałym elementem Wojska Polskiego i jak żadna inna formacja realizują oczekiwanie, żeby wojsko służyło narodowi.

„Nie tylko zapewniacie nam wszystkim Polakom bezpieczeństwo, ale również jesteście zawsze tam, gdzie potrzeba pomocy. W przypadku zdarzeń losowych, klęsk żywiołowych żołnierze wojsk terytorialnych są zawsze na miejscu i są najbardziej skuteczni, bo znają teren, znają ludzi, wiedzą, jak tą pomoc nieść w sposób najlepszy”

– dodał Sasin.

Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak poinformował, że w ubiegłym tygodniu w czasie weekendu ponad 500 żołnierzy wojsk obrony terytorialnej w Polsce złożyło przysięgę wojskową, a w czasie mijającego weekendu - kolejne 500.

To świadczy o tym, że wojska obrony terytorialnej rozwijają się liczebnie, ale rozwijają się także, jeśli chodzi o umiejętności, jeśli chodzi o ćwiczenia. Ta służba się rozwija. To jest bardzo dobra informacja dla bezpieczeństwa Polski

- ocenił minister.

Błaszczak podkreślił, że część żołnierzy WOT wiąże swoją przyszłość ze służbą w wojskach operacyjnych. „To bardzo dobry wybór. Bardzo się z tego cieszę, bo wojsko polskie musi być liczniejsze i tak się dzieje” – dodał.

W Hrubieszowie przysięgę wojskową złożyło 83 żołnierzy ochotników 2. Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej im. mjr. Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora”. Ukończyli oni intensywne, szesnastodniowe szkolenie podstawowe na terenie jednostki wojskowej w Chełmie.

Była to siódma w tym roku przysięga żołnierzy obrony terytorialnej w Lubelskiem. Żołnierze złożyli ją na sztandar Lubelskiej Brygady WOT, który we wrześniu dowódca brygady odebrał z rąk prezydenta Andrzeja Dudy. Wcześniej Terytorialsi z Lubelszczyzny składali przysięgę na historyczny sztandar 9. Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej.

Podczas uroczystości 44 żołnierzy OT otrzymało promocję na stopień kaprala. To żołnierze, którzy ukończyli czwartą edycję kursu „Sonda”. Jest to kurs podoficerski, skierowany wyłącznie do żołnierzy-ochotników Wojsk Obrony Terytorialnej. Trwa kilka miesięcy, obejmuje zajęcia praktyczne i teoretyczne.

Pionierem tego kursu jest Lubelska Brygada OT. W kwietniu 2019 roku rozpoczął się w tej brygadzie pierwszy taki projekt, a w sierpniu w Lublinie, zostali mianowani pierwsi jego absolwenci. Dotychczas 2 LBOT zrealizowała trzy edycje tego kursu, a promocje na stopnień kaprala otrzymało w sumie dotychczas ponad 120 żołnierzy. Jeszcze w grudniu ma ruszyć nabór do czwartej edycji.

Wojska Obrony Terytorialnej w woj. lubelskim liczą ok. 3,5 tys. żołnierzy, a ponad 26 proc. stanowią studenci i uczniowie. Średnia wieku żołnierza WOT w Lubelskiem to 32 lata. W skład 2. Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej wchodzi pięć batalionów lekkiej piechoty, dyslokowanych w pięciu rejonach województwa lubelskiego: w Lublinie, Dęblinie, Białej Podlaskiej, Chełmie i Zamościu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl