Wielka w tym zasługa duetu, wokół którego stworzona jest cała fabuła. Gra aktorska Salmy Hayek i Aleca Baldwina jest czymś, co po prostu warto zobaczyć, a co przy okazji niweluje wszelkie niedostatki scenariuszowe i nie zawsze udane dowcipy, których - niestety - nie brakuje i w "Imprezowych rodzicach". Hayek i Baldwin w roli szalonego małżeństwa Nancy i Franka Teagartenów są klasą samą w sobie, a ekspresji i energii mają tyle, że spokojnie mogliby obdarować nimi kilka par 30-latków (choć sami zaczęli już przecież w swoim życiu odpowiednio szóstą i siódmą dekadę). Forma tych dwojga ustawia cały film, a żarty, które byłyby zapewne odebrane jako takie sobie w wykonaniu innych aktorów, dzięki Hayek i Baldwinowi śmieszą widzów podwójnie.


Pomysł na film jest bardzo prosty. Oto wspomniane wcześniej małżeństwo odwozi 19-letnią córkę na studia, do oddalonego o ładnych kilka godzin drogi internatu, i wraca do swojego domu. Tutaj jednak zamiast cieszyć się sobą Nancy i Frank muszą zmierzyć się z wyczyszczonym do zera kontem i kiepskimi perspektywami na przyszłość. Pomysł na sprzedaż ogrodową kilku fantów z rodzinnych pieleszy nie zdaje egzaminu (choć uruchamia interesującą lawinę zdarzeń, na której końcu znajduje się nieoczekiwana puenta oparta o nowatorski start-up). Niemniej jednak piętrzące się trudności w połączeniu z dość osobliwym charakterem małżeńskiej pary (a także ich łatwością do sięgania po alkohol, stąd angielski tytuł "Drunk Parents") tworzą rzeczywistość, za którą trudno nadążyć. Nie zdradzając zbyt wiele ze zwariowanej fabuły, naszpikowanej kolejnymi fabularnymi zwrotami przez rufę, powiedzmy tylko, że w ciagu zdarzeń mamy między innymi wynajem domu sąsiada, oskarżenie o pedofilię czy walkę z gangiem porywaczy i rabusiów meblowych. 

Brzmi jak absurdalny rollercoaster? I dobrze, bo tak właśnie jest. W tle prowadzonych wysiłków o odzyskanie stabilności finansowej, uratowanie się od więzienia, wreszcie - połatanie kompletnie zdezelowanych relacji rodzinnych (z przekomicznym wątkiem dzieci siostry filmowej Nancy), znajduje się jednak bardzo interesujące przesłanie. Po pierwsze - by nie oceniać nikogo po pierwszym rzucie oka i pozorach, a po drugie - że prawdziwych wartości nie niosą wyfiokowane wielkomiejskie elity oderwane od rzeczywistości, a proste osoby, za którymi może i ciągną się nie do końca wesołe historie, ale jednak oparte o realne, trudne doświadczenia, a nie teatr dla sąsiadów. 

Trudno nazwać "Imprezowych rodziców" klasyczną komedią familijną, bo postaci odgrywane przez Hayek i Baldwina są dalekie od wzorca dobrych małżonków (choć rodziców już prędzej), ale niewątpliwie gdzieś w filmowym kodzie DNA produkcja ta niesie ze sobą wartości prorodzinne, nawet jeśli na pierwszy rzut oka niezauważalne. Jak już jednak mówiliśmy, film Freda Wolfa każe widzom zejść głębiej niż tylko pozory i odkryć to, co przykurzone. A przy okazji zdrowo pośmiać się przy momentami mało dżentelmeńskim, odartym z poprawności politycznej poczuciem humoru twórców produkcji. Bardzo dobry wybór na półtorej godziny weekendowego odprężenia!

Ocena: 7/10