Scenariusz w takich animacjach nie jest najważniejszy - niemniej jednak walka dziarskiego psiaka Maxa o to, by oswoić się z nowym mieszkańcem (który dopiero co przyszedł na świat) własnego domu, a następnie - już podczas wyprawy na wieś - pokonać własne niedoskonałości budzi sporo dobrych emocji. Czworonożni bohaterowie "Sekretnego życia..." stają też - nieco z przypadku - na drodze do sukcesu rosyjskiego cyrku, którego właściciel chce dorobić się na strachu i cierpieniu pięknego tygrysa. Koty, psy i królik, którzy na codzień nie są w stanie upilnować gumowej zabawki, tym razem muszą wykrzesać w sobie mnóstwo odwagi, by stawić czoła nie tylko przebiegłemu Rosjaninowi, ale i jego wilczurom i sprytnej małpce. Brzmi nieco naiwnie? Tylko na pierwszy rzut oka. Pod płaszczykiem tej prostej historii twórcy wysyłają wyraźny sygnał widzom - o tym, że warto i trzeba marzyć, że przeciwności i trudności nie są końcem świata (nawet jeśli na początku tak się może wydawać), wreszcie: że współpraca i przyjaźń to o wiele lepsze wybory niż indywidualne gierki i zamykanie się szczelnie w czterech ścianach pozornie szczęśliwego, pełnego egoizmu świata. Film jest też doskonałym studium, które pokazuje, jak wartości, fundamenty i styl życia zwierząt "miejskich" mogą być uzupełniane, a nawet korygowane przez zwierzaki, które na co dzień przebywają na wsi, wychowani w innych warunkach i zwyczajach. 

Dużą wartością animacji (a przy tym źródłem dobrego śmiechu) jest precyzyjne, niemal chirurgiczne odtworzenie zwyczajów poszczególnych gatunków. I tak w odruchach, zachowaniach i przyzwyczajeniach kotki Chloe właściciele i miłośnicy kocurów dostrzegą jak w lustrze charakterologiczne reakcje swoich pupilów - cynizm, wyrafinowanie, nieokazywanie emocji i pozorną oziębłość. Z kolei psie "role" w tym filmie to odbicie tego wszystkiego, za co kochamy merdające ogonem czworonogi: eksplozję radości, wierność, a przy tym regularną głupawkę, jaka przejmuje dominację nad psim życiem. "Społeczne" role psów, kotów (ale i indyków, królików, wilków i innych zwierząt) są pokazane naprawdę nieźle, zwłaszcza w scenach, w których filmowy pies jest zmuszony do udawania kota. Scena z manipulacyjnym wykorzystaniem fenomenu laserowego światełka jest rewelacyjnym mrugnięciem okiem do każdego, kto choć przez chwilę walczył z tą osobliwą pasją własnych kotów. 

Wszystko to sprawia, że na tego rodzaju bajki jak "Sekretne życie zwierzaków domowych" śmiało można wybrać się całą rodziną; jest to najlepszy z możliwych gatunków familijnego kina. Najmłodsi będą w napięciu przeżywać perypetie czworonogów, chłonąc dobry, pozytywny i otwarty świat, jaki wygrywa w omawianej animacji. Z kolei dorośli będą mogli sobie przypomnieć kilka refleksji, być może zagubionych i zapomnianych w codziennej, korporacyjnej rzeczywistości. Jeśli z kina możemy wyjść uśmiechnięci, pełni nadziei i nastawieni optymistycznie, to chyba jest to wystarczająca zachęta, by odwiedzić świat Maxa i spółki.

8/10