„Gazeta Polska” dotarła do wyników kontroli posesji dzierżawionej przez polityka. Pozdejmowane framugi w drzwiach oraz oknach, gniazdka i kontakty elektryczne, a nawet… boazeria.
 
Jacek Liziniewicz opisał na łamach „Gazety Polskiej”, w jakim stanie zostawił po sobie leśniczówkę Cimoszewicz.

Terminu pierwszej rozprawy jeszcze nie wyznaczono.

Tymczasem pojawił się pomysł, aby właśnie na rozprawę czytelnicy i sympatycy „Gazety Polskiej” w ramach protestu przyszli ze starymi gniazdkami elektrycznymi, kablami, a nawet muszlami klozetowymi – jednym słowem wszystkim, co można byłoby przekazać Cimoszewiczowi, aby nie musiał dewastować biura w Brukseli.

O terminie i miejscu pierwszej rozprawy będziemy informować.