Towarzysz Cimoszewicz chce likwidacji IPN. "Naukowcy do nauki" - wezwał na antenie TVN24

Włodzimierz Cimoszewicz / fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

  

W kręgach Koalicji Europejskiej pojawił się kolejny głos w temacie likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej. Kiedyś takim postulatem szermował Grzegorz Schetyna, a dziś co nieco w tym temacie powiedział nowy koalicjant Platformy - Włodzimierz Cimoszewicz. - Dojrzewa myślenie, że ta instytucja [IPN] zostanie zlikwidowana - powiedział były premier, który w nadchodzących wyborach ma prawdopodobnie zostać jedynką Koalicji Europejskiej w Warszawie.

– Dojrzewa myślenie, że ta instytucja [IPN] zostanie zlikwidowana. Sprawy dotyczące przeszłości powinny być rozpatrywane w normalnym trybie, przyzwoici prokuratorzy powinni iść do pracy w prokuraturze, a naukowcy do nauki

– powiedział w TVN24 o lnstytucie Pamięci Narodowej Włodzimierz Cimoszewicz, były premier, a obecnie jedna z twarzy Koalicji Europejskiej. Nieoficjalnie mówi się, że Cimoszewicz miałby być jedynką KE w wyborach do Parlamentu Europejskiego w okręgu warszawskim.

Cimoszewicz przez długie lata związany był z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, a wcześniej - od 1971 r. aż do jej rozwiązania - z Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą. Włodzimierz Cimoszewicz pochodzi z resortowej rodziny – jego ojciec był żołnierzem Głównego Zarządu Informacji Wojskowej – formacji powołanej przez Sowietów.

Włodzimierz Cimoszewicz należy do aktywnych krytyków obecnego rządu. W ostatnich latach można było go zobaczyć również m.in. na kontrmiesięcznicy smoleńskiej.

O likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej w kręgach obecnej opozycji mówi się już od dłuższego czasu. 

- Zapowiadam dzisiaj, zlikwidujemy IPN. Badanie historii nie może służyć manipulowaniu faktami, nie możemy pozwolić na to, by niszczono legendy i bohaterów, by urzędnicy pisali historię na zlecenie politycznych mocodawców

- mówił jesienią 2016 r. Grzegorz Schetyna podczas konwencji Platformy Obywatelskiej.

Ostatnio z pomysłem likwidacji IPN wyszedł również lider partii "Wiosna", Robert Biedroń, który upatruje w tym działaniu oszczędności.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: 300polityka, TVN24, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Większość Niemców nie ufa swoim europosłom. A idąc do wyborów... nie znają kandydatów

Zdjęcie ilustracyjne / Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

Większość Niemców nie ufa swoim przedstawicielom pracującym w Brukseli - wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Bertelsmanna. Na przeciwległym krańcu skali są burmistrzowie i samorządowcy.

Politycy działający na poziomie europejskim cieszą się zaufaniem 28 proc. niemieckich obywateli - wynika z sondażu, którego rezultaty zostały opublikowane dziś przez Fundację Bertelsmanna. Jest to najniższy wynik wśród wszystkich kategorii działaczy sceny politycznej.

Drugi od końca wynik osiągnęli politycy szczebla federalnego - 32 proc. Znacznie lepiej są oceniani politycy na szczeblu krajów związkowych. Ufa im 43 proc. respondentów.

Kilka dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego Niemcy najlepiej oceniają burmistrzów i samorządowców. Mogą się oni pochwalić zaufaniem na poziomie odpowiednio 64 proc. i 48,5 proc.

Koreluje to do pewnego stopnia z innymi badaniami przeprowadzonymi na początku kwietnia br. Wynika z nich, że 35 proc. ankietowanych z 10 krajów związkowych, w których jednocześnie z wyborami do PE odbędą się wybory samorządowe, uważa te ostatnie za ważniejsze. Tylko 16 proc. jest odwrotnego zdania. 46 proc. respondentów nadaje obu głosowaniom taką samą rangę.

Względnie niskie zainteresowanie Niemców polityką europejską obrazuje fakt, że 45 proc. z nich miesiąc przed wyborami do PE nie znało żadnego spośród dziewięciu czołowych kandydatów partii reprezentowanych obecnie w Bundestagu - ustalił sondaż instytutu badań społecznych YouGov z 24 kwietnia.

Najbardziej rozpoznawalna (39 proc.) jest kandydatka socjaldemokratów, minister sprawiedliwości w rządzie Angeli Merkel - Katarina Barley. Tuż za nią z wynikiem 35 proc. uplasował się przewodniczący narodowo-konserwatywnej Alternatywy dla Niemiec (AfD) Joerg Meuthen.

Kandydata Europejskiej Partii Ludowej na szefa Komisji Europejskiej, bawarskiego chadeka Manfreda Webera zna już jednak tylko 26 proc. Niemców. Tyle samo, co sekretarz generalną liberalnej FDP Nicolę Beer.

Daleko w tyle pod względem rozpoznawalności pozostaje "jedynka" Lewicy Oezlem Alev Demirel i Zielonych Ska Keller (7 proc.).

Tylko jeden spośród dziewięciu kandydatów przekroczył próg rozpoznawalności 50 proc. wśród własnych wyborców. Jest nim Joerg Meuthen. Zna go 54 proc. sympatyków AfD.

Rezultaty badań demoskopijnych odzwierciedlają federalny charakter państwa, jakim są Niemcy, gdzie wiele najważniejszych dla obywateli decyzji dotyczących na przykład edukacji, czy bezpieczeństwa zapada na poziomie landów. Nie bez znaczenia jest też obowiązujący (poza wyborami europejskimi) mieszany system wyborczy, który wymusza na politykach lokalnych bliski kontakt z elektoratem i osobiste zabieganie o jego przychylność.

Z sondażu przeprowadzonego w piątek na zlecenie publicznej telewizji ZDF wynika, że w wyścigu do Parlamentu Europejskiego prowadzi CDU/CSU (30 proc.). Na 19 proc. głosów mogą liczyć Zieloni, a SPD na 17 proc. Na AfD chce głosować 12 proc. obywateli, a na Lewicę i FDP, odpowiednio 7 proc. i 5 proc.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl