Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Tusk kręci porno. Dawid Wildstein o wściekłych, hejterskich narracjach mainstreamu

Za PRL-u propagandowe cyngle atakowały dziennikarzy opozycyjnych za pomocą fejków o ich życiu prywatnym. Wymyślali kolejne pornograficzne historie, mające zdyskredytować tych ludzi. Dziś te same prowokacje powtarza uśmiechnięta Polska. Przy tej okazji warto zauważyć niebywałą wprost hipokryzję środowisk, które na co dzień wycierają sobie gęby sloganami o feminizmie. Mówi to wiele o standardach panujących w tych „postępowych” środowiskach - pisze Dawid Wildstein w "Gazecie Polskiej".

Działania funkcjonariuszy służb mundurowych oraz „anonimowe” nękanie, jakich doświadczyli ludzie powiązani z Republiką, w normalnej demokracji powinny wywołać skandal. Jednak równie niepokojąca jest narracja, jaką natychmiast zaczęły snuć o tych wydarzeniach zarówno władza, jak i jej propagandowe media.

Ofiara sprawcą

Mieliśmy do czynienia z próbą przemilczenia, bagatelizacji albo ośmieszenia tej sytuacji. Część mediów usiłowała sprowadzić to wszystko do histerii „prawicowych dziennikarzy”, którzy wyolbrzymiają sprawę, nadają jej absurdalną rangę, wszędzie „wietrzą spiski”, po prostu robią z igły widły. 

Wyjątkowo kuriozalne, zważywszy na to, że dobrze wiemy, co działoby się, gdyby jedna dziesiąta tego wydarzyła się wobec jakiegoś dziennikarza TVN za czasów rządu PiS. Kilka rezolucji opisujących „polski faszyzm” ze strony Brukseli byłoby absolutnym minimum. 

Wróćmy jednak na nasze podwórko – niektóre media Tuska poszły dalej, usiłując za pomocą sztuczek propagandowych rodem z PRL-u z ofiary zrobić sprawcę. Okazuje się, że według ich narracji wszystko to teatrzyk Republiki, mający podbić jej oglądalność, spowodować, że będzie o niej głośno. 

Jedna z autorek Oko Press (co prawda wprost tego nie stwierdziła, zapewne z ostrożności procesowej) cały swój tekst skonstruowała na zasadzie opisu „profitów”, jakie miała odnieść z tej sytuacji Republika. To, co tylko sugerują propagandystki władzy, podchwytują i rozpowszechniają ich odbiorcy, a także powiązane z władzą farmy trolli, otwarcie mówiąc o „ustawce” Republiki. 

Równocześnie władza i jej przekaźniki używają jeszcze jednej broni propagandowej, także wyjętej z technik operacyjnych służb PRL (czy dzisiejszych białoruskich bądź rosyjskich), jeszcze bardziej obrzydliwe niż opisane powyżej. Rozpuszczono gigantyczną liczbę fejków, insynuacji oraz celowych niedomówień odnoszących się do prywatnego życia ludzi związanych z Republiką, opisujących rzekomo dwuznaczną sytuację, w jakiej policja miała zastać Tomasza Sakiewicza i jego asystentkę. 

Zwróćmy uwagę na sprzeczność obu tych narracji – albo Republika zrobiła to wszystko specjalnie, albo jej prezes został „przyłapany”. Znów, tego typu niekoherencja jest typowa dla operacji defamacyjnych służb. Priorytetem nad spójnością przekazu jest jego masowość i agresywność, żeby zdominował on jak najbardziej przestrzeń debaty publicznej. 

Operacja służb

W tę operację zaangażowały się najważniejsze postacie z kręgów obecnej władzy. Wiceszef „Gazety Wyborczej”, jednej z najbardziej ordynarnych tub propagandowych Tuska, Bartosz Wieliński, wrzucił obrazek odwołujący się do filmu „Miś”, z którego wynikało, że w mieszkaniu Sakiewicza trwała orgia, w której uczestniczyli po prostu menele. Giertych i Brejza wprost sugerowali, że skuta asystentka Sakiewicza świadczyła mu wiadome usługi, przy okazji kłamiąc, że wyciągnięto ją z jego mieszkania nocą. 

W podobne tony uderzyli posłanka Gasiuk-Pihowicz, a także „ksiądz” Sowa, znany z tego, że bardziej niż w Chrystusa wierzy w Tuska, brat czołowego polityka Koalicji Obywatelskiej. Uwagi o „niekompletnie odzianym” Sakiewiczu, mające wywołać oczywiste skojarzenia, wypuszczali z siebie także na wizji funkcjonariusze neo-TVP (Biedrzycka). 

W ten sposób „bokserki” Sakiewicza okazały się dla wielu mediów istotniejsze niż to, w jaki sposób zachowywała się policja (zresztą tytuł wspomnianego tekstu Oko Press brzmiał: „Bokserki Sakiewicza” – typowa taktyka utrwalania określonego przekazu i skojarzeń). W wersji równie prymitywnej, ale dodatkowo zwulgaryzowanej, kłamstwa te podchwyciły powiązane z KO farmy trolli, zalewając nią cały internet.

Należy tu zwrócić uwagę na tempo, w jakim zareagowały tuby propagandowe władzy. Narracja ta pojawiła się właściwie w tym samym momencie, co informacja o nielegalnej interwencji policji w mieszkaniu Sakiewicza. W sposób oczywisty sugeruje to, że była ona zawczasu przygotowana.  

Jednak nawet przyjmując mniej prawdopodobną możliwość, że po prostu władza tak błyskawicznie zareagowała, niewiele to już zmienia. Po pierwsze, pokazuje to, że tego typu mechanizmy propagandowe, typowe dla operacji wschodnich służb, po prostu tkwią tak głęboko w uśmiechniętej Polsce, że stały się naturalne, wręcz odruchowe. Po drugie, nawet jeśli nie było tak od początku, to aktualnie należy tę sytuację traktować jak operację służb, mającą na celu zdyskredytować, zniszczyć wolne media. Władza chce pokazać wobec Republiki swoją siłę, bezwzględność i brutalność, stosując środki, do których wcześniej się nie posuwała. 

Co równie istotne, dostała od powiązanych z nią środowisk sygnał, szczególnie tych propagandowych, że będą one ją w tym wspierać, wręcz w tym współuczestniczyć. 

Piekło kobiet

Uderzająca jest bezczelność tego kłamstwa (wystarczy zobaczyć filmik, udostępniony przez samego Sakiewicza, żeby zobaczyć, że o żadnym in flagranti nie mogło być mowy, nie działo się to też w nocy, tylko w biały dzień, o godz. 13), a także jego brutalność. Jego głównym celem jest oczywiście Republika, jest to również uderzenie w rodzinę Sakiewicza, usiłuje się w ten sposób zniszczyć jego małżeństwo.

Jednak najsilniejszy cios trafia w asystentkę. To na niej skupia się najbardziej bezpośredni atak, widać to wyraźnie w komentarzach trolli pod kolejnymi wpisami propagandowych pudeł rezonujących, takich jak wspomniany już Wieliński, Gasiuk-Pihowicz etc. To asystentka jest obiektem najbardziej wulgarnych określeń, jest najostrzej wyzywana i atakowana. Robi się z niej menelicę, prostytutkę, seksualną niewolnicę albo sprzedaną, pozbawioną moralności osobę, która usiłuje przez łóżko zdobyć odpowiednie frukta. Opisywana jest niczym aktorka taniego porno. 

Cała ta potworna lawina hejtu wymierzona jest w osobę prywatną, która przecież sama nie występuje publicznie, nie jest konotowana politycznie, w jej rodzinę. Staje się ladacznicą, którą należy napiętnować, opluć, zmieszać z błotem.

W ten sposób służby realizują dwa zadania. Usiłuje się wyszukać najsłabsze ogniwo. Wiadomo bowiem, że szybciej złamie się osoba prywatna czy jej rodzina niż ktoś, kto od lat przyzwyczajony jest do rozmaitych ataków. 

Jednak jeszcze ważniejsze jest to, że w ten sposób uśmiechnięta władza, działając niczym typowa mafia, wysyła jednoznaczną groźbę. Komunikat jest oczywisty. Patrzcie, co się dzieje, jak z nimi współpracujecie – każdy oberwie, nie myślcie, że to, iż jesteście osobami prywatnymi, cokolwiek zmieni. 

Zresztą, poza intensywnością działań, nie jest to żadne novum, jeśli chodzi o uśmiechniętą Polskę. Giertych usiłował osiągnąć swoje cele, uderzając właśnie w kobiety i ich dzieci. On i jego cyngle nie ukrywali więc zachwytu, podniecenia faktem, jak mogą gnębić właśnie te osoby. Dokładnie to samo widzimy dziś. Jednak ten właśnie element, pokazujący, jak zdegenerowanym i groźnym system jest aktualnie uśmiechnięta Polska, pozwala też zakończyć ten tekst w pewien sposób optymistyczną puentą. Otóż fakt, że mimo takiej bezwzględności, rozkręcania tego typu prowokacji właściwie niczego w sprawie Republiki obecna władza nie osiągnęła, pokazuje też jej słabość. 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska