„Gazeta Wyborcza” publikuje dziś kolejny tekst dotyczący zeznań Geralda Birgfellnera. Austriacki biznesmen miał zeznać w prokuraturze, że prezes PiS nakłonił go do wręczenia 50 tys. zł księdzu z rady fundacji, która jest właścicielem spółki Srebrna – wynika z tekstu w „GW”.

Autorzy przytaczają słowa Birgfellnera wypowiedziane w prokuraturze. Zaznaczają, że te rozmowy były toczone już w zaawansowanym stadium negocjacji. Wtedy miała pojawić się kwestia zapłaty członkowi rady fundacji.

Sprawa którą opisuje „Wyborcza” nie została nagrana. Gdyby tak było, autorzy tekstu w „GW” nie omieszkaliby o tym wspomnieć. Już wcześniej z zeznań austriackiego biznesmena wynikało, że nie pamięta on okoliczności dotyczących nagrywanych rozmów.

Według nieoficjalnych informacji Birgfellner, choć miał przyznać, że nagrywał, nie pamięta szczegółów samego nagrywania. Kiedy nagrywał? Birgfellner – według źródeł PAP - powiedział, że nie pamięta. Nie pamięta także na jakim sprzęcie były rejestrowane rozmowy, ani gdzie znajdują się oryginały nagrań. Stwierdził też, że nie wie ile nagrał, i co – informują źródła.

Sama „Wyborcza” pisała ostatnio o kilkunastu segregatorach, które miały potwierdzać, że austriacki biznesmen wykonał w sprawie prac przy projekcie "dwóch wież" konkretne działania. Jak dowiedziała się niezalezna.pl segregatorów nie było kilkanaście, a jedynie... dwa.

Do tekstu odniósł się już Roman Giertych. Podał, że z opublikowanych przez „Wyborczą” fragmentów zeznań Birgfellnera nie wynika to, co zostało napisane przez autorów.

"Wyborcza" już poprawia swój artykuł.