Kozłowska nadal hula po Europie! Tym razem jest w Londynie, z żoną Sikorskiego

Ludmiła Kozłowska i Bartosz Kramek / twitter.com/screenshot/@mycielski

  

Od czasu kiedy Ludmiła Kozłowska została wydalona z Unii Europejskiej, po wpisaniu jej przez polskie służby do systemu SIS, zdążyła już zaliczyć wycieczkę do Berlina, gdzie szkalowała polskie władze, a także złożyła wizytę w Parlamencie Europejskim na specjalne zaproszenie Guya Verhovstadta. Teraz wybrała się nieco dalej, bo do Wielkiej Brytanii, której władze wydały wizę ukraińskiej aktywistce. Kozłowska spotkała się tam m.in. z żoną Radosława Sikorskiego - Anne Applebaum. Na skandaliczną sytuację, związaną z nierespektowaniem polskiego zastrzeżenia w systemie SIS, zwrócił uwagę wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki. "Czy wierzycie w nasz kontrwywiad?" - spytał brytyjskiego wiceministra spraw zagranicznych ds. europejskich Alana Duncana i brytyjskiego ambasadora w Polsce Jonathana Knotta.

Cichocki odniósł się tym samym do informacji o tym, że Kozłowska wjechała w środę wieczorem - pomimo polskiego alertu w międzynarodowym Systemie Informacji Schengen (SIS II) - na teren Wielkiej Brytanii.

Kozłowska została deportowana z terytorium UE do Kijowa 14 sierpnia, po tym, gdy polskie władze zamieściły w SIS II alert w jej sprawie, co skutkowało objęciem jej zakazem wjazdu do Polski i UE. ABW tłumaczyła w sierpniu, że decyzję podjęto ze względu na "poważne wątpliwości" co do finansowania kierowanej przez Kozłowską fundacji.

Od tego czasu, pomimo alertu w SIS Kozłowska zdążyła już zaliczyć wycieczkę do Berlina, gdzie krytykowała polskie władze, a także złożyła wizytę w Parlamencie Europejskim na specjalne zaproszenie znanego ze szkalowania Polaków Guya Verhovstadta.

W Londynie aktywistka spotkała się m.in. z szefem programu rosyjskiego i euroazjatyckiego w Królewskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych Chatham House Jamesem Nixeyem, dziennikarką i pisarką Anne Applebaum, komentatorem tygodnika "The Economist" Edwardem Lucasem oraz profesorem prawa międzynarodowego z Uniwersytetu Middlesex Laurentem Pechem.

Wielka Brytania to trzeci kraj, który Kozłowska odwiedziła w ostatnich tygodniach, po Belgii i Niemczech, gdzie brała udział w wydarzeniach poświęconych praworządności w Polsce w Parlamencie Europejskim i Bundestagu.

W czwartek Cichocki skomentował w serwisie społecznościowym Twitter wpis brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych na temat wspólnej brytyjsko-holenderskiej akcji dotyczącej czterech agentów GRU przyłapanych na próbie włamania się do systemu informatycznego Organizacji ds. Zwalczania Broni Chemicznej (OPCW).

Foreign Office opublikowało fragment oświadczenia szefa resortu dyplomacji Jeremy'ego Hunta, w którym mówił on m.in.: "nasz przekaz jest jasny: wraz z sojusznikami ujawnimy i odpowiemy na próby podkopania międzynarodowej stabilności przez GRU".

W tym przez przyznawanie Ludmile Kozłowskiej brytyjskiej wizy pomimo informacji od polskiego (Waszego sojusznika?) kontrwywiadu?

- pytał Cichocki.

Na jego komentarz odpowiedział w sobotę Marcin Mycielski z prowadzonej przez Kozłowską Fundacji Otwarty Dialog, który napisał: "to pokazuje, ile warta jest wasza informacja kontrwywiadu, czyż nie?".

Czy myślałeś kiedyś o zaprzestaniu działań, które sprawiają, że Polska wychodzi na głupka i zniesieniu ewidentnie bezpodstawnego zakazu? Ile jeszcze wiz (wydanych przez inne państwa - red.) potrzebujecie? Poważnie, podajcie liczbę i je dostaniecie

- kpił aktywista.

Na jego słowa zareagował ponownie Cichocki, który tym razem zwrócił się bezpośrednio do brytyjskiego wiceministra spraw zagranicznych ds. europejskich Alana Duncana i brytyjskiego ambasadora w Polsce Jonathana Knotta.

Wasza pora, żeby odpowiedzieć. Czy wierzycie w nasz kontrwywiad? Na to wyglądało, kiedy brytyjscy obywatele cierpieli w Salisbury

- napisał polski wiceminister, sugerując jednocześnie polsko-brytyjską współpracę wywiadowczą przy badaniu próby zabójstwa byłego pułkownika GRU i współpracownika brytyjskiego wywiadu Siergieja Skripala.

Duncan ani Knott nie odpowiedzieli na razie na jego pytanie.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap, twitter.com

Tagi

Wczytuję komentarze...

Pojawiają się niepokojące doniesienia! Chodzi o problemy z głosowaniem w wyborach do PE

zdjęcie ilustracyjne / © European Union 2018 - European Parliament". (Attribution-NonCommercial-NoDerivatives CreativeCommons licenses creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/4.0/).

  

Niepokojące sygnały docierają do nas z Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że tysiące obywateli państw Unii Europejskiej mieszkających na Wyspach, w tym Polacy, informowały o problemach z oddaniem głosu w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Zamieszanie wynikało ze skomplikowanej procedury rejestracji wyborców.

Unijni obywatele mają na mocy europejskich traktatów prawo głosowania w wyborach samorządowych oraz do Parlamentu Europejskiego w innym państwie członkowskim.

W tym drugim przypadku nie wystarcza jednak sam wpis do rejestru wyborców; na mocy brytyjskich przepisów konieczne jest wypełnienie dodatkowego formularza, w którym wnioskodawca zobowiązuje się do tego, że nie weźmie udziału w głosowaniu w żadnym innym państwie UE. Takie rozwiązanie ma na celu uniknięcie tego, by migranci głosowali dwukrotnie: w kraju obecnego zamieszkania i w kraju pochodzenia.

Procedura ta była źródłem problemów już w poprzednich wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku, kiedy powszechnie krytykowano ją za nadmierne skomplikowanie i utrudnianie skorzystania z prawa do głosowania.

Wyciągając wnioski z zamieszania sprzed pięciu lat, część władz samorządowych w Wielkiej Brytanii zdecydowała się w tym roku na przypomnienie obywatelom UE o dodatkowej formalności, wysyłając im pocztą niezbędny formularz (EC6/UC1).

Pierwotnie Wielka Brytania miała jednak nie brać udziału w tegorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego ze względu na planowane na koniec marca br. wyjście z Unii Europejskiej, co sprawiło, że część przygotowujących się na ostatnią chwilę samorządów nie udostępniła odpowiednich wniosków.

W efekcie wiele osób skarżyło się w mediach społecznościowych, że odmówiono im prawa głosu, bo nie wypełniły niezbędnego formularza.

Na problemy wskazywała m.in. prawniczka imigracyjna Agata Patyna, która relacjonowała, że „powiedziano, że powinna głosować w swoim państwie członkowskim”.

„Dzwoniłam wczoraj do rady dzielnicy i potwierdzili, że będę mogła głosować. Dzwoniłam dzisiaj ponownie: podobno nie mieli wystarczająco dużo czasu, aby rozesłać formularze do wszystkich obywateli UE. Teraz nic z tym się nie da zrobić”.
- napisała w komunikacie.

W niektórych, skrajnych przypadkach wyborcy złożyli odpowiednie wnioski w terminie, ale urzędnicy nie zdążyli się nimi zająć na czas, pozbawiając tym samym prawa głosu wnioskodawców, którzy dopełnili wszelkich formalności.

Biuro Parlamentu Europejskiego w Wielkiej Brytanii przypomniało, że w takiej sytuacji możliwe jest wprowadzenie pilnej korekty w rejestrze wyborców przez zwrócenie się szefa komisji wyborczej do urzędników z prośbą o sprawdzenie niezbędnej dokumentacji i daty wpłynięcia pisma.

Poświęcony doniesieniom o trudnościach z głosowaniami hasztag #DeniedMyVote (pozbawiony głosu) bił w czwartek rekordy popularności na Twitterze w W. Brytanii.

„Właśnie rozmawiałam w komisji wyborczej z mieszkającym w moim okręgu wyborczym mężczyzną z Polski, który mieszka tu od lat, ale nie pozwolono mu zagłosować, mimo że jest w spisie wyborców. To skandaliczne!”.
- napisała na Twitterze pierwsza minister Szkocji Nicola Sturgeon.

Oburzenie wyrazili także przedstawiciele partii politycznych oraz aktywiści, m.in. reprezentująca obywateli UE grupa the3million.

Te wybory europejskie są niebywale istotne dla wielu z nas, bo to być może ostatni raz, kiedy możemy głosować w ogólnokrajowych wyborach, zanim nasze prawa zostaną zredukowane tylko do decydowania o dziurach w drogach i wywozie śmierci w wyborach samorządowych, i to tylko jeśli będziemy mieli szczęście.
- tłumaczyła w rozmowie z PAP Maike Bohn z the3million.

Rzecznik Electoral Commission, państwowej komisji odpowiedzialnej za organizację wyborców, tłumaczył problemy tym, że „bardzo późna informacja ze strony rządu na temat udziału Wielkiej Brytanii w tych wyborach wpłynęła na to, ile mieliśmy czasu na poinformowanie obywateli o tym procesie oraz ile oni mieli czasu na dopełnienie formalności (związanych z głosowaniem)”.

Ten proces (rejestracji wyborców) może być prostszy dla obywateli i komisja wyborcza opowiedziała się za (takimi zmianami) po poprzednich wyborach europejskich w 2014 roku, ale to zależy od zmian w prawie wyborczym, które mogą być wprowadzone jedynie przez rząd i parlament.
- podkreślono.

Jednocześnie przez cały czwartek trwa jeszcze internetowa rejestracja do udziału w polskich wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wpisu można dokonać na stronie www.ewybory.msz.gov.pl, wybierając jedną z 33 komisji wyborczych utworzonych w tym celu dla Polaków w W. Brytanii.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl