Ukraińska aktywistka w sierpniu została wpisana z najwyższym alertem na listę Systemu Informacyjnego Schengen. W praktyce oznacza to, że została wydalona z terenu Unii Europejskiej. W mediach rozpoczął się lament zarówno jej, jak i Bartosza Kramka. Kwestią czasu było, aż ktoś w końcu odpowie na jej "wołanie o pomoc".

Odpowiedzieli Niemcy, zapraszając Kozłowską do Bundestagu. Wizę dostała bez problemów, a podstawą jej wydania był "interes narodowy Niemiec". 

CZYTAJ WIĘCEJ: Ludmiła Kozłowska znów na terytorium UE. Na zaproszenie Niemców będzie atakować Polskę!

Siedem minut - tyle trwało przemówienie Kozłowskiej podczas dzisiejszego wysłuchania w Bundestagu. Żona Bartosza Kramka pojawiła się w Berlinie z jasnym przekazem - by zaatakować demokratycznie wybrany polski rząd. Od początku chciała robić z siebie ofiarę, oskarżając członków rządu o utrudnianie pracy jej fundacji. 

Dziękuję za waszą pomoc. To nie tylko wsparcie dla mnie i mojego męża, ale też dla wszystkich, którzy walczą o wolność w Polsce. Nie wiem jaka będzie moja przyszłość. Tym bardziej dziękuję za szansę, jaką otrzymałam. 

 - mówiła do niemieckich polityków. A ci wtórowali jej twierdząc, że... "Polska demokracja zmierza ku upadkowi".

Nie zabrakło słów o szlachetnych celach fundacji Otwarty Dialog, takich jak wolne media czy troska o prawa człowieka. Kozłowska nic jednak nie wspomniała o instrukcji "Niech państwo stanie, wyłączmy rząd", w której jej mąż Bartosz Kramek instruował jak obalić demokratycznie wybraną władzę. 

Na koniec żałosnego spektaklu Kozłowska zaatakowała prezydenta Andrzeja Dudę. Opowiedziała Niemcom o zmanipulowanych wypowiedziach prezydenta Polski, który miałby rzekomo twierdzić, że Unia Europejska jest "wyimaginowaną wspólnotą". Te słowa zdementowała dziś wicepremier Beata Szydło. Do Berlina ta informacja jednak już nie dotarła. 

CZYTAJ WIĘCEJ: Szydło o manipulacji słowami prezydenta