Wiceminister Piebiak był pytany przez prowadzącą program Katarzynę Gójską o dwuwładzę w Sądzie Najwyższym. Z jednej strony formalnie wykonującym obowiązki I prezesa SN jest bowiem Józef Iwulski, z drugiej - media donoszą, że Małgorzata Gersdorf pojawia się w siedzibie Sądu i pobiera służbowe wynagrodzenie.

- Pani Gersdorf udaje, że urzęduje - trudno to inaczej określić. Jest sędzią w stanie spoczynku, więc powinno przynależeć jej 75 proc. wynagrodzenia pobieranego na stanowisku, jakie wcześniej zajmowała

- stwierdził Łukasz Piebiak. Czy Gersdorf pobiera faktycznie 75 proc. wynagrodzenia, czy też pełną stawkę? A jeśli to drugie, kto za to odpowiada? Wiceminister wskazał na Józefa Iwulskiego.

- Dotarły do mnie informacje, że Małgorzata Gersdorf wciąż ma wypłacane to wynagrodzenie pełne – tak jakby była wciąż czynnym prezesem. Myślę że jest to kwestia dokonania odpowiednich rozliczeń w przyszłości, bo takie wynagrodzenie jej nie przysługuje. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że wykonującym obowiązki I prezesa jest pan prezes Józef Iwulski. Myślę więc, że to jego decyzja. Ale pełnej wiedzy nie mam. Ministerstwo Sprawiedliwości nie nadzoruje Sądu Najwyższego

- podkreślił. Dodał, że konieczne jest jak najszybsze zakończenie tego przejściowego stanu w SN:

Nie kojarzę po 4 lipca dokumentu podpisanego przez sędzie Gersdorf. Wynikałoby więc stąd, że ciężar obowiązków I prezesa nosi na sobie Józef Iwulski. [...] Mam nadzieję, że ta dziwna, niespotykana, wręcz gorsząca sytuacja [dwuwładzy] skończy się jak najszybciej. Do tego potrzebne jest dokonanie wyboru I prezesa.

Łukasz Piebiak zaznaczył jednak: nie można wykluczyć sytuacji, iż nawet po wyborze nowego prezesa będzie grupa sędziów uparcie nieprzyjmujących do wiadomości, że sędzia Gersdorf przestała być I prezesem SN.

Z całą pewnością ten spór predzej czy później się zakończy. Miejmy nadzieję, że prędzej i nie będzie potrzeby stosowania sankcji. Dobrym prognostykiem jest wypowiedź sędziego Laskowskiego, rzecznika Sądu Najwyższego, że nie spodziewa się on, by dochodziło do gorszących scen

- ocenił Piebiak.

Wiceminister sprawiedliwości przekonywał, że bardzo wiele patologii w środowiskach prawniczych wynika z poczucia braku odpowiedzialności: 

Sędziowie, prokuratorzy, prawnicy myśleli: "możemy robić prawie wszystko, może poza ordynarnym przestępstwem". [...] To się jednak kończy. W sądownictwie powszechnym mamy już innych rzeczników dyscyplinarnych, w Sądzie Najwyższym musi stać się to samo.