Najpierw furię sędziów wywołał tekst premiera Mateusza Morawieckiego, który opublikował na łamach portalu tygodnika "Washington Examiner" tekst zatytułowany: "Dlaczego mój rząd reformuje sądownictwo". Przypomniał, że wielu sędziów doskonale funkcjonowało w PRL-u, a później nadal awansowali. Już po '89 roku.

Sędziowie ci dominowali w naszym wymiarze sprawiedliwości przez kolejne ćwierć wieku. Niektórzy z nich wciąż pracują 
– stwierdził.

Natychmiast zareagowało środowisko sędziowskiego. Oczywiście, było "oburzone", a kolegium Sądu Najwyższego nawet podjęło kuriozalną uchwałę.

Podobna reakcja była po słowach ministra Sebastiana Kalety, członka komisji weryfikacyjnej, która demaskuje patologie reprywatyzacyjne w Warszawie. Został zaatakowany, bo nie spodobało się co powiedział o niektórych sędziach Sądu Najwyższego.

No to czas na fakty. Zresztą pisaliśmy o nich wielokrotnie. Chociażby w maju zeszłego roku Piotr Lisiewicz w "Gazecie Polskiej" ujawniał:

"Sędzia Waldemar Płóciennik jest dziś przewodniczącym wydziału w Izbie Karnej Sądu Najwyższego, a także zastępcą członka Kolegium Sądu Najwyższego" – pisał. I przypominał historię Zofii Pietkiewicz, która w sierpniu 1982 roku brała udział w demonstracji antykomunistycznej:

Sprawa trafiła do sędziego Waldemara Płóciennika, który uznał ją za winną zarzucanego jej czynu, iż w czasie manifestacji „znieważyła podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych interweniujących funkcjonariuszy MO (...), wyzywając ich słowami powszechnie uznanymi za obelżywe”. Płóciennik skazał ją za to na 8 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Stwierdził, że została ona rozpoznana, bo „z racji siwych włosów i jasnej odzieży musiała być osobą dość charakterystyczną”.

Oczywiście, Płóciennik nie jest jedyny, który wydawał wyroki w stanie wojennym. Takich przypadków było znacznie więcej. Niektórzy z nich wprawdzie przeszli w ostatnich latach w stan spoczynku, ale nadal orzekają sędziowie w PRL-owską przeszłością.

CZYTAJ WIĘCEJ: Komuna w Sądzie Najwyższym. UJAWNIAMY życiorysy

Z kolei Maciej Marosz, dziennikarz "Gazety Polskiej" i autor książki "Resortowe togi" podkreśla, że zasądzający wyroki do dziś Jerzy Steckiewicz funkcjonował w SN już w latach 80-tych jako żołnierz zawodowy w stopniu ppłk. Przez lata PRL pozostawał członkiem PZPR-u. W stanie wojennym Steckiewicz 14 grudnia 1981 r. objął stanowisko szefa Wojskowego Sądu Garnizonowego w Białymstoku i kierował nim do 1983 r. Trzy lata później jako wypróbowanego aparatczyka wymiaru sprawiedliwości uchwałą Rady Państwa powołano go na sędziego Sądu Najwyższego. Odtąd orzeka w Izbie Wojskowej.

Kolejny sędzia Sądu Najwyższego, który skazywał opozycjonistów w latach 80. to orzekający w Izbie Wojskowej Marian Buliński. Skazał on w 1984 r. opozycjonistę Władysława Walca na karę roku pozbawienia wolności oraz pozbawienia praw publicznych za odmowę pełnienia służby wojskowej. I ten sam Buliński w 2014 r. należał do składu orzekającego Sądu Najwyższego, który uniewinnił ostatecznie stalinowskiego oficera śledczego Tadeusza J., któremu zarzucono znęcanie się nad płk. Franciszkiem Skibińskim.

„Gazeta Polska Codziennie” przypomniała w 2015 r. także PRL-owską pracę innego sędziego Sądu Najwyższego. Chodzi o Jacka Sobczaka (przeszedł w stan spoczynku w 2016r.), który stanie wojennym skazywał opozycjonistów na więzienie, a w III RP uchodził za prawniczą sławę, autorytet sądowy i akademicki.

Ciekawy jest też przypadek prezesa Sądu Najwyższego – szefa Izby Wojskowej Janusza Godynia, który przeszedł w zeszłym roku na emeryturę. Funkcję prezesa w SN obejmował w 1990 r. i pełnił ją nieprzerwanie aż do przejścia w stan spoczynku. Stan wojenny zastał go w Wojskowym Sądzie Garnizonowym w Katowicach, w roli szefa tego sądu.

Pełniąc obowiązki szefa jednego z najbardziej obciążonych sądów wykazał w okresie stanu wojennego predyspozycje kierownicze, jak również dojrzałość polityczną w ocenie rozpoznawanych, często trudnych spraw karnych. W czerwcu 1982 r. odebrał jako wyraz uznania dla jego niewzruszonej postawy sędziego komunistycznego państwa Srebrny Medal „Sił Zbrojnych w Służbie Ojczyzny”.

Kto tak wychwalał Godynia? Obecna prezes SN, Małgorzata Gersdorf!