Jak Niemcy kolonizują Polskę. Merkel uznaje decyzje hitlerowskich urzędników

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

  

Przejęcie niemal w 90 procentach mediów, wykupywanie ziemi i przedsiębiorstw, wspieranie separatystów, czyli Ruchu Autonomii Śląska, przyznawanie obywatelstwa niemieckiego osobom, których przodkowie byli wpisani na Volkslistę – tak w największym skrócie można nazwać rozszerzanie przez Niemców swoich wpływów po 1989 r. Polskie władze przez szereg lat dawały na to przyzwolenie – wyjątkiem były rządy Jana Olszewskiego, Jarosława Kaczyńskiego i obecnie rząd premier Beaty Szydło.

Niemcy szczególną uwagę poświęcają Polsce zachodniej, a zwłaszcza terenom, które przed II wojną światową nie należały do Rzeczypospolitej. To właśnie tam ekspansja niemiecka jest najbardziej widoczna. I to nie tylko dlatego, że niektóre miejscowości mają dwujęzyczne tablice informacyjne: nazwy są w języku polskim i niemieckim. Najważniejsze są wpływy w mediach i gospodarce. Największe media i ważne przedsiębiorstwa zostały sprzedane – często za przysłowiowe grosze – niemieckim właścicielom.

Kontynuacja polityki Hitlera

Niewiele osób w Polsce wie o tym, że w polityce niemieckiej wobec naszego kraju nadal jest obecna spuścizna Adolfa Hitlera. I tak na przykład niemieckie obywatelstwo mogą uzyskać osoby, których przodkowie znajdowali się na Volksliście. Jest to wprost napisane na stronach ambasady niemieckiej i wszystkich znajdujących się w Polsce konsulatów: „W celu uzyskania obywatelstwa niemieckiego należy w tym przypadku udokumentować, że ojciec lub dziadek zostali wpisani na tak zwaną niemiecką Volkslistę”. – To jest skandaliczna sprawa. Ten zapis pojawił się kilka lat temu i polskie władze na to nie zareagowały. To nic innego jak pochwała zdrady i nagroda za kolaborację – mówi "Gazecie Polskiej" prof. Tadeusz Marczak, wrocławski historyk.

Kontynuacja polityki Hitlera przejawia się także w podejściu niemieckich polityków do sprawy mniejszości polskiej. – Przed II wojną światową Polacy w Niemczech mieli status mniejszości narodowej, a zmiana nastąpiła w wyniku rozporządzenia Hermana Goeringa z 1940 r., które obowiązuje do dziś – podkreśla Dorota Arciszewska-Mielewczyk, posłanka Prawa i Sprawiedliwości, która od lat upomina się o prawa Polaków w Niemczech i walczy z kłamstwem historycznym.

Przeciw Międzymorzu

Rozmawiający z „Gazetą Polską” prof. Tadeusz Marczak zwraca uwagę, że polityka Angeli Merkel jest niechętna wobec idei Międzymorza. – Zintegrowany obszar Międzymorza byłby graczem geopolitycznym na globalną skalę, a wydarzenia polityczne z ostatniego 1,5 roku pokazują, że jego integracja nie jest bynajmniej sprawą beznadziejną. Tym bardziej że po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich można liczyć na wsparcie ze strony USA – mówi naukowiec.

Niemcy są zainteresowane współpracą z krajami Międzymorza, ale z każdym z osobna. – Integracja krajów Międzymorza jest dla Niemców niekorzystna, ponieważ zjednoczone ze sobą państwa z tego regionu są poważnym zagrożeniem przede wszystkim w kwestii gospodarczej i politycznej. Niemcy dążą do uzależnienia krajów Europy od siebie, a zjednoczenie państw Międzymorza uniemożliwi te zapędy – mówi "Gazecie Polskiej" dr Jerzy Targalski, politolog.

Wykupywanie Polski

– Strona niemiecka okopała się na wygodnej dla siebie pozycji. Głosi zatem, że uznaje granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej, ale nie uznaje polskiej własności na Ziemiach Odzyskanych. Równie często zresztą padają ze strony niemieckiej oświadczenia, że w zjednoczonej Europie granice tracą swój sens

– zauważa prof. Tadeusz Marczak.

Słowa naukowca znajdują potwierdzenie w rzeczywistości – wystarczy przypomnieć kwestię wykupywania ziemi, mediów czy polskich przedsiębiorstw. Niechlubną rolę w tym procesie odegrał Donald Tusk – „wygaszanie” przez jego rząd przemysłu stoczniowego było na rękę naszym sąsiadom zza Odry. – Podczas jednego ze spotkań pani kanclerz Angela Merkel wyraźnie powiedziała, że przemysł stoczniowy jest narodowym przemysłem niemieckim. Z kolei prezes Wismaru stwierdził wprost, że eliminacja z rynku Stoczni Szczecińskiej uratowała Wismar – mówi "Gazecie Polskiej" Andrzej Strzeboński, prezes Szczecińskiego Parku Przemysłowego.

Trzeba podkreślić, że gdyby nie sprzeciw polskich rolników, wiele terenów dostałoby się w ręce niemieckich właścicieli. Za swój protest na terenie Pomorza Zachodniego drogo jednak zapłacili: przed wyborami parlamentarnymi w ubiegłym roku zostali zatrzymani i prokuratura postawiła im zarzut udziału w zorganizowanej grupie, a także utrudniania przetargów organizowanych przez Agencję Nieruchomości Rolnych w Pyrzycach. Rolnikom grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Po zatrzymaniu szczeciński sąd, na wniosek prokuratury, zdecydował o ich aresztowaniu. Wcześniej wszyscy zatrzymani przez lata brali udział w protestach rolniczych w sprawie wykupu polskiej ziemi za pośrednictwem tzw. słupów przez osoby z obcym kapitałem w Szczecinie i Warszawie. Zdaniem rolników szczecińskie organa ścigania nie zrobiły nic, żeby ukrócić przestępczy proceder pozbywania się polskich gruntów. W samym tylko powiecie pyrzyckim już ponad połowa ziemi została wykupiona lub jest dzierżawiona przez spółki z Niemiec i Danii.

Po aresztowaniach Jarosław Kaczyński nazwał działania szczecińskiej prokuratury próbą zastraszenia polskich rolników. – Kto doprowadził do tego, że w tej akcji bierze udział prokuratura, policja? Że ludzie, którzy przystawiali broń do głowy, aby wymuszać sprzedaż gospodarstw, są na wolności, a rolnicy, którzy walczyli o polską ziemię, znajdują się w więzieniu przy bardzo trudnej sytuacji rodzinnej? – pytał wówczas Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej. Na początku tego roku rozpoczął się proces osób, które broniły polskiej ziemi przed wykupem przez niemieckich właścicieli – na ostateczny wyrok trzeba będzie jeszcze poczekać.

Szczególną ekspansję widać także w mediach – Niemcy są właścicielami lokalnych gazet niemal w 90 procentach, m.in. tygodników, stacji radiowych i portali internetowych. Aktualnie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pracuje nad ustawą dekoncentracyjną, która ma zminimalizować zagraniczne wpływy w polskich mediach. Tak jak jest to w Niemczech, gdzie żaden obcy kapitał nie ma udziałów w niemieckich mediach.
 

Materiał dotyczący niemieckiej ekspansji w Polsce ukazał się w programie „Koniec systemu”, który jest emitowany w każdy wtorek o godz. 21:30 na antenie Telewizji Republika – powtórki środa 11:20 oraz sobota 9:20. Archiwalne odcinki tego programu można obejrzeć na Facebooku na stronie Koniec Systemu
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Kardynał Nycz o ks. Popiełuszce

/ Andrzej Iwański/TharonXX; creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en

  

To, co możemy zrobić na pewno, to jest nasza modlitwa, abyśmy rychło, jak Pan Bóg tego chce, mogli nazywać go świętym i modlić się do niego" – powiedział w Bydgoszczy podczas mszy św. w intencji kanonizacji bł. ks. Jerzego Popiełuszki kard. Kazimierz Nycz.

Metropolita warszawski kard. Nycz przewodniczył mszy świętej w kościele Świętych Polskich Braci Męczenników, w którym 19 października 1984 r. ks. Jerzy Popiełuszko ostatni w życiu odprawił mszę świętą i prowadził rozważania różańcowe.

"W wielu miejscach, zwłaszcza w ostatnich czterech latach życia na ziemi, ks. Jerzy Popiełuszko odprawiał msze święte. Spotykał się z ludźmi, gromadził ich wokół ołtarza eucharystii, bo wiedział, że tam najpełniej można przeżyć Kościół i tam najpełniej można doświadczyć jedności uczniów Jezusa Chrystusa, niezależnie od ich poglądów, przekonań. Eucharystia gromadzi, zbiera wszystkich wokół ołtarza i eucharystia buduje jedność, z którą ludzie powinni wychodzić z kościoła i budować tę jedność w swoich rodzinach, budować tę jedność wszędzie tam, gdzie żyją, także w społeczności szerszej – regionu, ojczyzny"

– mówił w homilii kardynał.

Kard. Nycz zwrócił uwagę, że mimo tego, że ks. Popiełuszko bywał w różnych miejscach, w świadomości ludzi w Polsce i samym procesie beatyfikacyjnym, mówieniu i pisaniu o nim, to Bydgoszcz zawsze bywa na pierwszym miejscu.

"To dlatego, że w tym kościele została przez ks. Jerzego odprawiona ostatnia msza święta na ziemi i tutaj zostały wygłoszone jego testamentalne słowa, które pamiętamy do dzisiaj i lepiej lub gorzej staramy się je realizować w naszym życiu. Tutaj rozpoczął się ostatni odcinek jego ziemskiej drogi, jego ostatni odcinek drogi męczeńskiej, właśnie w Bydgoszczy, kiedy po skończonym różańcu wyjechał do Warszawy i do tej Warszawy już nie dojechał. (...) Po drodze został bestialsko zamordowany przez ówczesną Służbę Bezpieczeństwa"

– wskazał hierarcha.

Metropolita warszawski zaznaczył, że po beatyfikacji ks. Popiełuszki, której dokonał papież Benedykt XVI, a ogłosił ją na placu Piłsudskiego kard. Angelo Amato, wiadomo, że "to były jego męczeńskie narodziny dla nieba".

"Chrześcijanie do grobu męczenników przychodzili zawsze. Przychodzili pierwsi chrześcijanie do katakumb, tam się modlili i odprawiali mszę świętą na grobach męczenników, ale przychodzą także ludzie do grobu męczenników dziś. Na warszawski Żoliborz, na którym jest grób męczennika, jeszcze przed beatyfikacją przychodziły się modlić miliony ludzi z całej Polski i zagranicy. Przychodzili wielcy tego świata, prezydenci wielkich państw, modliło się przynajmniej dwóch papieży Jan Paweł II i Benedykt XVI jeszcze jako kard. (Joseph) Ratzinger. Przychodzili się modlić, ale przychodzili się uczyć od męczennika ks. Jerzego Popiełuszki tego wszystkiego, czego każdemu z nas w dzisiejszym świecie niezwykle potrzeba, przychodzili się uczyć wielkiej, głębokiej wiary"

– mówił.

Kardynał podkreślił, że do grobu ks. Popiełuszki, przychodzi się, aby uczyć się "zło dobrem, zwyciężać", a słowa te wypowiadane przez kapłana praktycznie w każdym kazaniu i wystąpieniu były wezwaniem, aby przezwyciężać w sobie żądzę odwetu, nie odpowiadać złem na zło. Dodał, że ks. Popiełuszko również praktycznie w każdym kazaniu używał słowa "prawda" i to po kilka razy, a "dla niego tą prawdą był Jezus Chrystus przede wszystkim".

Metropolita przypomniał ostatnie słowa publicznie wypowiedziane przez bł. ks. Popiełuszkę na zakończenie rozważań różańcowych w Bydgoszczy: "Módlmy się, abyśmy byli wolni od lęku zastraszania, ale przede wszystkim módlmy, abyśmy byli wolni od wszelkiej żądzy odwetu i przemocy".

"Dodajmy do tego naszą wielką modlitwę o jego kanonizację. Te sprawy, które idą w Rzymie do przodu, prowadzą drogą do tego, byśmy mogli go nazywać świętym. (...) To, co możemy zrobić na pewno, to jest nasza modlitwa, abyśmy rychło, jak Pan Bóg tego chce, mogli nazywać go świętym i modlić się do niego"

– podkreślił kard. Nycz. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl