Propaganda opozycji: Jak Romeo nagabywał Julię, czyli Misiewiczem w Macierewicza

Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

Ataki na ministra Antoniego Macierewicza w poprzedniej formule się przejadły. Do tego jego pozytywna rola w sprowadzeniu do Polski amerykańskich wojsk mocno osłabiła ich siłę. Skuteczny atak na polityka to taki, który powoduje zainteresowanie lub choćby wesołe przytakiwanie większości dziennikarskiej gawiedzi. I odwołuje się do argumentów zrozumiałych dla zwykłego człowieka. Te kryteria idealnie spełnia operacja medialna wokół Bartłomieja Misiewicza - pisze w najnowszym numerze „Gazeta Polska”.

Operację tę nakręcają rzecz jasna ci sami smutni panowie co zawsze, jednak jej prześmiewczy i luzacki ton powoduje, że – inaczej niż poprzednio – większość obserwatorów nie chce – lub przez długi czas nie chciała – widzieć owej inspiracji. „Cha, cha, cha, to może bezpieka kazała iść Misiewiczowi do klubu? Do reszty odjechałeś!” – tak wielu z owych obserwatorów skomentowałoby powyższe uwagi.

Nierzadko ci sami ludzie, którzy nie mają wątpliwości, że poprzednie ataki na Macierewicza były zemstą za likwidację WSI czy odkrywanie prawdy o Smoleńsku, teraz tylko wzruszą ramionami. To dowód, że tamta strona przyjęła skuteczniejszą taktykę walki ze znienawidzonym przeciwnikiem.

Informator poważnych mediów, czyli rozmówca Stonogi

Być może elementem, który spowoduje, że owa operacja zakończy się porażką, jest użycie w niej Zbigniewa Stonogi, który przedstawił świadka Patryka Jackowskiego, a ten „opowiedział”, jak Misiewicz napastował go homoseksualnie, rzecz jasna proponując mu również seks z Jarosławem Kaczyńskim. Internauci wykryli zaraz, że ten sam Patryk Jackowski, rzekoma przybita ofiara seksualnego molestowania, wystąpił w programie „Dzień Dobry TVN”, gdzie wesoło relacjonował imprezę z udziałem Misiewicza.

Zapyta ktoś, po co przytaczać wypowiedzi kogoś takiego? Jak to? Przecież był to najważniejszy świadek cytowany wcześniej przez media „poważne”. Jest jeszcze parę innych „ale”. Narracja ta to kopiuj-wklej z działań grupy byłego esbeka Jana Lesiaka z czasów inwigilacji prawicy w latach 90., której celem było rozpowszechnianie pogłoski, że Jarosław Kaczyński jest homoseksualistą.

Wygląda więc na to, że starsi panowie, niegdyś wszechwładni, znów przedobrzyli, starając się złapać zbyt wiele srok za ogon – za pomocą tej samej sprawy usiłując skompromitować PiS zarówno w elektoracie oglądającym programy publicystyczne w telewizji, jak i wśród chłopaków z dzielnicy oglądających Stonogę, bo fajnie bluzga na policję.

Do tego Stonoga w tym samym czasie zaczął wymachiwać sfałszowaną lojalką Jarosława Kaczyńskiego, sfabrykowaną przez służby w latach 90., za co tygodnik „Nie” i były spiker „Dziennika Telewizyjnego” Marek Barański musieli przepraszać przed sądem. Można żartobliwie stwierdzić, że już bardziej odsłonić się autorzy operacji nie mogli.

Klub studencki, czyli prawie burdel

Do wykreowania Misiewicza na postać niemal popkulturową, przydatną do walki z najbardziej znienawidzonym ministrem, użyto całej gamy środków perswazji. Ważną rolę odegrały tu manipulacje językowe.

W każdy weekend dziesiątki rzeczników państwowych urzędów bawi się w przeróżnych lokalach. Nie ukrywajmy, że rzecznicy ci często są kolegami dziennikarzy, z którymi mają w swojej pracy zawodowej kontakt. Nierzadko jest przecież tak, że rzecznikami czy członkami zespołów prasowych zostają byli dziennikarze.

Jak dziennikarze zareagowaliby, gdyby któryś z nich postanowił popsuć klimat weekendowego imprezowania i następnego dnia opisał w tonie oburzenia, że rzecznik pił alkohol, tańczył albo podrywał dziewczyny? Myślę, że raczej ze zniesmaczeniem.

Ważną rolę w budowaniu oburzenia postawą rzecznika było odmienianie na wszystkie sposoby nazwy „klub nocny”. Informacja, że 27-letni rzecznik bawił się z dwoma kolegami w klubie studenckim, mieszczącym się tuż koło uniwersytetu, nie była sensacyjna. Ale już nazwanie go klubem nocnym ma budzić sensacyjne skojarzenia. Skoro klub nocny, to pewnie striptiz, go-go, a może i prostytutki?

Gdyby sztukę „Romeo i Julia” napisać językiem nagonki na Misiewicza, dowiedzielibyśmy się, że Romeo nachalnie nagabywał małoletnią Julię (miała 14 lat), śpiewając w nocy po pijanemu pod jej oknem. Słowo „nagabywać” znane było dotychczas z dowcipu, w którym to dziewczyna mówi do chłopaka: „Nie będę cię nagabywać”, na co ten odpowiada: „Naga bywaj jak najczęściej”. Teraz odegrać miało rolę kluczową: podrywanie dziewczyn w klubie studenckim przez 27-letniego kawalera nie byłoby czymś nagannym, ale nagabywanie to coś bardzo złego!

W reportażu z dyskoteki można napisać wszystko, bo każda poważna odpowiedź przebywającego tam polityka zripostowana zostanie rechotem: narozrabiał po pijaku, a teraz się tłumaczy. Świadkowie? Też pewnie nietrzeźwi. Tańcząca para też nie ma wpiętych mikrofonów, by można było dowieść, czy była miła konwersacja, czy nagabywanie.

Że Misiewicz nie płacił służbową kartą kredytową, bo jej nie ma? Że jasno stwierdził, iż nie proponował pracy, nie „nagabywał”, nie rozmawiał z ludźmi o Kaczyńskim, Macierewiczu ani Smoleńsku? Pewnie nie pamięta, co gadał po pijaku! Że media nie mają żadnych dowodów, iż Misiewicz mówi nieprawdę, a ich relacje oparte były głównie na powielanych wypowiedziach „świadka” Stonogi? A co tam!

Komentarz posła Bartosza Kownackiego przywracający sprawom właściwe proporcje nie był zbyt szeroko kolportowany:

„Wolę mieć zdjęcie w dyskotece, będąc 26-letnim kawalerem, niż zdjęcie w samolocie z koleżanką, będąc ojcem kilkorga dzieci”.


Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Wkrótce spotkanie Juncker-Morawiecki

Jean-Claude Juncker / By Factio popularis Europaea - https://www.flickr.com/photos/eppofficial/12995014393/, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=31525961

8 marca szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker spotka się z premierem Polski Mateuszem Morawieckim w Brukseli - poinformowała rzeczniczka KE Mina Andreewa.

To efekt ustaleń z piątkowego szczytu UE, na którym obaj przywódcy mieli krótko rozmawiać na temat kwestii praworządności i uruchomionego przez KE artykułu 7 unijnego traktatu.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl