Kulisy zwolnienia prezesów stadnin. W tle wielomilionowe straty i tajemnicza spółka

Wikimedia Commons/Alina-Arabians

  

„Cały syf jeśli chodzi o stadniny jeszcze przed nami” – napisał Cezary Gmyz na Twitterze. Chodzi o zwolnienie prezesów stadnin koni Marka Treli oraz Jerzego Białoboka. Jak ujawnił dziennikarz „Do Rzeczy”, stadniny Agencji Nieruchomości Rolnych zanotowały wielomilionowe straty w latach 2011-2012. Pojawia się zaś i znika tajemnicza spółka. Prezes tej firmy zaciekle broni Treli.
 
Pod koniec ubiegłego tygodnia Waldemar Humięcki - szef Agencji Nieruchomości Rolnych odwołał ze stanowisk prezesów stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie, odpowiednio Marka Trelę i Jerzego Białoboka. Janowską stadniną zarządzać teraz będzie Marek Skomorowski, a michałowską - Anna Durmała.
 
Białoboka był dyrektorem Stadniny Koni Arabskich w Michałowie od 1997 do 2016 roku. Marek Trela zasiadał na fotelu prezesa Stadniny Koni Janów Podlaski w latach 2000–2016. Wobec Treli Krzysztof Jurgiel, minister rolnictwa, wysunął zarzuty m.in braku odpowiedniego nadzoru hodowlanego nad końmi.

Rzecznik biura prasowego Agencji Nieruchomości Rolnych podał, że głównymi powodami odwołania prezesów było „utrata zaufania” oraz „brak odpowiedniego nadzoru hodowlano-weterynaryjnego”.
 
W głównych mediach mogliśmy słyszeć o skandalu, że zwolniono tak doświadczonych i cenionych hodowców. Tymczasem - jak podaje „Super Express” - przyczyną zmiany kierownictwa był raport lubelskiej delegatury CBA.
 
Zastanawiająca w tej kwestii jest rola pewnej spółki, której prezes kategorycznie sprzeciwiła się dymisji Treli i zaciekle go broniła.
 
Jak pisze Cezary Gmyz w „Do Rzeczy”, wykazano gigantyczne straty stadnin ANR - np. w latach 2011-2012 łącznie 18 milionów zł straty. Czytamy też o dziwnej roli spółki Polturf Barbara Mazur.

Firma ta organizuje Narodowy Pokaz Koni Arabskich Czystej Krwi oraz Aukcje Pride of Poland począwszy od 2001 roku. Z tego tytułu czerpie niebagatelne zyski. Warto zaznaczyć, że właśnie w tym okresie Trela objął swoje stanowisko w Janowie Podlaskim.
 
Co najciekawsze, firma Polturf  została wybrana jako organizator bez żadnego przetargu, a od tamtej pory ma monopol nie tylko na organizację, ale i na obsługę tej imprezy.
 
Zaskakują też szczególne warunki, jakie miała zapewnione w umowie ta spółka. Otrzymywała ona 10 proc. od ceny netto za sprzedaż każdego zgłoszonego i skatalogowanego konia. Od 2010 roku umowę zmieniono, firma dostawała już 12 proc. ze sprzedaży oraz dodatkowo zapewniono jej minimalny zysk w wysokości 550 tys. zł.

Zapewne było to tylko swego rodzaju zabezpieczenie na „zaś”, bowiem zarobki firmy kształtują się następująco:

- w 2013 roku na aukcji zarobiono 2 mln 356 tys. zł;
- w 2014 roku – 2 mln 708 tys. zł;
- w 2015 roku – 2 mln 147 tys. zł (wstępne wyliczenia).

Według CBA, Polturf czerpała korzyści nie tylko z aukcji.

Pobierano również opłaty za stoiska zorganizowane w oparciu o infrastrukturę stadniny, co doprowadziło do paradoksu, który polegał na tym, że stadniny i Agencja Nieruchomości Rolnych płaciły za wstęp na własną imprezę

– pisze telewizjarepublika.pl.

ANR - właściciel stadniny w Janowie! - musiała pokrywać koszty wstępu na własną imprezę, opłacała bilety, karty VIP, czy stoiska prezentujące osiągnięcia stadniny w Janowie. 

I tu pojawia się kolejny wątek - Barbara Mazur, która zaciekle broniła dymisji Marka Treli.

Nie dziwią mnie protesty Barbary Mazur z firmy Polturf ws. stadnin. Ta firma jest hegemonem jeśli chodzi o aukcje i wystawy w Polsce

– napisał na Twitterze użytkownik antyleft.
 
Barbara Mazur w otwartym liście do ANR, ministra rolnictwa i premiera rządu miała napisać:

Hodowla koni arabskich jest dziedziną niezwykle wrażliwą i każda nagła zmiana może mieć dla niej przykre i nieodwracalne konsekwencje. (…) Mam wrażenie, że głowa została właśnie oddzielona od tułowia.


 Dalej antyleft napisał:

Nie ogarniam tego, jaki to był układ pomiędzy stadninami a Polturfem. To znaczy - w głowie mi się nie mieści. To jest państwo w państwie. Aukcje koni ze stadnin należących do Skarbu Państwa. Przez lata obsługa firma prywatnej, na której przelewano wadium itp. Nie ogarniam...

Dodał też:

Wygląda na to, że stadniny (państwowe) do organizacji aukcji wynajmowały firmę zewnętrzną, a potem na konto tej firmy robiły przelewy (opłaty).

Tymczasem użytkownik sieci społecznościowej podkreśla, że ze strony stadniny w Janowie znikają pewne rzeczy…
 


 
Znikają też z ze stadniny Białka.
 

NIK w 2014 pisał o państwowych stadninach. Nie był w nim ciepłych słów w kierunku ANR:

Państwowe stadniny nie posiadają przejrzystych procedur sprzedaży koni, w efekcie czego ich wartość rynkowa jest często zaniżana na rzecz kupujących, a sprzedażą zajmują się nieupoważnione osoby. W pogoni za zyskami jedna ze stadnin sprzedała nielegalnemu pośrednikowi zdrowe konie na rzeź. Większość stadnin nie dbała o stan techniczny budynków, w tym także stajni. Ponadto wystąpiły przypadki nie zapewnienia odpowiednich warunków weterynaryjnych, które są wymagane przy hodowli koni.

Link do raportu NIK - TUTAJ.

W całej sprawie zabierają głos internauci. Jeden wpis błyskawicznie rozchodzi się po sieci. Opisywany jest głównie skandal, do jakiego miało dojść w stadninie w Janowie.

W ubiegłym roku w sile wieku padła tam klacz Pianissima, prawdopodobnie najpiękniejszy okaz klaczy arabskiej w historii. Pianissima urodziła 9 źrebiąt, z czego 8 dla hodowców w USA, a JEDNO i to dosłownie chwilę przed śmiercią dla Polski. Normalny hodowca najpierw zapewnia trwałość genów w rodzimej stadninie, a dopiero potem sprzedaje obcym. Pan Trela postąpił odwrotnie. Amerykanie mają 5 klaczy i 3 ogiery po tej najcenniejszej matce w historii, a my mamy jedno roczne źrebię, od którego zależy przetrwanie linii żeńskiej Pianissimy, a ogiera już po niej w Polsce nie będzie, trzeba będzie jeździć do Stanów. Co więcej - Trela nie sprzedawał źrebiąt, które pewnie kosztowałyby kilkaset tysięcy Euro, ale sprzedawał prawo do „stanówki”, czyli Jankes przyjeżdżał ze swoim ogierem, który krył klacz, a potem zabierał źrebaka jako swoją własność. Prawo do „stanówki” kosztuje wielokrotnie mniej niż źrebię, ale źrebiąt pan Trela w zasadzie nie hodował. To tyle faktów - do sprawdzenia w księdze stadnej koni arabskich

– opisuje internauta podpisany „KELKESZOSA”.
 
Zamieszczamy screen z wpisu:


Fot. Facebook.com

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: twitter.com,se.pl,niezalezna.pl,facebook.com,telewizjarepublika.pl,Do Rzeczy

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Chcą drugiego referendum ws. Brexitu

/ Tumisu

  

Lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn i jego zastępca Tom Watson zapowiedzieli gotowość poparcia organizacji drugiego referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, jeśli taka będzie wola członków ugrupowania.

W serii wywiadów zbiegających się z rozpoczęciem dorocznej konwencji programowej Partii Pracy w Liverpoolu politycy zasugerowali jednak, że ich preferowanym wyjściem z obecnego impasu w negocjacjach z Unią Europejską jest upadek rządu Partii Konserwatywnej z premier Theresą May i przeprowadzenie przedterminowych wyborów parlamentarnych.

W rozmowie z BBC Corbyn - który jest znany z krytykowania Unii Europejskiej za ograniczanie możliwości interwencjonizmu państwowego i brał ograniczony udział w pierwszej kampanii referendalnej - tłumaczył, że wolałby, aby Partia Pracy przejęła władzę i była odpowiedzialna za proces negocjacji w sprawie Brexitu, ale zaznaczył, że jest otwarty na dyskusję na ten temat.

- Zobaczymy, co wydarzy się podczas konwencji. Oczywiście jestem zobowiązany do przestrzegania demokratycznych decyzji partii 

- tłumaczył, odnosząc się do ponad 100 wniosków dotyczących wypracowania podczas konwencji nowej linii programowej w kwestii wyjścia z Unii Europejskiej.

Corbyn zastrzegł jednak, że zakładanie, iż poparty przez członków wniosek będzie zakładał wybór pomiędzy opuszczeniem Wspólnoty a zachowaniem dotychczasowego członkostwa jest jedynie "spekulacją". Tym samym zasugerował, że głosowanie mogłoby zakładać tylko np. wybór pomiędzy różnymi modelami wyjścia z UE.

Podobną deklarację dotyczącą uszanowania decyzji konwencji złożył Watson, który w rozmowie z "Observerem" tłumaczył, że wraz z Corbynem zostali "wybrani, aby przywrócić Partię Pracy jej członkom".

- Jeśli więc ludzie zdecydują, że chcą ponownie zagłosować nad ostatecznym porozumieniem, to uszanujemy ich pogląd i będziemy opowiadać się za takim rozwiązaniem - dodał.

Opublikowany w niedzielę sondaż reprezentatywnej grupy 1000 członków Partii Pracy wykazał jednak, że aż 86 proc. z nich uważa, iż należy doprowadzić do drugiego referendum w sprawie Brexitu, a 90 proc. opowiedziałoby się za pozostaniem w UE. To m.in. konsekwencja trwającego od kilku lat zapełniania struktur ugrupowania przez osoby młodsze, związane z radykalnie lewicową organizacją Momentum.

Wcześniej jeden z najbliższych współpracowników Corbyna i minister finansów w gabinecie cieni John McDonnell - który wielokrotnie przedstawiał program Partii Pracy jako "socjalistyczny" plan dla Wielkiej Brytanii - ostrzegał jednak, że ponowne referendum mogłoby doprowadzić do wskrzeszenia eurosceptycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), która odgrywała istotną rolę w pierwszej kampanii referendalnej, ale od tej pory przestała liczyć się w brytyjskiej polityce.

Z kolei szef najbardziej wpływowego związku zawodowego Unite, Len McCluskey argumentował na antenie BBC, że najlepszym rozwiązaniem byłoby głosowanie nad tym, czy wyjść z UE z porozumieniem dotyczącym przyszłych relacji, czy zerwać negocjacje - ale bez opcji odwrócenia wyników pierwszego referendum z 2016 roku.

- Bardzo rzadko organizujemy referenda w tym kraju, więc (powinniśmy zaakceptować, że) ludzie podjęli jakąś decyzję, nawet jeśli jest to sprzeczne z oczekiwaniami moimi, czy mojego związku - mówił.

McCluskey zwracał uwagę, że jednym z problemów Partii Pracy jest to, iż wielu tradycyjnych wyborów ugrupowania "mówi, że nie wierzy, iż wyprowadzimy (kraj) z Unii Europejskiej". "Nasze włączenie się w jakiegoś typu kampanię, która ponownie otwiera tę kwestię (opuszczenia Wspólnoty) byłoby nieodpowiednie" - ocenił.

Przewodniczący Partii Konserwatywnej Brandon Lewis krytycznie odniósł się w niedzielę do deklaracji liderów Partii Pracy, oceniając, że ich słowa sprawiają, że "szybko zanikają ostatnie złudzenia, iż Partia Pracy kiedykolwiek szanowała demokratyczną decyzję Brytyjczyków".

W. Brytania rozpoczęła proces wyjścia z UE 29 marca 2017 roku i powinna opuścić Wspólnotę 29 marca 2019 roku.

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl