Korwin-Mikke odnosi się w swoim wpisie m.in. do konfliktu energetycznego między Kijowem a okupowanym przez Rosjan Krymem. Pisze:
na ulicach demonstracje: „Odłączcie nas od Ukrainy! Nie chcemy od nich prądu!!”. Trudno się dziwić. Podłączą – a ktoregoś pięknego dnia, np. w Wigilię, Prawy Sektor znów podłoży bombę w rozdzielni...
Europoseł poświęca też sporo miejsca na pochwałę rosyjskiej prasy:
Zupelnie inaczej cyta się rosyjskie gazety. U nich nie ma tego, co u nas: u nas wszystkie gazety piszą to samo, tym samym językiem. Tam jest ciekawie. P.gen.Puczkow udziela np. wywiadu w sprawie dostaw do Donbasu: „Przyjeżdżają tam z Czerwonego Krzyża i innych – a my to razem ze strażą graniczna i celnikani ukraińskimi rozdzielamy, rozwozimy...” „A to służby ukraińskie, czy separatystów z Donieckiej RL?” - „Ukraińskie. Podlegają pod Kijów. Ale my ich żywimy i poimy, bo wojskowi z Donieckiej RL i Łuhańskiej RL ich na swoje terytoria nie wpuszczają”. Prawda, że wygląda to trochę inaczej niż w opisach politruków z „polskiej” prasy?
Swój wpis Korwin-Mikke kończy następująco:
Ludzie na lotnisku w Szeremietiewie tacy sami, jak w całej Europie – tylko Arabów i Murzynów jakoś nie widać. I znacznie mniejszy tłok. Coraz więcej rosyjskich telewizyj zwraca się z prośbami o wywiady. Będzie dobrze!
W 2014 r. Krym został zajęty zbrojnie przez Rosję. Dziś jest to odizolowane terytorium, pogrążające się w chaosie gospodarczym i rządzone przez mafię. Niemal całkowicie upadła turystyka i sektor usług. Światowy Kongres Tatarów Krymskich zwrócił się do ONZ o uznanie za ludobójstwo działań Rosji na okupowanym półwyspie. "Po aneksji Krymu uciec musiało 10 tys. Tatarów. W większości wyjechali na Ukrainę. „Porwania, zabójstwa młodych ludzi, przymusowa mobilizacja do rosyjskiego wojska i próby wysyłania Tatarów na wojnę przeciwko Ukrainie, brak jakichkolwiek swobód demokratycznych i perspektyw zmusza dziś wielu do porzucenia swojej historycznej ojczyzny" – mówi o obecnej sytuacji Mustafa Dżemilew, przywódca Tatarów Krymskich.